niedziela, 18 października 2026

Jak kobiety z hej.mielec (i trochę z Korso) kształtują świat na swój obraz i podobieństwo

 

Logo portalu wykorzystałem bez wiedzy portalu, ale myślę, że moje dobre intencje mnie rozgrzeszą.

Jak kobiety z hej.mielec (i trochę z Korso) kształtują świat na swój obraz i podobieństwo

 

Kiedyś, dawno temu, napisałem wiersz „Pani Bóg – manifest niefeministyczny”, który zamieściłem w moim tomiku „Dies Irae. Wiersze niepolityczne”.

Przypomniał mi się ten wiersz właśnie dzisiaj, (zamieszczam go końcu felietonu), ale to przypomnienie rodziło się we mnie, lub ze mnie, od dłuższego czasu.

A gdy w końcu się urodziło, było już trochę jak przenoszona ciąża.

Bo moment uświadomienia sobie, że mieleckie dziennikarstwo stało się prawie absolutną domeną kobiet, moment tego zapłodnienia umysłu tą obrazoburczą myślą, nastąpił już dosyć dawno. Ale dopiero dzisiaj myśl zamieniła się w słowo.

 

Dla porządku należy dodać, że jest jeszcze jeden, ostatni już dziennikarz – mężczyzna w medium mającym w miarę duży zasięg, radiu, który broni się jeszcze przed ofensywą kobiet dziennikarek, tkwiąc w nim  jak w Okopie Świętej Trójcy. Życzę powodzenia.

 

Bo teraz gdzie nie zaglądnąć, czy w hej, czy w korso, wszędzie młode, piękne, zdolne panie, piszące lub rozmawiające z paniami, o paniach, o damskich sprawach, a jak nie damskich, to oglądanych i omawianych z damskiego punktu widzenia, a jak już z musu lub dla przyjemności kobiecej trafi się jakiś facet, czy to jakiś prezydent, czy sportowiec, czy urzędnik, czy biznesmen mężczyzna, to rozmowa będzie kobieca do spodu, bo zresztą inna być nie może. Jest miło, pachnąco, uśmiechnięcie, uprzejmie i tak ogólnie absolutnie kobieco.

 

A jak już sobie uświadomiłem ten fakt, to pomyślałem, czy teraz nie powinniśmy już mówić: portal informacyjny, ale portala informacyjna.

 

No i dobrze. To znaczy, trzeba się zastanowić, czy to dobrze, czy niedobrze, czyli czy ten stan rzeczy wpływa na jakość informacji serwowanej mielczanom? A jeśli wpływa, to jak wpływa?

 

Powie ktoś: bez różnicy, czy kobieta dziennikarz, czy facet dziennikarz. O nie! To duża różnica. W poezji mamy dwa główne gatunki: poezja i poezja kobieca. I o ile tą pierwszą potrafią pisać i mężczyźni, i kobiety, o tyle ta druga jest domeną pań wyłącznie.

 

Czy istnieje dziennikarstwo wyłącznie kobiece? Moim zdaniem jak najbardziej.

No bo jakie mam wrażenia, czytając już od paru miesięcy i oglądając prawie wyłącznie kobiety dziennikarki?

Po pierwsze tak artykuły jak wywiady są – jakby – delikatniejsze. Nie chodzi mi o to, że kiedyś dziennikarze ostro atakowali czy to władze, czy dawali popalić przepytywanym osobom, bo to w Mielcu i ogólniej w lokalnych mediach jest po prostu niemożliwe. Taki mamy klimat, sorry.

Tym niemniej ja czuję w obecnym mieleckim dziennikarstwie taki kobiecy perfum stylistyczny. (Dodam, że mam na myśli wyłącznie hej.mielec i korso, innych redakcji nie znam, jeśli są aktywne). To trudno prosto zdefiniować, więc uciekam w metafory, ale myślę, że większość mężczyzna się ze mną zgodzi.

Do głowy by mi nie przyszło, bo do głównej portali mieleckiej dawać zwierzenia zakochanej pary ludzi po przejściach, którzy ledwo co wzięli ślub. Bo przecież cóż mnie to obchodzi. Mimo tego przeczytałem.

Albo pisanie o tym, jaką zgagą może być jedna kobieta dla drugiej kobiety. Jaki facet by się na to odważył w mieleckich mediach?

Ale i wywiady z naszymi samorządowcami (nie nazywam ich politykami, bo to śmieszne) są przybrane w kobiece słowa jak w sukienki i można się tylko zastanawiać, jak pan prezydent (jeden czy drugi) w takiej sukience wygląda.

Że  przesadzam? No może trochę.

 

Bo o tym, że teraz w portalach jest też poezja, a kiedyś nie było, bo się obraziło na poetów, to już nawet nie będę się nad tym, jako poeta, rozwodził.

 

Żeby nie przedłużać – mnie się to damskie dziennikarstwo podoba. Bardziej hej.mielec, a Korso mniej , bo Korso mnie po, pierwsze nie lubi, a po drugie, wkurzają mnie u nich te nachalne reklamy, ale panie dziennikarki mi się podobają. Takoż ich styl kobiecy i energia prawie męska.

 

Ale kocham panie dziennikarki z hej.mielec. Zrobiliście Pani rzecz zupełnie nową w Mielcu. Pamiętam dziennikarki z dawnych lat, z Korso właśnie, Panią Małgosię Hoszowską, panią Małgosię Rojkowicz. Też były świetne. Ale, z całym szacunkiem, szły ścieżkami męskiego dziennikarstwa.  A wy idziecie swoją kobiecą, dziennikarską ścieżką.

Kobiecą do bólu, czasami, mężczyzn.

Jak to się skończy? Czy tak jak w moim wierszu sprzed piętnastu lub może dwudziestu lat? Wtedy inne było dziennikarstwo, inne kobiety i ja byłem inny. Bardziej może męski.

A dzisiaj nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

 

 

Pani Bóg - manifest nie feministyczny

 

nadawała miękką formę procesowi tworzenia

ogień nie spalał można było rozgrzać dłonie

gwiazdy rozrzucono jak zapomniane kolie

a ciało Adama za jej namową uzyskało muskulaturę

i prężność które miłe były oczom zaś

pierwszą czynnością Ewy było znalezienie

węgla w ognisku dla podkreślenia brwi

 

nie była aktorką pierwszego planu czuwała

w cieniu nad właściwym rozkładem owoców

na drzewie poznania przypominało drzewko

bożonarodzeniowe a anioł u wrót miał wąsy

pod którymi umieściła łagodny uśmiech

 

krzątała się w zamyśleniu piastując wciąż

nowe pokolenia aniołów głaszcząc po głowach

ludzi wyławianych z potopu ssące mleko

szkraby wszystkich ras i gatunków głaskała

tak delikatnie że mówiły do niej MaMa

 

kochała się w tym którego imię jak grom i jak wszystko

to co było jej bliskie i ogromnie większe

wszeptywała w rzeczywistość a jej szept stawał się

krzykiem na kosmosy rozległym tyś mój

Pan(i)Bóg

Jak kobiety z hej.mielec (i trochę z Korso) kształtują świat na swój obraz i podobieństwo

 

Jak kobiety z hej.mielec (i trochę z Korso) kształtują świat na swój obraz i podobieństwo

 

Kiedyś, dawno temu, napisałem wiersz „Pani Bóg – manifest niefeministyczny”, który zamieściłem w moim tomiku „Dies Irae. Wiersze niepolityczne”.

Przypomniał mi się ten wiersz właśnie dzisiaj, (zamieszczam go końcu felietonu), ale to przypomnienie rodziło się we mnie, lub ze mnie, od dłuższego czasu.

A gdy w końcu się urodziło, było już trochę jak przenoszona ciąża.

Bo moment uświadomienia sobie, że mieleckie dziennikarstwo stało się prawie absolutną domeną kobiet, moment tego zapłodnienia umysłu tą obrazoburczą myślą, nastąpił już dosyć dawno. Ale dopiero dzisiaj myśl zamieniła się w słowo.

 

Dla porządku należy dodać, że jest jeszcze jeden, ostatni już dziennikarz – mężczyzna w medium mającym w miarę duży zasięg, radiu, który broni się jeszcze przed ofensywą kobiet dziennikarek, tkwiąc w nim  jak w Okopie Świętej Trójcy. Życzę powodzenia.

 

Bo teraz gdzie nie zaglądnąć, czy w hej, czy w korso, wszędzie młode, piękne, zdolne panie, piszące lub rozmawiające z paniami, o paniach, o damskich sprawach, a jak nie damskich, to oglądanych i omawianych z damskiego punktu widzenia, a jak już z musu lub dla przyjemności kobiecej trafi się jakiś facet, czy to jakiś prezydent, czy sportowiec, czy urzędnik, czy biznesmen mężczyzna, to rozmowa będzie kobieca do spodu, bo zresztą inna być nie może. Jest miło, pachnąco, uśmiechnięcie, uprzejmie i tak ogólnie absolutnie kobieco.

 

A jak już sobie uświadomiłem ten fakt, to pomyślałem, czy teraz nie powinniśmy już mówić: portal informacyjny, ale portala informacyjna.

 

No i dobrze. To znaczy, trzeba się zastanowić, czy to dobrze, czy niedobrze, czyli czy ten stan rzeczy wpływa na jakość informacji serwowanej mielczanom? A jeśli wpływa, to jak wpływa?

 

Powie ktoś: bez różnicy, czy kobieta dziennikarz, czy facet dziennikarz. O nie! To duża różnica. W poezji mamy dwa główne gatunki: poezja i poezja kobieca. I o ile tą pierwszą potrafią pisać i mężczyźni, i kobiety, o tyle ta druga jest domeną pań wyłącznie.

 

Czy istnieje dziennikarstwo wyłącznie kobiece? Moim zdaniem jak najbardziej.

No bo jakie mam wrażenia, czytając już od paru miesięcy i oglądając prawie wyłącznie kobiety dziennikarki?

Po pierwsze tak artykuły jak wywiady są – jakby – delikatniejsze. Nie chodzi mi o to, że kiedyś dziennikarze ostro atakowali czy to władze, czy dawali popalić przepytywanym osobom, bo to w Mielcu i ogólniej w lokalnych mediach jest po prostu niemożliwe. Taki mamy klimat, sorry.

Tym niemniej ja czuję w obecnym mieleckim dziennikarstwie taki kobiecy perfum stylistyczny. (Dodam, że mam na myśli wyłącznie hej.mielec i korso, innych redakcji nie znam, jeśli są aktywne). To trudno prosto zdefiniować, więc uciekam w metafory, ale myślę, że większość mężczyzna się ze mną zgodzi.

Do głowy by mi nie przyszło, bo do głównej portali mieleckiej dawać zwierzenia zakochanej pary ludzi po przejściach, którzy ledwo co wzięli ślub. Bo przecież cóż mnie to obchodzi. Mimo tego przeczytałem.

Albo pisanie o tym, jaką zgagą może być jedna kobieta dla drugiej kobiety. Jaki facet by się na to odważył w mieleckich mediach?

Ale i wywiady z naszymi samorządowcami (nie nazywam ich politykami, bo to śmieszne) są przybrane w kobiece słowa jak w sukienki i można się tylko zastanawiać, jak pan prezydent (jeden czy drugi) w takiej sukience wygląda.

Że  przesadzam? No może trochę.

 

Bo o tym, że teraz w portalach jest też poezja, a kiedyś nie było, bo się obraziło na poetów, to już nawet nie będę się nad tym, jako poeta, rozwodził.

 

Żeby nie przedłużać – mnie się to damskie dziennikarstwo podoba. Bardziej hej.mielec, a Korso mniej , bo Korso mnie po, pierwsze nie lubi, a po drugie, wkurzają mnie u nich te nachalne reklamy, ale panie dziennikarki mi się podobają. Takoż ich styl kobiecy i energia prawie męska.

 

Ale kocham panie dziennikarki z hej.mielec. Zrobiliście Pani rzecz zupełnie nową w Mielcu. Pamiętam dziennikarki z dawnych lat, z Korso właśnie, Panią Małgosię Hoszowską, panią Małgosię Rojkowicz. Też były świetne. Ale, z całym szacunkiem, szły ścieżkami męskiego dziennikarstwa.  A wy idziecie swoją kobiecą, dziennikarską ścieżką.

Kobiecą do bólu, czasami, mężczyzn.

Jak to się skończy? Czy tak jak w moim wierszu sprzed piętnastu lub może dwudziestu lat? Wtedy inne było dziennikarstwo, inne kobiety i ja byłem inny. Bardziej może męski.

A dzisiaj nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

 

 

Pani Bóg - manifest nie feministyczny

 

nadawała miękką formę procesowi tworzenia

ogień nie spalał można było rozgrzać dłonie

gwiazdy rozrzucono jak zapomniane kolie

a ciało Adama za jej namową uzyskało muskulaturę

i prężność które miłe były oczom zaś

pierwszą czynnością Ewy było znalezienie

węgla w ognisku dla podkreślenia brwi

 

nie była aktorką pierwszego planu czuwała

w cieniu nad właściwym rozkładem owoców

na drzewie poznania przypominało drzewko

bożonarodzeniowe a anioł u wrót miał wąsy

pod którymi umieściła łagodny uśmiech

 

krzątała się w zamyśleniu piastując wciąż

nowe pokolenia aniołów głaszcząc po głowach

ludzi wyławianych z potopu ssące mleko

szkraby wszystkich ras i gatunków głaskała

tak delikatnie że mówiły do niej MaMa

 

kochała się w tym którego imię jak grom i jak wszystko

to co było jej bliskie i ogromnie większe

wszeptywała w rzeczywistość a jej szept stawał się

krzykiem na kosmosy rozległym tyś mój

Pan(i)Bóg

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

 


Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

 

Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej – rewelacja. Nie byłem, powtarzam za znajomymi.

Wraz z Mielcem bawiły się okoliczne gminy, a patrząc dalej wsie i miasta całej Polski. Po tysiąckroć żegnamy lato, po tysiąckroć dziękujemy za obfite plony (nawet jak we wsi jest jedna krowa i dwóch prawdziwych rolników, to i tak wszyscy dziękują). Chrzcimy strażackie wozy, oddajemy, pląsając a potem klęcząc, nowe ulice, mosty i drogi, wystawiamy twarze fotografom, sami kręcimy filmy, których potem pełen jest Internet.

 

Słowem: cała Polska się bawi. Przyszedł do nas czas radości i czas zabawy.

A co? Nie zasłużyliśmy sobie? Oczywiście że tak. Gospodarka kwitnie, ludziom żyje się lepiej. No i radośniej. Co prawda na zawołanie władzy – POMOŻECIE? – zapanowałoby głuche milczenie, a większość odwróciłaby się tyłem, nie słysząc. Wyrzeczenia? Jakie wyrzeczenia? Nam się po prostu wszystko należy.

I wczesna emerytura, i pełnowymiarowa służba zdrowia pod nosem i za darmo (ha, ha), i dobra, niezobowiązująca praca, po której jest siła na zabawę, i szkoła dla dziecka za progiem, i wyższa uczelnia, którą można łatwo skończyć, bez wysiłku, i nawet kościół jak najbliżej. Czy się go odwiedzi, to już inna sprawa.

 

Nadszedł czas zabawy.

Jak pisał kiedyś poeta, o takiej zabawie

 

Czasem wiatr z domów płonących

Przynosił czarne latawce,

Łapali skrawki w powietrzu

Jadący na karuzeli.

Rozwiewał suknie dziewczynom

Ten wiatr od domów płonących,

Śmiały się tłumy wesołe

W czas pięknej warszawskiej niedzieli. 

 

Kto nie wie, z jakiego to wiersza, temu nie powiem. Niech sobie poszuka. Powiem tylko, że te domy płonące mogą być wszędzie: na Ukrainie, w gettcie, a może niedługo w sąsiednim mieście.

 

Przyszedł do Polski czas zabawy. Bawmy się. Wszak lepiej świętować niż pracować. Lepiej się cieszyć, niż martwić. Lepiej się śmiać, niż płakać.

 

Tyle tylko, że czasu nieszczęścia i płaczu samemu się nie wybiera. On przychodzi niespodzianie jak złodziej.

Niespodzianie? Naprawdę?

Czy rok 1939 był niespodzianką, czy może jednak karą za głupotę i zaślepienie.

 

Silni, zwarci, gotowi.

 

Dzisiaj jest czas zabawy. Zabawy na kredyt. I tym kredytem nie są pieniądze. Tym kredytem jest życie innych. Życie tych, którzy – według niektórych – przeszkadzają nam w zabawie.

