Kilka dni temu
napisałem felieton pośrednio dotyczący hejtu, a bezpośrednio sprawy
ograniczenia dostępu dzieci do platform społecznościowych.
Spotkał się z
niewielkim zainteresowaniem czytelników, prawie dziesięciokrotnie mniejszym od
felietonu o wykluczeniu komunikacyjnym Mielca.
Przewidywałem,
że wielu ludzi nie rozumie problemu, innym sprawa jest obojętna lub wręcz są
za, „bo dzieci nie miałyby co z sobą zrobić i zawracałyby głowy dorosłym”, a
tak to mają Internet.
Oczywiście
odezwało się parę osób, którym sprawa zarówno hejtu jak i dostępu dzieci do
Internetu jest nieobojętna. Nie było wśród nich nikogo z władz. Też mnie to nie
za bardzo zaskakuje. W końcu władza dość namiętnie korzysta z Internetu,
by wypromować siebie i swoje dokonania. Więc może chce, by dzieci ją oglądały
na smart fonach? Czy tak, szanowna władzo?
Akurat moja
odpowiedź na list od Prezydenta Leyko zbiegła się z wielce reklamowaną przez
mieleckie media, szczególnie Korso, i (niektóre) mieleckie siły
polityczne, z udziałem kulturalnych instytucji miejskich, akcją dzieci (i
nauczycieli) jednej z mieleckich szkół, zatytułowanej #niehejtuję. Ładnie
ubrane na pomarańczowy (od niedawna trumpowy) kolor dzieciaki, z filmem
pokazującym całe zło hejtu, wzruszały. Jak to dzieci.
Poczytałem o tej
akcji, słusznej i potrzebnej, ale niewiele załatwiającej realnie, i takie mi
przyszły do głowy myśli.
Pomyślałem, że
ta pomarańczowa akcja uczniów to rozpaczliwa próba, zainicjowana zapewne przez
dorosłych, mająca z jednej strony uświadomić dzieci , że hejt to zło, ale z
drugiej strony ma uspokoić sumienia dorosłych. No, staramy się, próbujemy, coś
robimy. Więcej nawet, niż inni. Ale sprawy załatwić do końca nie możemy.
Dobrze, że się
staracie Państwo, choć rzeczywiście do końca załatwić sprawy sami nie możecie.
Bo sytuacja
wygląda tak, że daliśmy dzieciom do rąk granaty bojowe, nie znając ich
przeznaczenia i siły rażenia, a teraz w panice dajemy im do rąk instrukcje
obsługi, wierząc, że są na tyle mądre i że nie zabiją siebie i innych.
Bo hejt zabija.
Na różne sposoby. Ale nie tylko hejt. Także Internet zabija. Zabijają media
społecznościowe. Zabijają, kaleczą psychikę dziecka, ale także degradują
fizycznie jego mózg. On naprawdę gorzej się rozwija i dziecko w przyszłości
jest mniej sprawne intelektualnie.
Pewnie taka
akcja jest jakimś wyjściem awaryjne, ratunkowym.
Ale prawda jest
taka, i trzeba ją przyjąć niezależnie od tego, że będzie bardzo droga i
trudna w realizacji , że jedynym ratunkiem dla naszych dzieci jest odebranie im
tych granatów bojowych. Czyli ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych.
Pewnie jestem
jak ten biblijny głos wołający na pustyni, którego nikt prawie nie słyszy.
Próbowałem zainteresować sprawą Korso, ale chyba mam w nim takie same „tyły”,
jak i w hej.mielec . Słowem, pustynia.
Ale Korso
przynajmniej ma piękne nekrologi. Oby nie musiało ich zamieszczać w związku z
hejtowaniem dzieci przez dzieci.
A dalej to już tylko (i znowu) mój felieton sprzed dwu dni, którego mało kto przeczytał. Może tym razem będzie lepiej?
Piątego lutego
tego roku wystosowałem do Pana Prezydenta Swoła list, w którym podniosłem
problem uzależnienia dzieci od platform społecznościowych oraz
konieczności podejmowania – przy braku uregulowań prawnych, sejmowych czy
rządowych – jakiś działań zapobiegawczych i edukacyjnych przez organy
samorządowe, mające w swym władztwie szkoły podstawowe.
Napisałem m.in.:
„Chodzi mi oczywiście o sprawę wychowania dzieci przez BigTechy zamiast
przez rodziców, szkołę, czy nawet, choć coraz mniej licznie, przez Kościół.
Statystyki są
porażające. ¼ nastolatków spędza w dni robocze ponad 7 godzin w Internecie,
58% dzieci z
przedziału 7 – 12 lat korzysta z Internetu, czyli prawdopodobnie wielka część z
nich ma jakieś konta, w tym aż 800 tys. dzieci ma konto na Tik Toku. Prawie 60
% z nich doświadczyło różnych form internetowej przemocy seksualnej
O wpływie
powyższego na stan umysłów naszych dzieci piszą fachowcy. Są katastrofalne”.
Tytuł mojego
felietonu nie wynika z treści pisma do Pana Prezydenta, jako że ja jestem
zwolennikiem działań radykalnych, a walka z hejtem, uświadamianie dzieciom i
rodzicom jego szkodliwości, są bardzo, bardzo potrzebną - ale tak naprawdę nie
załatwiającą niczego, albo bardzo mało - działalnością edukującą społeczeństwo.
Akurat 19 marca
dzieci naszych szkół podstawowych (SzP nr 3 i inne) przeprowadziły akcję
#niehejtuję. Uczniowie - na znak, że nie akceptują hejtu w swoim otoczeniu -
ubrali się na pomarańczowo. Do akcji dołączyli m.in. nauczyciele i pracownicy
placówki.
Doceniając tę
działalność nie sposób nie zauważyć, że walka z hejtem, jakby nie była słuszna,
ma wielki sens i konieczność tylko wtedy, gdy dzieci mają w ręku
smartfony, a w nich nieograniczony dostęp do mediów społecznościowych.
Gdyby dzieci
szkół podstawowych nie miały dostępu do platform społecznościowych, jak to
zrobiono choćby w Australii i jak to się już robi w innych krajach, natężenie
walki z hejtem w Internecie zapewne zmalałoby wielokrotnie, choć zapewne nie
zniknęłoby wcale.
Może np.
przeniosłaby się do hejtu w relacjach człowiek - człowiek, czyli tzw. plotek
szeptanych.
Mój list do Pana
Prezydenta postulował to, co władze miasta rzeczywiście robią – edukacja,
edukacja, edukacja. Tak wynika z odpowiedzi na mój list, którą otrzymałem od
Pana Prezydenta Leyko.
Pan Prezydent
wskazywał w piśmie na przykłady takich działań, jak choćby udział pedagogów i
psychologów szkolnych w konferencjach profilaktycznych dotyczących zdrowia
psychicznego dzieci i młodzieży, dyrektorów i wicedyrektorów szkół w Kongresach
Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej w temacie „Ochrona dzieci i młodzieży w
cyfrowym świecie” czy „szacunek i odporność społeczna – edukacja wobec hej tu,
AI i wyzwań przyszłości”.
Jako przykład
kompleksowych szkoleń i warsztatów dla wszystkich grup społeczności szkolnej
były organizowane w ostatnim czasie w kilku szkołach działania Fundacji
HejtOFF.
Chwała władzom
za te działania. Oglądnąłem sobie materiały Fundacji HejtOFF i onee tylko
potwierdziły mój wniosek przedstawiony powyżej: uczą jak walczyć z hejtem.
I tyle. I
fajnie. Tyle tylko, że nie są to sposoby na ograniczanie uzależnienia od
Internetu, od mediów społecznościowych, które u dzieci wprost degraduje trwale
mózgi. Tłumaczy, że hejt jest be, że szkodzi, że prowadzi do samobójstw. No i
dobrze.
Tylko że to nie
spowoduje, że dziecko, trzymając w ręku telefon, nie skusi się, by komuś ze
znajomych dokopać, na kogoś napluć, zmieszać z błotem etc.
Od czasu
napisania mojego listu do Pana Prezydenta zmieniło się to, że – odsądzana od
czci i wiary, choćby za wychowanie zdrowotne – pani minister Nowacka wprowadza
zakaz korzystania z telefonów w szkołach podstawowych. To fajnie. Ale to nie załatwia
najważniejszej sprawy. Konieczny jest prawny zakaz korzystania z platform
społecznościowych przez dzieci szkół podstawowych i stworznie przepisów do
egzekucji tego zakazu.
Wiadomo, że
takie prace w Sejmie trwają i podobno jest konsensus obu stron politycznego
frontu. Zobaczymy, co się zdarzy. Oby nie było tak, że po uchwaleniu w Sejmie,
zatwierdzeniu w Senaciee, pan ambasador Rose obieca Prezydentowi Nawrockiemu,
że oni takie algorytmy stworzą, że będą chronić polskie dzieci i żeby ustawy
nie podpisał.
Mam nadzieję, że
tak się nie stanie, aleje nie wykluczam tego.
Ale jeśli się
stanie, to dopiero rozpocznie się wielka praca naszych szkół, ich kadry
pedagogicznej, naszych prezydentów, burmistrzów, ale i rodziców, by jakoś
zmienić życie dzieci oderwanych od smart fonów, by je wypełnić nową treścią,
może książkami, może spotkaniami w realu, może wspólnymi, organizowanymi
imprezami, by nie zgłupiały bez Internetu do końca, nie pobłądziły w tym świecie,
gdzie dla wielu z nich drogowskazami byli patoinfluenserzy, gdzie mogły
rozwijać swoją seksualność na bez problemu osiągalnym portalu pornhub czy w
rozmowach z groomingami, zamiast na wyklinanej lekcji wychowania zdrowotnego.
Wierzę, że
panowie Prezydenci, dyrektorzy szkół dostaną taką okazję, by się wykazać przed
rodzicami, ze dają radę problemowi. Ale także, ze uświadomią rodzicom, że eteż
muszą uczestniczyć w tym procesie. Z zaangażowaniem większym, niż kadra ucząca.
No bo są
rodzicami.
Ps. Ze względu
na niechęć do pisania rozwlekle, a dzisiaj ludzie nie lubią dużo czytać,
wszystkich, którzy są ciekawi makabrycznych zagrożeń płynących z uzależnienia
dzieci od mediów społecznościowych polecam Raport Klubu Jagielońskiego w tej
sprawie. Poniżej adres do tego raportu, a jeszcze niżej kilka wyjątków z jego
wstępu. Raport jest długi, ma ok. 90 stron.
https://klubjagiellonski.pl/wp-content/uploads/2025/05/zatrzymac-smartwice-raport-klub-jagiellonski-2025.pdf
5. