Za sprawą Pana
Starosty Kazimierza Gacka, który rozpoczął na Facebooku dyskusję o
możliwościach kolejowego skomunikowania Mielca z resztą świata (ale
głównie z Kielcami), pojawił się – co chyba oczywiste – wątek komunikacji
samochodowej i związanych z tą sprawą kwestii infrastruktury drogowej.
Do dyskusji internetowo - kolejowej włączył się także w innym wątku pan radny
Przybyło, reklamujący połączenie kolejowe do Rzeszowa przez Kolbuszową, co
prawda nie istniejące, ale przecież, cóż za problem, można je wybudować.
Pisze on: linia kolejowa Mielec – Kolbuszowa – Rzeszów to nie fanaberia. To konieczność rozwojowa regionu. Podkarpacie potrzebuje odważnych decyzji infrastrukturalnych, a nie ciągłego omijania największego miasta północy województwa.
Zgoda, tylko dlaczego, w ramach tych odważnych inwestycji infrastrukturalnych, nie wybudować do Rzeszowa drogi - powiedzmy – szybszego ruchu (by nie wpaść w nomenklaturę drogowców. Wszak do Kolbuszowej z Rzeszowa będzie prowadzona nowa trasa drogi krajowej 9, a sądząc po rozjeździe autostradowym A4, z którego będzie startowała, będzie ona budowana w formacie drogi GP, czyli dwujezdniowej. No więc jaki problem dodać podobnej klasy łącznik z Mielca do Kolbuszowej.
Zamiast debatować nad dwujezdniową drogą do Dębicy, która rzeczywiście niewiele nam pomoże.
Choć ja tak naprawdę nie o połączeniach do Rzeszowa chciałem pisać, ale o połączeniach Mielca ze światem. Ba zostaliśmy, nasze miasto i my, zupełnie na uboczu.
Jak skończą się budowa S19, to już wszystkie większe miasta Podkarpacia będą miały dostęp do szybkich dróg. Wszystkie z wyjątkiem Mielca i takich maluchów jak Lesko, Sanok, Jasło Lubaczów. Czy sytuację poprawi budowa torów kolejowych do Staszowa i Kolbuszowej? Wybaczcie Państwo, ale to jakiś żart. Nawet jak ze Staszowa pojedziemy kiedyś do Kielc, a potem nawet do CPK.
Nie jestem przeciwko kolei, choć nie podróżuję. Ale jak powiedział jeden z dyskutujących, połączenia kolejowe mogą jedynie być uzupełnieniem połączeń drogowych. I ja się z nim w pełni zgadzam. Bo przecież nie trzeba nikomu tłumaczyć, że kolej wiezie nas tam gdzie ona chce, czyli do stacji/miejscowości przy niej położonych. Czasami to wystarcza, najczęściej jednak nie. Bo tak od stacji kolejowej, jak i węzła autostradowego, często trzeba dojechać gdzieś dalej, czy to do małego miasta położonego z dala od głównego szlaku kolejowego, czy ze stacji kolejowej tego miasta, zakładając, że ona jest, do miejscowości pod miastem.
I wtedy zawsze wygra samochód.
Jakże często wygoda podróżowania koleją przegrywa z faktem, że jednak potem znowu trzeba szukać samochodu. A żeby nie szukać, jedzie się swoim.
Ja kiedyś podróżowałem bardzo wiele. Po bardzo wtedy gównianych drogach. Trasę Mielec Warszawa pokonałem w latach 1995 do 2015 pewnie z tysiące razy. Nie licząc podróży w inne miejsca.
Droga Mielec Tarnobrzeg, jak zaczynałem nią jeździć do pracy w Tarnobrzegu w roku 1997, była jeszcze drogą krajową. Tak. Była to droga krajowa. Rok później przestała być krajowa, stała się wojewódzka. A wtedy zaczynali do Mielca zjeżdżać inwestorzy z całego świata. Także od strony Warszawy. I ta droga, którą zdegradowano z krajowej na wojewódzką ( a nie pamiętam, by ktoś walczył z tą decyzją) była w tak koszmarnym stanie technicznym, że trzeba było slalomować pomiędzy głębokimi dziurami. Gdy na początku XXI wieku solidnie ją wyremontowano, bo raczej nie zmodernizowano, stała się w miarę dobrą drogą do ówczesnego podróżowania.
Ale czas ma to do siebie, ze zniszczy każdą drogę. Poza tym przez ostatnie 30 lat ruch samochodowy zwiększył się pewnie dziesięciokrotnie.
