Zdjęcie za Radio Rzeszów
Głupie referendum i mądre referendum.
Czy znajdzie się mądry, który powie: stop, nie wygłupiajmy się dalej?
11 czerwca o przyszłości naszego szpitala pisałem tak (fragment z felietonu „Przewiduję przyszłość szpitala w Mielcu”):
· Nie dojdzie, po przedyskutowaniu wszystkich aspektów sprawy, do konsolidacji ze Szpitalem Klinicznym. Sądzę, że główną przeszkodą będzie żądanie przekazania majątku szpitala za darmo (darowizna). Zarządowi zadrży ręka pod takim dokumentem i nie podpisze go. (….)
· Nie dojdzie do konsolidacji wewnętrznej Szpitala w Mielcu ze względu na opór związków zawodowych i pracowników przeciwko bolesnym, a koniecznym dla ratowania Szpitala, posunięciom Dyrekcji.
Dalej jeszcze pisałem, że: może związki ogłoszą kolejny strajk, co tylko przyśpieszy kłopoty Szpitala, potem może będą kolejne programy naprawcze, kolejne pożyczki, kolejne przesunięcia terminów, kolejne apele, kolejne zapewnienia, czyli agonia administracyjna
A Szpital nadal będzie się zadłużał, aż upadnie. Wtedy wykupi go ktoś z pieniędzmi, jak szpital w Strzelinie. I niekoniecznie będzie to państwowy Szpital Kliniczny
Niby każdy myślący łatwo mógł przewidzieć taki scenariusz, ale nie komitet referendalny.
Ten obiecał, że referendum będzie, jak Zarząd powiatu podpisze list intencyjny. I że publicznie zapewniał (komitet) o tym społeczeństwo trzykrotnie.
No i list nie został podpisany, czego (samozwańczy) szef komitetu referendalnego nie zauważył, albo nie zrozumiał, i dążenia do dowołania Zarządu Powiatu nie przerwano. Czyli nadal zbiera się podpisy?
Każdy myślący już wie, że komitet referendalny albo sam się wpuścił w maliny, albo ktoś bardziej przebiegły wsadził go na minę. By jego rękami przejąć władzę w powiecie.
Ale nie ma na tyle odwagi, albo mądrości, albo jednego i drugiego razem wziętego, by z pomysłu tego najgłupszego referendum się wycofać. Tym bardziej jeszcze, że w międzyczasie wybuchła afera ze Szpitalem południowym, tudzież z astronomicznymi zarobkami niektórych lekarzy w różnych miejscach Polski, że do sprawy włączył się premier Tusk, dla którego rozwiązanie spraw służby zdrowia jest być albo nie być.
Czyli dzieje się tyle innego, a komitet referendalny swoje: Zarząd podpisał list intencyjny, to go trzeba odwołać.
Boże, Ty patrzysz na to i nie grzmisz?
Wiem, że można nie lubić Starosty Gacka. Dla niektórych jest fatalnym starostą. Ale jak patrzę na ewentualnych następców, to wole Gacka. Naprawdę. Przynajmniej facet ma poglądy. Swoje. Nie partyjne. I swoje myślenie. Często ani z jednym, a ni z drugim się nie zgadzam, ale wiem, że to nie jest partyjna małpa, powtarzająca przekaż dnia. I z takim facetem można rozmawiać.
Co by tu jeszcze można dopisać?
Chyba tylko tyle, że „zamach stanu” zainspirowany przez skrajną prawicę, (tę która za zbrukanie wszelkich świętości, ale także za wyłamywanie drzwi stojących jej na drodze do władzy, chce się dorwać do tejże, choć nie w Mielcu, tylko w Warszawie), do którego to zamachu nagle próbował dołączyć miejscowy PiS, wyszedł temuż naszemu PiS – owi bokiem.
Może więc znajdzie się ktoś rozsądny, kto powie: panowie, dość. Niech się Gacek trudzi z tym bajzlem, a my spokojnie poczekamy.
No a teraz, dla nauki i rozrywki, będzie o „mądrym” referendum.
Druga klasa szkoły podstawowej. Była sobie dobra uczennica. Wzorowa. Wzorowość jej polegała na tym, że dobrze się uczyła i była wyjątkowo uprzejma dla nauczycieli. Można by powiedzieć po dorosłemu, ze wchodziła im w cztery … Tacy ludzie robią potem kariery w polityce.
Jednocześnie ta wzorowa uczennica była ordynarna, chamska, nieuprzejma, nieżyczliwa (i co tam kto jeszcze chce) dla swoich koleżanek.
Ale pani o tym nie wiedziała, albo nie chciała widzieć.
I była inna uczennica, która – gdy jej koleżanka została niesłusznie przez panią posądzona o czyn, którego nie zrobiła, ale została „złapana” przez panią z narzędziem „przestępstwa” na miejscu „przestępstwa” - potrafiła pani powiedzieć, że nie ma ona dowodów, a to co ma, to tylko poszlaki. Za co wcale nie dostała pochwały.
I ta druga uczennica zorganizowała w klasie referendum, czy ta pierwsza uczennica powinna być wyróżniona świadectwem z paskiem. Przygotowała karteczki, przeprowadziła glosowanie i poszła (plus dwie dziewczynki) z wynikami do pani nauczycielki. Ta okropnie się zdziwiła i powiedziała, że o niczym nie wiedziała. Przeprowadziła rozmowy wyjaśniające, poinformowała rodziców.
Jaki był rezultat? Ano ta pierwsza uczennica dostała świadectwo z paskiem, a druga nie.
Ale czy było to „mądre” referendum? Moim zdaniem tak. Bo kształtowało i myślenie, i niezależność postaw, i zachowania prospołeczne.
Zapewne ta druga uczennica nie zostanie politykiem. Jest zbyt samodzielnie myśląca. Ale też jej tego nie życzę.

