piątek, 29 lipca 2022

Wstęp do kampanii wyborczej na prezydenta Mielca

 

Zdjęcie za Biznes i styl.

Kampania wyborcza do nowego Sejmu już się rozpoczęła i trwa w najlepsze. Czy jej dynamika nie spadnie przez najbliższy ponad rok, aż trudno uwierzyć. Bo jeśli ma być utrzymana, a nawet – zgodnie z zasadą Hitchcocka - nasilać się, to przyszłym sezonie letnim politycy już będą musieli okładać się pięściami.

Ja jednak jestem daleko od Warszawy, a za to blisko Mielca i jego problemów, i widzę, że kampanię na prezydenta Mielca czas zacząć (nawet jak wybory się przesuną). Bo fakt, że będzie zmiana prezydenta Miasta Mielca, dla nikogo – może prócz samego zainteresowanego – nie ulega dzisiaj wątpliwości.

Chociaż można powiedzieć, że pierwszy krok w tym kierunku uczynił pan Marszałek Ortyl, który w swoim wywiadzie dla hej.mielec wskazał jako potencjalnego kandydata na prezydenta Mielca, ba, nawet wskazał jako przyszłego prezydenta pana Deptułę, aktualnie wójta gminy Wadowice.

Pamiętam, że ten fakt wywołał wiele komentarzy medialnych w Mielcu, które jednak – moim zdaniem – w swej znakomitej większości były błędne.

Gdy zabierałem się za pisanie tego felietonu zastanowiłem się nad tym, co mogła oznaczać wypowiedź pana Marszałka Ortyla na temat pana Deptuły i doszedłem do wniosku, że miała posłużyć głównie utrąceniu tego kandydata w przedbiegach do wyborów. Pewnie tak samo pomyślał i zainteresowany.

Wszak wszyscy pamiętamy, jak pan Marszałek w wyborach na prezydenta Mielca udzielił wsparcia absolutnemu pewniakowi i tenże przegrał, a prezydentem został „czarny koń” tamtych wyborów. Nawet o tym wtedy pisałem, że był to klasyczny pocałunek śmierci. Podobnym pocałunkiem teraz został obdarzony Wójt Wadowic Górnych.

Jak widzimy z wielkiej polityki PiS popiera w awansach na stanowiska przede wszystkim swoich, albo tych, których kupi i którzy przez to stają się swoi, choć mniej pewni. Ale czasem trzeba zaryzykować. Ja jakoś w roli kupowanego pana Deptuły nie widzę.

 

No to teraz możemy popuścić wodze wyobraźni i zastanowić się, kto ma szanse, i na kogo postawią największe siły polityczne Mielca.

Trochę rozpytałem pośród wiedzących i dowiedziałem się, że kandydować zamierzają lub o kandydowaniu marzą wszyscy trzej prezydenci Mielca, to znaczy prezydent Wiśniewski i dwaj jego zastępcy. Marzenia jak ptaki.

Dowiedziałem się też, że kandydowanie rozważa pan Klimek, obecnie prezes spółki FKS Stal Mielec SA, która, jak wszyscy wiedzą, utrzymuje przy życiu i w działaniu nasza piłkarską drużynę ekstraklasy.

I pomyślałem sobie, że ewentualne odwracanie uwagi od Pana Klimka ma duży sens.

 

Jak wiemy nasza piłkarska ekstraklasa funkcjonuje wyłącznie dzięki działalności pana Europosła Poręby. On jest spiritus movens wszelkiego ruchu piłkarskiego w Mielcu, a przede wszystkim tego, ze Stal może walczyć o utrzymanie się w ekstraklasie i odnosić sukcesy. Bez niego by już dawno niczego nie było. Przede wszystkim wielkiego państwowego sponsora PGE, ale i wielu pomniejszych.

 

Stal Mielec jest chyba w tej materii absolutnym wyjątkiem w ekstraklasie (****). Tak zdecydowanym wyjątkiem, że Stal Mielec można z przekonaniem nazwać piłkarskim klubem pisowskim. Oczywiście zawodnikom to lata, oni chcą dostawać kasę, ale już kibicom nie jest to obojętne. Kibice chcą, by drużyna istniała, bez względu na etykietę i źródła finansowania, więc pewnie – nawet jak o tym nie myślą, a nawet nie mają świadomości – taki twór pisowskiej zapobiegliwości będą popierali.

 

No ale mamy wmówić o wyborach prezydenckich. I tu kandydat Klimat jest bardzo dobrym kandydatem. Oczywiście pewnie dla PiS u byłoby lepiej, gdyby prezydentem został np. sprawdzony działacz PiS Pan Swół, ale może być tak, że działacze będą mieli mniejsze szanse. I wtedy Pan Klimek, który musi być zaufanym (bo nie powiem dzisiaj – kupionym) człowiekiem PiS, byłby kandydatem jak znalazł.

 

Z drugiej strony zapewne pojawią się kandydaci bardziej lub mniej egzotyczni. Słyszałem, ze radny Szczerba zamierza kandydować i myślę, ze się przecenia. Być może znowu wystartuje Pan Ziomek, mający duże możliwości finansowe, ale raczej też jest bez szans.

 

W Mielcu nie można mówić -  jak w Sejmie - o opozycji dla PiS, bo to PiS jest opozycją. Tym niemniej stan tego, co jest przeciwne PiS, jest podobny jak na scenie ogólnopolskiej.

I jeśli ta część sceny politycznej się nie zjednoczy i nie poprze, jak w Rzeszowie, swojego jednego kandydata, to będziemy mieli prezydenta z PiS lub będącego człowiekiem PiS.

 

Zapewne nie postawią wspólnie na prezydenta Wiśniewskiego, bo przegrają.

Więc na kogo można by podstawić?

 

Ja mam takiego kandydata. Ale do kandydowania trzeba go dopiero przekonać. To Pan Krzysztof Ślęzak, wieloletni Dyrektor ds. Inwestycji Oddziału ARP w Mielcu, potem jej Dyrektor, a w międzyczasie Dyrektor Oddziału ARP we Wrocławiu i twórca tamtej strefy dla firm z grupy LG Philips, a także przez jakiś czas, równolegle z zarządzaniem Oddziałem w Mielcu,  dyrektor Oddziału w Tarnobrzegu. Facet, który wybudował tyle infrastruktury, hal, dróg, instalacji, przyczynił się do stworzenia takiej ilości miejsc pracy, że można by wynikami jego działalności obdarzyć kilka osób i każda by chodziła w chwale.

 

Nie muszę przypominać, że jak przyszedł czas i trzeba było dać na jego stanowisko wiernego z PiS, został brutalnie tego stanowiska pozbawiony. I od tego czasu w mieleckiej strefie panuje bezruch i bylejakość. W SSE EURO PARK Mielec w Mielcu nic się nie dzieje.

Wizji na to co dalej nie ma ani kierownictwo strefy, ani prezydent Mielca.

 

Uważam, że Mielec zasługuje na prezydenta z wizją, doświadczeniem inwestycyjnym, kontaktami. Bo wcale nie musi tak być, że po następnych wyborach to PiS będzie woził do gmin czeki na 2 miliony i rozdawał w świetle kamer.

 

Mielec zasługuje na człowieka z wizją, a Pan Krzysztof Ślęzak, z którym w 1995 roku zaczynałem organizować Mielecką Specjalną Strefę Ekonomiczną, takim człowiekiem jest.

Teraz tylko liczę na rozsądek niepisowskiej części klasy politycznej Mielca.

 

PS. Oczywiście pan Klimek, poza kierowaniem Stalą przez niecałe dwa lata,  ma też jakąś historię zawodową. Sprawdzałem. Przez chyba 20 lat sprzedawał, na różnych stanowiskach,  karmę dla psów i innych zwierząt. To też ważna praca i wcale się z tego nie nabijam. To jednak nie jest doświadczenie na miarę nowego przywódcy Mielca w tych trudnych, bardzo trudnych czasach, które nadchodzą.

 

 (***) Zgodnie z wyjaśnieniami jednego z czytelników takich klubów w Polsce jest 4. Biorę to na słowo i zamieszczam. To nijak nie zmienia treści felietonu i wniosków z tego płynących, pokazuje jedynie patologię polskiej piłki nożnej, utrzymywanej przez Państwo, czyli nas wszystkich.

 

wtorek, 28 czerwca 2022

„Skałką” w mielczanina.

  


Jest takie żartobliwe tłumaczenie, co to jest uczucie ambiwalentne. Występuje ono, kiedy widzisz, jak twoja nielubiana teściowa spada twoim samochodem z mostu do rzeki.

Ja nie doświadczałem tego typu odczuć, co nie znaczy, że ambiwalentny stosunek do wielu spraw jest mi obcy. Przeciwnie.

Dzisiaj ambiwalentne odczucia naszły mnie po ogłoszeniu wyników plebiscytu na Mielczanina Roku 2021, organizowanego corocznie przez lokalną gazetę Korso.

 Tak się złożyło, że o aktualnie rozstrzygniętym plebiscycie na Mielczanina Roku 2021 pisałem w felietonie https://andrzejtalarek.blogspot.com/2022/05/mielec-kibicow-i-emerytow-czyli-o.html wtedy, gdy jeszcze nie był  rozstrzygnięty. Był on po etapie głosowania czytelników Korso. I owi czytelnicy oddali swoje głosy w takiej proporcji: Pani Stanisława Rzeźnik 58% głosów, ksiądz proboszcz Waldemar Ciosek 20,5 % i Łukasz Przybyło, młody działacz społeczny 12,5 % głosów

Nie podobał mi się ten rozkład głosów i na koniec wzmiankowanego felietonu wyraziłem swoją opinię, że „ja, stary człowiek, zagłosowałbym na księdza. Bo nadal jest mi potrzebny, a niedługo może będzie bardziej. Ale to dzisiaj widać niemodne. Dzisiejsi seniorzy planują długie i barwne życie i wolą się spotkać z panią Mazurówną, tą od tańca, wielu kochanków nawet po siedemdziesiątce i wielu aborcji.  Tak do końca nie wiem po co. Czy po to, by im powiedziała jak być aktywnym w późnym wieku, czy bardziej po to, by nasi seniorzy mogli na nią popatrzeć jak na małpę w zoo. Więc nie dziwne, że nie głosują na księdza”.

Więc dzisiaj powinienem się cieszyć, bo ten wybór Mielczanina roku 2021 spełnił moje preferencje. I cieszę się, bo bardzo cenię księdza Cioska.

A jednocześnie mam wielkie poczucie niedosytu.

Gdybym przez chwilę stał się statystycznym mielczaninem i uwierzył w zasady plebiscytu, że to czytelnicy, mielczanie mogą swoimi głosami wybrać Mielczanina Roku, byłbym szczerze zdziwiony ostatecznym rozstrzygnięciem. No bo jak? Pani Rzeźnik dostała prawie 3 razy więcej głosów i ostatecznie przegrała?

Ale regulamin przewiduje udział w wyborze Mielczanina Roku także kapituły złożonej z laureatów plebiscytu w latach poprzednich i jednego przedstawiciela Korso. Kapituły, która może wszystko. Czyli może wybrać Mielczanina roku nie sugerując się ilością i jakością głosów oddanych przez czytelników gazety.

 

Wielu pewnie będzie miało w tym momencie skojarzenia z naszym Sejmem i projektami ustaw obywatelskich, które, jeśli nie są po myśli władzy, idą w kosz niezależnie od tego, ilu obywateli taki projekt poprze.

Ponieważ nie czuję się statystycznym mielczaninem, od dawna nie mam złudzeń co do tego, kto wybiera Mielczanina Roku. Jestem przekonany, że wybiera go Kapituła kierująca się najróżniejszymi interesami czy koneksjami, a najmniej, albo wcale, glosami czytelników albo internautów. Ostatni wybór jest tego najlepszym dowodem.

Znowu zacytuję zdanie z artykułu na stronie Korso: Do dziś toczy się walka wśród elit, by dana osoba została Mielczaninem Roku. Wzajemne promowanie siebie ma pozytywny aspekt dla życia powiatu, bo mobilizuje przedsiębiorców, polityków, samorządowców, ale i księży, i działaczy społecznych, do jeszcze aktywniejszej pracy na rzecz środowiska.

 

 Ale żeby nie było tak krytycznie, to powiem, że spośród 25 laureatów plebiscytu jedynie dwa, trzy nazwiska budzą moje wątpliwości. Więc tym samym przyznaję, że dokonywano słusznych wyborów, które w większości oparły się czasowi.

 Tylko czy w tej sytuacji nie nadszedł czas, by przestać robić ludziom wodę z mózgu? Wmawiać, że ich głosy mają jakiekolwiek znaczenie? Że jak się zmobilizują, to ….

Czy nie powiedzieć od razu, że mielczanina roku wybiera Kapituła spośród propozycji zgłaszanych np. przez organizacje społeczne, prezydenta i starostę, czy grupy obywateli, czyli mielczan.

Tak jest robione w przypadku znanych mi plebiscytów.

 Wtedy nie byłyby potrzebne tłumaczenia, jakie przeczytałem na stronie Korso, ze „O słuszności wyboru Mielczanina Roku najlepiej świadczy obecność na gali tak wielu osób, które nieraz musiały przejechać wiele kilometrów, ale chciały w ten sposób pokazać szacunek i wdzięczność wobec ks. Waldemara Cioska”.

Bo to dziecinne tłumaczenie.

 Skoro Urząd Miasta od lat nie ma ochoty na wprowadzenie jakiegoś bardzo znaczącego wyróżniania swoich obywateli i zapisywania ich w historii miasta, pozostaje mam pozostać przy Mielczaninie Roku i Skałce Korso, a nie np. Zasłużonym dla Miasta Mielca, stosownym medalu i brązowej statuetce Ikara, którego rzeźbę Urząd tak pieczołowicie wyremontował.

 

ps. Kiedyś tak o wyróżnianiu mielczan pisałem

 https://hej.mielec.pl/pl/638_felietony/54492_o-nagrodach-i-wyroznieniach.html

 


 

niedziela, 26 czerwca 2022

O Wanatowiczu, który zniknął z historii Mielca.


Zdjęcie na Facebooku udostępnił Butch Bullet Stine.  Nie znam autora zdjęcia.

 

Przeglądałem Encyklopedię Miasta Mielca, autorstwa nieocenionego Józefa Witka, która po wielokroć pomagała mi w poznawaniu historii naszego miasta.

Tak się złożyło, że przeglądałem hasła na literę W, bo chciałem się więcej dowiedzieć o Panu Prezydencie Wiśniewskim.

Tuż poniżej są hasła „Witek”, więc chciałem zerknąć na to dotyczące twórcy Encyklopedii, Józefa Witka i jakież moje zdziwienie, gdy stwierdziłem, że takie hasło nie istnieje. Aż taka skromność, Szanowny Józefie? Proszę o korektę.

Idąc dalej, a raczej bliżej początku tej części Encyklopedii, sprawdziłem hasła „Wanatowicz”. I znowu moje zdziwienie. Bo pośród haseł ze sławnymi, zasłużonymi dla Mielca Wanatowiczami, w tym Stanisławem Wanatowiczem, znawcą problematyki żydowskiej Mielca, znalazłem hasło o młodym Wanatowiczu Janie, bardzo zdolnym uczniu mieleckich szkół (obecnie 18 - to letnim), ale za to nie znalazłem informacji o Wanatowiczu, którego imienia nie pamiętam (chyba Kazimierz), a który w jakiś sposób wpisał się w historię mojej rodziny.

 

Był to pan, który kierował warsztatami MZBM, tymi w baraku po dawnych austriackich koszarach, zlokalizowanym przy ulicy Kołłątaja (albo Konopnickiej), naprzeciwko kościoła MBNP. Na ich miejscu stoi obecnie blok mieszkalny.

Jak wspomniałem wyżej, ów pan Wanatowicz wpisał się w historię mojej rodziny, jako że przez ponad 10 lat w tych warsztatach pracował mój Ojciec. Stąd też słyszałem różne opowieści o kierowniku Ojca, a zdarzało mi się bywać w jego domu, jako że od 1958 do 1962 roku uczyłem się w jednej klasie SzP 5 z jego synem, Andrzejem.

 

A zdarzało mi się także słyszeć o żonie pana Wanatowicza. Co prawda słowo Żydówka niewiele mi wtedy mówiło, ale je zapamiętałem. Zapamiętałem także, że ów pan Wanatowicz uratował tę Żydówkę od śmierci z rąk Niemców, a po wojnie się z nią ożenił.

Pamiętam jeszcze tą panią, siedzącą w dużym fotelu w mieszkaniu przy ówczesnej ul. 22 Lipca, w bloku, w którym jest Poczta Polska, na pierwszym piętrze, tuż obok tej wielkiej bramy w bloku.

 

Potem z Andrzejem Wanatowiczem chodziłem przez ponad dwa lata do Technikum Mechanicznego. Pamiętam jeszcze wizytę prezydenta de Gaulle - a w Polsce we wrześniu 1967, gdy szpanowaliśmy (także z Andrzejem) degolówkami, czyli czapkami podobnymi do takiej, jaką nosił prezydent. To był taki szał modowy.

A potem nagle rodzina Wanatowiczów zniknęła z Mielca. Wyjechała do Warszawy. Niedługo był marzec 1968. W międzyczasie pan Wanatowicz zmarł, a o potem pani Wanatowicz z synem wyemigrowała.

 

I tak sobie pomyślałem, przeglądając Encyklopedię Mielca, że jeśli ta historia, którą pamiętam z dzieciństwa, jest prawdą, to powinna się w Encyklopedii znaleźć.

 

Pani Izabela Sekulska odkrywa tajemnice mieleckich Żydów, i tych zamordowanych, i tych , którzy przeżyli, i możemy jej podziękować za tę działalność, więc i jej, i Panu Witkowi podsuwam tę małą tajemnicę do wyjaśnienia i uwiecznienia w mieleckich kronikach.

Nie wiem, czy pani Wanatowicz pochodziła z Mielca, nie wiem, jakie było jej żydowskie nazwisko, ale ostatecznie w Mielcu mieszkała przynajmniej przez 20 lat albo i dłużej, więc jej sprawa chyba zainteresuje Panią Izabelę.

 

No i to chyba tyle na ten temat.

 

 

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Mielecki antypatriotyzm radnych PiS?

  

(Prez.  Wiśniewski odbiera z rąk Marszałka Województwa Podkarpackiego Władysława Ortyla wyróżnienie za nominację do Podkarpackiej Nagrody Samorządowej 2022 w kategorii „Miasta” - zdjęcie z Facebooka prez. Wiśniewskiego).

 

Nie jestem fanem Prezydenta Wiśniewskiego, czemu niejednokrotnie dawałem wyraz w felietonach, ale jestem fanem, miłośnikiem wręcz, patriotą Mielca i popieram każde działanie Prezydenta, które prowadzi do zwiększenia dobrostanu mielczan.

Powyższe szczególnie mocno powróciło do mnie w kontekście dwu wydarzeń. Jednym z nich było nieprzyznanie Mielcowi pieniędzy w tzw. Polskiego Ładu, a drugim wywiad jakiego dla hej.mielec udzielił marszałek Ortyl, który także odniósł się do tej sprawy.

A więc po kolei. Nieprzyznanie środków finansowych dla Mielca (otrzymał 5 mln, gdy np. Tarnobrzeg 35 mln), będącego centrum powiatu, zapewniającego dla ludzi z ościennych gmin i pracę, i sport, i rozrywki, i kulturę, uważam za skandal. I podobnie jak wielu mielczan, nie tylko urzędników z Urzędu Miasta, za formę pognębienia prezydenta Wiśniewskiego za jego poglądy, a przede wszystkim pognębienia i obrażenia mielczan. Tak wybraliście, to macie. I co z tego, że stanowicie połowę populacji powiatu, że dziesiątki tysięcy ludzi co dnia przyjeżdża z ościennych gmin i zatruwa miasto spalinami. Walcie się. Macie coście chcieli. Macie 5 % środków przyznanych na powiat.

No ale przecież prawie połowa mielczan głosowała na PiS. Czy oni też zostali ukarani? Może mają się wyprowadzić do ościennych gmin pisowskich?

I ta prawie połowa mielczan wybrała radnych PiS na swoich przedstawicieli po to, by dbali o Mielec czyli także o jego pisowski elektorat.

A jak ci radni o ten swój elektorat i ten swój Mielce zadbali? Ano widać, jak zadbali. Tak zadbali, że zadaję sobie pytanie, czy radni miejscy PiS są najpierw mieleckimi patriotami, czy jednak najpierw i bardzo długo jeszcze są miłośnikami swojej partii Prawo i Sprawiedliwość, a interesy Mielca i mielczan podporządkowują wyłącznie walce politycznej.

Pamiętam bardzo emocjonalne ataki na prezydenta Wiśniewskiego radnych PiS, a ich szefa w Radzie Miasta i jednocześnie prezesa spółki przetwarzającej odpady, za brak działań choćby w kwestii przetwarzania odpadów w Mielcu. I dawano za przykład, jak to wspaniale poradziły sobie inne miasta, patrz: pisowska Stalowa Wola czy Krosno.

A jak prezydent Wiśniewski złożył  wniosek na budowę infrastruktury w zakresie gospodarowania odpadami komunalnymi oraz rozbudowy Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadami Komunalnej, który opiewał na 25 203 000 zł, to nikt niczego nie zrobił, by ten wniosek poprzeć.

Se złożył (Wiśniewski), niech se załatwia.

 

A może się mylę, i mieleccy radni  PiS aktywnie lobbowali za przyznaniem środków z Nowego Ładu na ten wniosek? No bo przecież nie będą robić z gęby cholewy? No bo przecież są mieleckimi patriotami i dobro mielczan, także ich wyborców, stawiają ponad partyjne przepychanki rodem z piaskownicy?

I tu wysłuchałem wywiadu z Panem Marszałkiem Ortylem, który przeprowadził Pan Przemysław Cynkier. Oprócz interesującej mnie sprawy odpadów ten wywiad pokazuje jeszcze jedną ważną kwestię, ale o tym na końcu, by nie namieszać.

Miałem prawo założyć, że radni PiS przynajmniej poinformowali pana Marszałka, było nie było,  mielczanina, o problemach jakie ma Mielec i jak mu można pomóc. A szczególnie miałem prawo tak sądzić w przypadku odpadów, bo niedawno prezesowi spółki Euro Eko, panu Swółowi, szefowi radnych PiS, Pan Marszałek gratulował uzyskania przez spółkę (Za działalność innowacyjną w przetwarzaniu odpadów) Godła Teraz Polska.

I co się z wywiadu okazało? Ano że Pan Marszałek zupełnie nie miał pojęcia, jakie wnioski złożył Pan Prezydent Wiśniewski.

Pan Marszałek jest bardzo zajętą osobą i ma prawo nie wiedzieć, czym żyje miasto, w którym mieszka. Ma prawo. Tak jak ja mam prawo wątpić w to, że nie wie.

Ale faktem jest, że radni miejscy PiS zrobili co zrobili, czyli niczego nie zrobili. Albo tylko grają głupa, czy robią dobrą minę do złej gry.

 

Powiedziałem powyżej, że jest jeszcze jedna ważna sprawa, wynikająca z tego wywiadu. Przytoczę jego kawałek w wydaniu prowadzącego, Pana Redaktora Cynkiera.:

Czekają też na pieniądze w Mielcu. Samorządowcy, politycy, z Mielca, z urzędu miejskiego, starostwa twierdzą, mają żal do polityków Prawa i Sprawiedliwości, do partii Prawo i Sprawiedliwość, o poziom rządowych, wszelkich dotacji. W Urzędzie Miejskim w Mielcu słyszymy takie głosy oburzenia i sugestie ze PiS celowo obcina pieniądze dla miasta Mielca, że to jest tylko i wyłącznie, klucz polityczny,. A ja bym chciał spytać: gdybyśmy tylko spojrzeli na ten rok, który mamy, 2022,  jak często przedstawiciele tej koalicji która rządzi w mieście, w Mielcu, w powiecie mieleckim, prezydent, starosta, odwiedzali pana, by te głosy oburzenia np. przekazać, czy po prostu porozmawiać o współpracy, o jakiś różnych pomysłach, projektach. Ile takich spotkań w tym roku było?

 Zadumałem się głęboko na formą postawienia przez redaktora prowadzącego tego kluczowego dla Mielca problemu przez Panem Marszałkiem.

Pan redaktor mianowicie – i w moim odczuciu – od razu winą za brak środków dla Mielca obciążył prezydenta i starostę, który, jak pewnie przypuszczał, a może wiedział, nie bywali w gabinecie Pana Marszałka, by o te środki prosić.

To świadczy o dwu sprawach: przekonaniu prowadzącego, ze jednak Marszałek – wbrew jego słowom z wywiadu – mógł wiele uczynić , by te środki dla Mielca „załatwić” i przekonaniu prowadzącego wywiad, że tylko taka droga, czyli przychylność władzy PiS, a nie merytoryczność i ważność wniosku, prowadzi do celu. Pan Marszałek, jakby świadomy tego zarzutu, od razu w wywiadzie odciął się od tej drogi. Ale jakoś dziwnie gminy rządzone przez PiS nie miały problemów.

Takie sformułowanie pytania przez redaktora prowadzącego może też wynikać ze zwykłego konformizmu. Bo jednak mógł mieć już w pamięci panią naczelnik z Pacanowa i zwykła ostrożność podpowiedziała mu taką formę pytania. Ja, stary człowiek, jak najbardziej bym takie obawy i takie zachowanie zrozumiał. Co nie znaczy, że ja także tak bym sformułował pytanie. A może też tak się umówili przed wywiadem.

Fakt faktem, o bezstronności dziennikarskiej trudno w tym wypadku mówić.

 

I to by było chyba na tyle, jeśli chodzi o mielecki patriotyzm i niezależność dziennikarską.

Na koniec kwestia tego, gdzie Pan Prezydent jeździ na manifestacje.

Powiem tak: jak jeździ w swoim prywatnym czasie, albo delegowany oficjalnie, zgodnie z prawem (kto go deleguje – nie wiem), niech sobie uczestniczy w takich manifestacjach i protestach jakich chce. Ani mnie, ani nikomu innemu nic do tego.

 

PS. Jeszcze kwestia patriotyzmu i dbałości o mielczan radnych powiatowych PiS. Dzisiaj zagłosowali przeciwko przedłużeniu współpracy z PAKS. Zagłosowali tak, mimo że nie jest już możliwym zorganizowanie i zakontraktowanie oddziału kardiologicznego na rok 2023, o czym mówili w apelu wszyscy ordynatorzy szpitala i znawcy tematu.

Pan Marszałek w wywiadzie mówił bardzo ogólnie i ostrożnie o utworzeniu kardiologii w mieleckim szpitalu, ale to chyba wystarczyło, by radni powiatowi PiS przedłożyli partyjny interes nad mielecki patriotyzm i murem byli przeciw.

 

Przeciw czemu? Zdrowiu mielczan?

 

 

 

https://hej.mielec.pl/pl/709_podkarpacie/70029_wladyslaw-ortyl-o-szpitalu-kolei-drogach-i-s-przyszlym-prezydencie-mielca-wideo-.html

 

sobota, 4 czerwca 2022

Mielec dla wsi, wieś (podmielecka) dla Mielca.

  

zdjęcie za: Rzeszów.wyborcza.pl

W kontekście rozdziału środków z tzw. Nowego Ładu, których to środków Mielec otrzymał najmniej spośród mieleckich gmin, czyli jak na „przysłowiowe lekarstwo” (chociaż nawet na lekarstwo nie otrzymał, bo Powiat Mielecki, który zarządza mieleckim Szpitalem, też otrzymał grosze), przypomniał mi się mój felieton sprzed lat, kiedy jeszcze Mielcem rządził Prezydent Chodorowski.

Pan Prezydent Chodorowski, jako człowiek bardziej ugodowy i potrafiący zawierać kompromisy, pewnie nie byłby ukarany przez PiS jak prezydent Wiśniewski i Mielec miałby tych środków nowoładowych znacząco więcej.

I nie byłoby tak, że Mielec pracujący na cały powiat, na wszystkie jego gminy, zamiast dostawać większe środki, dostaje mniejsze.

A mieszkańcy gmin wiejskich, mieszkający poza Mielcem, nie dość że z Mielca korzystają to jeszcze są wynagradzani dodatkowymi środkami.

 A teraz tamten felieton, z bardzo kontrowersyjną, ale nie wiadomo czy niesłuszną w kontekście dzisiejszej polityki PiS, wypowiedzią.

 

 „Prezydent Chodorowski powiedział kiedyś (cytuję z pamięci), że gdyby mieszkańcy podmieleckich wsi nie przyjeżdżali do mieleckich firm do pracy, i że gdyby wójtowie okolicznych gmin ruszyli głową i stworzyli warunki, że także u nich w gminach powstawałyby nowe inwestycje, bezrobocie w Mielcu byłoby o wiele mniejsze, niż teraz, a mieszkańcy miasta mniej chętnie wyjeżdżaliby za granicę.

 

Wtedy potraktowałem tę opinię jako trochę oderwaną od polskiej rzeczywistości i niewiele się nad nią zastanawiałem.

Kiedy jednak z upływem czasu czytałem, słuchałem czy naocznie widziałem, (a nawet o tym pisałem), że dzisiaj na wsi już prawie nic nie można wybudować, co by dawało ludziom pieniądze i pracę, ale co by zakłócało idylliczny obraz wiejskiej rzeczywistości stworzony przez Jana Kochanowskiego, którego  fragment poniżej, zacząłem zmieniać zdanie. A to i Kochanowski:

 Wsi spokojna, wsi wesoła!

Który głos twej chwale zdoła?

Kto twe wczasy, kto pożytki

Może wspomnieć zaraz wszytki?

 Temu sady obradzają,

Temu pszczoły miód dawają,

Nań przychodzi z owiec wełna

I zagroda jagniąt pełna;

Stada igrają przy wodzie,

A sam pasterz siedząc w chłodzie

Gra w piszczałkę proste pieśni,

A faunowie skaczą leśni.

 

Może jest trochę inaczej niż 500 lat temu, ale chodzi o klimat.

Tak więc na wsi ma być czysto, schludnie (i chwała za to) i cicho, a czuć można jedynie fijołki i konwalie z ogródka. I nie daj boże by jakaś chlewnia,  ferma norek, ferma wiatraczna (chyba że 3 km od najbliższych zabudowań), uciążliwy zakład, obwodnica, czy może nawet kuźnia, w której:

„Stary kowal młotem wali buch, buch, buch!

Ledwie brody nie osmali, zuch, zuch, zuch!

Ma być tak jak w mieście. Albo nawet lepiej. Bo w mieście jest hałas, tłok, nie ma swoich jajek, mięsa z kur, które łażą po podwórku, jarzyn, swoich ziemniaków, nie ma sąsiadów, nie ma dopłat rolniczych z Unii, trzeba płacić składki emerytalne, trzeba zapłacić na opiekę zdrowotną, a na wsi wszystko oba te przywileje są za darmo. I nawet na emerytury idzie się szybciej. No i ubezpieczać się nie trzeba, bo jak przyjdzie klęska żywiołowa, rząd zwróci straty, a jak będzie embargo na jabłka, to też, a jak w mieście upadnie firma, to figę. Tłoku na drogach też nie ma, jak na mieleckich ulicach, kiedy wieś jedzie do/z pracy i klnie na prezydenta i starostę, że jeszcze im drugiego mostu nie wybudowali, ale jak trzeba obwodnicę, to nie pozwala.

 

Mielec daje wsi mieleckiej pracę, szkoły średnie, opiekę szpitalną, na którą łożą się ludzie pracujący w mieleckich zakładach a nie tzw. rolnicy. Daje kino, festiwal muzyczny, inne instytucje kulturalne. Są lepsze sklepy, niedługo będzie galeria.

A co daje Mielcowi mielecka wieś? Prawie nie daje jedzenia, bo produkuje głównie dla siebie, nie daje kultury, szkoły. Właściwie niczego nie daje. Tylko bierze z Mielca.

I narzeka na swojego wójta, jak ten chce (o ile chce) sprowadzić na wieś jakieś inwestycje. Bo od inwestycji jest Chodorowski.

 

Co tu radzić na to? Może za przejazd mostem wprowadzić opłaty? Może wprowadzić opłaty za korzystanie z miejskiej infrastruktury? Taką swoistą opłatę turystyczną? Mieleckie Janosikowe? Może to by trochę wyrównało coraz większe dysproporcje na niekorzyść mieszkańców miasta, może to by zmusiło mieszkańców wsi do większej aktywności, a nie tylko do korzystania z tego, co wypracuje miasto?”

I to już koniec tego felietonu sprzed ośmiu lat (a wypowiedź prezydenta Chodorowskiego jeszcze z dawniejszych czasów) i czas się zastanowić, czy jednak nie ma czegoś na rzeczy.

Mielec ma się starać, a okoliczne gminy, szczególnie jak są PiS - owskie, ale nie tylko, mogą do woli korzystać?

Więc wyprowadzajcie się mielczanie na wieś mielecką. Tam niedługo będzie „Raj Kochanowskiego”.

 

ps. W Mielcu mieszka ok. 50% populacji powiatu mieleckiego.  Mielec dostał może 10% środków z Nowego ładu, przydzielonego przez rząd na gminy powiatu. To jest "sprawiedliwość". Ale zgodna z prawem.

 

 

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...