A droga pozostała ta sama, tylko w znacznie gorszym dzisiaj stanie technicznym. Mogliśmy tylko patrzeć, jak do innych miast buduje się drogi szybkiego ruchu, nie tylko autostrady, ale zwyczajne krajówki.
Te krajówki, z których jedna kiedyś szła przez Mielec i nikt jej nie obronił. Może dlatego, że nie wyobrażał sobie, że kiedyś, za 20 lat, zwykła krajówka będzie wyglądała jak wtedy niemiecka autostrada.
A tak teraz jest. To każdy widzi.
Inne miasta COP – u, jak Stalowa Wola, Ostrowiec Świętokrzyski, Starachowice, miały wiece ej szczęścia. W nich krajówek nie zlikwidowano z końcem ubiegłego wieku. I dzisiaj pomiędzy S9 w Skarżysku Kamiennej a Starachowicami (a w przyszłości także Ostrowcem) budowana jest nowa krajówka nr 42 w formacie GP, czyli dwujezdniowej trasy szybkiego ruchu. Stalowa Wola jest świetnie skomunikowana, bo obok ma S19, więc i Rzeszów, i Warszawa są łatwo osiągalne, a teraz rozbudowuje się krajówka S74 do Kielc. Żyć nie umierać.
A Mielec, jak ta sierota, został na uboczu. Ale mamy za to las. Fakt, nie żadna Puszcza, bo tę już dawno zniszczono, zamieniono na las przemysłowy, ale las. I możemy sobie wyjść do lasu, pooddychać świeżym powietrzem.
Jak to w mieście za lasem.
Ps. Zamieszczam w felietonie zdjęcia obwodnicy Opatowa i nowobudowanej S42 pomiędzy Starachowicami i Skarżyskiem.
A my dyskutujemy, czy drogą w formacie G, czyli jednojezdniową, połączyć Mielec z Dębicą. No i czy wy budować tor kolejowy do Kolbuszowej.
Powodzenia.
I nie będę próbował rozstrzygnąć, kto winien tego stanu rzeczy. Pewnie wszyscyśmy winni po trochu. Bo nie mieliśmy wyobraźni tego, co może nastąpić. A może rzeczywiście były próby i nic się nie dało zrobić.
Ostatnim, który miał wizję połączenia za światem, był prezydent Daniel Kozdęba. Wtedy się z tego śmiałem, mówiąc, że palcem po mapie podróżuje się łatwo. Ale może to on miał rację, gdy myślał o krajówce gdzieś tam do S7, chyba - jeśli dobrze pamiętam - pomiędzy Kiecami a Skarżyskiem?
Bo teraz już wizjonerów nie ma. I nikt nie zaproponuje budowy drogi S9 z Rzeszowa przez Mielec do Nagnajowa. A szkoda. Wielka szkoda.
Bo czasem przychodzi czas nawet na szalone pomysły.
Ps2 Dodaję do felietonu komentarz, który pod nim zamieścił jeden z czytelników. Dużo wyjaśnia ten komentarz w kwestii dalekowzrocznych działań prezydenta Kozdęby. Wielki szacunek dla niego.
I podziękowanie dla Pana Witolda Grywki za komentarz przypominający sprawę:
Kwestia była wałkowana 16 lat temu. Mielecka klasa polityczna nie dopilnowała tego tematu. Udało się ugrać remont torów, most w Połańcu, ring obwodnicowy wokół Mielca. Ale na S9/S74 zabrakło sił. Cytat z 2010 roku: "Do Ministra Infrastruktury ma trafić petycja o ujęcie w planach Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad drogi ekspresowej Rzeszów - Warszawa. - Na Podkarpaciu droga biegłaby od Rzeszowa przez okolice Kolbuszowej, powiat mielecki, gdzie przekroczyłaby Wisłę. Stamtąd pobiegnie aż do Radomia, gdzie włączy się do drogi ekspresowej S7 do Warszawy. Droga byłaby istotnym uzupełnieniem w ruchu na północ i do centrum kraju obok biegnącej do Lublina drogi S19 – wyjaśnia Daniel Kozdęba, inicjator akcji. W akcję włączają się samorządowcy. Radni miejscy z Radomia już przyjęli uchwałę, która wspiera działania zmierzające do budowy trasy S9. Sprawą zainteresował się także Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, który planuje specjalną konferencję na ten temat". Było, było...





.jpg)