A jak przeszkadzają, to trzeba ich wygonić.

Najlepiej na ich wojnę, by umierali za nasz czas zabawy.

 

Kto odpowie, ile schronów można by zbudować, gdyby pieniądze przeznaczyć nie na zabawy, igraszki społeczno polityczne, ale na tę betonową materię, która mogłaby nas obronić w potrzebie?

 

Ile schronów jest w Mielcu, panie Prezydencie, ile schronów jest w powiecie, Pani Starosto, panowie wójtowie i burmistrzowie? A Polska zaczyna płonąć. Słuchacie wszak wiadomości. Zresztą pewnie macie ich więcej od przeciętnego obywatela.

 

Wygonić Ukraińców na front! Dłużej się pobawimy. Czy rzeczywiście?

Czy nie czujecie, że nadchodzi znowu jakiś 1 września?

Pierwszy września nie musi być tym dniem historycznym, z 1939 roku, którego rocznica przypada jutro. Tych pierwszych wrześni może być dużo w innych terminach.

 

Igrzyska, igrzyska, igrzyska. To o władzę nad powiatem, to o władzę nad szpitalem, a za wszystkim stoi niee interes społeczny, ale kasa.

Kasa misiu. Kasa.

Choćby na mieszkanie w Hiszpanii, do której zechce się uciec, jakby co.

 

Jakby co?

 

Boję się głupich polityków każdego szczebla, szczególnie tak skłóconych, jak w Polsce, którzy rozrywają nasz karaj po połowie, boję się głupiego społeczeństwa, któremu się należy wszystko, a dobry nastrój w szczególności, a które od siebie tylko może dać kolejne żądanie.

 

Boję się.

 

 

poniedziałek, 27 lipca 2026

Czyja jest mielecka pamięć? Mielca czy Lockheed Martin-a

Zdjęcie z strony pzlmieelec.pl

Czyja jest mielecka pamięć? Mielca czy Lockheed Martin-a

 

Właściwie sprawa mogłaby zostać marginalną i prawie przez nikogo niezauważoną. 1lipca 2026 Solidarność Zakładów Lotniczych uczciła pamięć pierwszego strajku przedsolidarnościowego (właściwie nie nazywano to wtedy strajkiem, lecz przerwą w pracy), który miał miejsce na kilku wydziałach ówczesnej WSK PZL Mielec właśnie 1 lipca 1980 roku.

 

Dlaczego piszę, że to sprawa marginalna? Ano dlatego, że dzisiaj głos Solidarności jest słyszalny przez ogół społeczeństwa prawie jak glos polskich biskupów. Oba te gremia mówią właściwie do siebie samych i tak naprawdę nikt ich głosu nie słucha. Tylko czasami, jak są przydatni politykom, robi się z jakiejś wypowiedzi wielkie halo.

 

Tak właśnie było i w przypadku obchodów tej rocznicy, mających miejsce w kościele MBNP (podczas mszy) i przed tym kościołem, przy pomniku upamiętniającym strajkujących robotników i pewnie Solidarność. Piszę „pewnie” bo do kościoła wchodzę z drugiej strony i nigdy na ten pomnik nie trafiłem.

 

Napotkałem tekst o tym wydarzeniu w mieleckich mediach. Jak poszukałem nieco, to się okazało, że te teksty na portalach są prawie kopią tekstu ze strony Facebookowieej Solidarności Zakładów lotniczych. Ale tu kwiatek! Tylko w oryginalnym tekście Solidarności Zakładowej był akapit, który zwrócił moją uwagę, który mnie jednak poruszył, i który chciałem poniżej skomentować.

 

W komunikacie z tej uroczystości, zamieszonym na Facebookowej stronie Solidarności Zakładów Lotniczych, znalazłem dość znamienne stanowisko. Poniżej cytat:

 

„Po 46 latach od tamtego wielkiego zrywu pracownicy Polskich Zakładów Lotniczych znów muszą drżeć o swoje miejsca pracy. Dziś borykamy się z brakiem zamówień rządowych, jawną dyskryminacją PZL Mielec, opartą na kryterium pochodzenia kapitału naszego właściciela. Uważamy to za głęboko niesprawiedliwe i krzywdzące. To tutaj, w Mielcu, od dziesięcioleci odprowadzane są podatki. To nasz zakład przez ostatnie 88 lat utrzymywał i wciąż utrzymuje tysiące pracowników oraz ich rodziny, budując dobrobyt całego regionu. Mimo przeciwności losu, lotnicza sztafeta pokoleń w Mielcu nieprzerwanie trwa, a tradycje i unikalne w skali kraju kompetencje są przekazywane z ojca na syna”.

 

Aż w oczy bije zdanie, pewnie mało przemyślane, a może jednak nie: To nasz zakład przez ostatnie 88 lat utrzymywał i wciąż utrzymuje tysiące pracowników oraz ich rodziny, budując dobrobyt całego regionu.

 

Rozumiem, że pisał te słowa jakiś młody człowiek, zupełnie nie znający historii i Mielca, i regionu, i Zakładów Lotniczych w Mielcu, występujących na przestrzeni 89 lat pod różnymi nazwami, właścicielami, strukturami organizacyjnymi, dyrekcjami etc.

Człowiek, który nie wymienia bogatej tradycji Solidarności mieleckiej z jej przywódcami, także tymi siedzącymi po kilka lat w więzieniach, a na rzecz wsparcia wagi swoich słów przywołuje pana Mariana Kokoszkę, który etatowo działa w związku od 1995 roku (o wcześ mniejszej działalności niczego nie znalazłem, choć zapewne była)

 

Otóż szanowny panie/pani piszący te słowa, to nie wasz zakład przez 88 ostatnich lat utrzymywał i wciąż utrzymuje tysiące pracowników (…)

Tych zakładów było co najmniej kilka, a od lat pięćdziesiątych działały pod nazwą WSK Mielec.

Tak dla informacji zakład lotniczy działający w czasie wojny pod nazwą Flugzeugwerk Mielec zatrudniał w 1944 roku aż 5,5 tysiąca robotników, a Zakład Lotniczy będący częścią WSK PZL Mielec zatrudniał wraz z OBR SK w latach osiemdziesiątych ponad 10 tys pracowników. A dzisiejsze Zakłady lotnicze zatrudniają mniej niż 2 tys. osób.

 

To WSK PZL Mielec, poczynając od lat pięćdziesiątych, ale głównie w latach siedemdziesiątych zbudowała Mielec i utrzymywała tysiące pracowników. Jest mi niezmiernie przykro, gdy znajduję takie postawy wymazywania pamięci, tu chyba nieświadome, u polityków świadome jak najbardziej, stąd ten mój felieton i sztuka sceniczna Fabryka, którą piszę.

 

Nie mam zamiaru wdawać się tu w dyskusję w temacie płacenia podatków przez korporacje, bo się na tym nie znam, czy w temacie zamówień dla wojska, której to sprawie tak naprawdę podporządkowano tę uroczystość uczczenia pamięci pierwszego strajku, bo też mam małą wiedzę w sprawie.

Ale jak większość milczan życzę dobrze Zakładom Lotniczym będącym własnością amerykańskiej firmy Lockheed Martin, by się rozwijali i płacili podatki w Polsce, ale bez przywłaszczanie sobie tradycji, która należy do Mielca i Mielczan. Wszystkich. Po części także do pracowników zakładów Lotniczych Lockheed Martin. Ale tylko po części. Małej części.

Mielec ma swoją historię i to jest jego historia, nie żadnego Lockheed Martina, nawet jeśli u początków tej historii stoją Polskie zakłady Lotnicze wytwórnia płatowców nr 2, z których po latach wyrosły obecne Polskie Zakłady Lotnicze Sp. z o.o..

To wszystko to jest Mielec.

 

 

Ps. Równie bardzo kibicuję tylko Prezydentowi Mielca, który chce mieć nowe firmy w strefie w Rzochowie.

Bo obie te sprawy są ważne dla rozwoju Mielca.

 

 

 

 

 

piątek, 10 lipca 2026

Czy mielecki kościół może stać się lokalnym zarzewiem nienawiści przeciw Ukraińcom?

 

Zdjęcie ze strony parafii pw Ducha świętego

Czy mielecki kościół może stać się lokalnym zarzewiem nienawiści przeciw Ukraińcom?

I co zrobić, by stał się miejscem pojednania i wybaczenia?

 

W najbliższą niedzielę, po uroczystej mszy świętej w kościele pw. Ducha Świętego, na terenie kościelnym zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca rzeź wołyńską. Ma to być pierwszy krok, a jego konsekwencją będzie budowa swoistego pomnika kolumbarium, w której będą składowane urny z ziemią z miejsc mordu.

 

Tak jak panowie: Kapinos, inicjator budowy, i Swół, także uważam, że należy uczcić pamięć naszych rodaków, bestialsko pomordowanych na Wołyniu. Tak zresztą jak należy pamiętać i czcić pamięć choćby 200 tys. ofiar akcji polskiej Stalina.

 

Problem jest jednak w tym, że inicjacja akcji następuje w okresie wzmożonej niechęci, a często wręcz nienawiści, do Ukraińców. Zagrożenie obecnością Ukraińców w Polsce wymieniane jest na drugim miejscu listy spraw najważniejszych do załatwienia przez polityków. (Dla przypomnienia: pierwsze miejsce ma reforma służby zdrowia, a trzecie to problemy mieszkaniowe).

Ludzie uważają, że traktowanie Ukraińców na równi z Polakami, wywołuje w nich dominujące nad innymi poczucie niesprawiedliwości społecznej, gdyż inkluzywna wobec Ukraińców polityka społeczna uszczupla zasoby państwa, które inaczej mogłyby być przeznaczone na wsparcie polskich obywateli (za Rzeczpospolitą)

 

Wokół sprawy, słusznej co do zasady i potrzebnej, jak sępy krążą i będą krążyć siewcy nienawiści. Przypuszczam, że przyjdą także na mszę otwierającą cały proces upamiętnienia, nawet jak do kościoła chodzą bardzo rzadko, i tylko politycznie, albo wcale.

 

I będą słowa o pamięci, która musi trwać, o konieczności uczczenia ofiar, o żalu nad rozlaną krwią. Za to nie będzie u nich słowa o przebaczeniu, o Bogu, który jest ten sam sprawiedliwy i dla ofiar, i dla zbrodniarzy.

I może wszyscy zapomną, że Kościół i jego lokalny kościół Ducha Świętego są miejscem, gdzie się modli i przebacza, a nie miejscem,  w którym się modli i nienawidzi.

 

Bo Bóg, nasz Bóg, nie jest Bogiem wrogich armii, które chcą się wzajemnie unicestwić, których siłą napędową jest nienawiść do wroga, ale jest Bogiem każdego pojedynczego człowieka. Także  żołnierza, proszącego o dar przeżycia, ale także mordowanego na Wołyniu dziecka, ale także jego mordercy.

Takim Bóg stworzył ten świat.

Jeśli ktoś wierzy w Boga, musi wierzyć w miłość i przebaczenie.

Jak nie wierzy w miłość i przebaczenie, nie wierzy w Boga. I nie powinien do tego Boga, do tego Kościoła i kościoła iśc pod żadnym pozorem.

 

Ale mleko się wylało. I moment odsłonięcia zlał się w jedno z narastającym czasem nienawiści.

 

Więc należy postawić pytanie: co zrobić, by to miejsce w kościele Ducha Świętego takim miejscem nienawiści nie było.

Znam proboszcza Cioska z kazań tylko. Zawsze mi imponował. I jakoś tak podświadomie wierzę, ze będzie w stanie to uczynić.

 

 

 

Ps. Draństwem lub głupotą bezdenną jest reklamować mszę świętą takim obrazem, jak to zrobił portal Mielec lokalnie Miasto Mielec.

Z bólem serca i odrazą go poniżej  kopiuję. Widzę, że piszący to redaktor z Bogiem i Kościołem ma mało lub niewiele wspólnego. Za to dużo z sensacją za wszelką cenę. Także kosztem Boga

 

 

 


 

Jak kobiety z hej.mielec (i trochę z Korso) kształtują świat na swój obraz i podobieństwo

  Logo portalu wykorzystałem bez wiedzy portalu, ale myślę, że moje dobre intencje mnie rozgrzeszą. Jak kobiety z hej.mielec (i trochę z Kor...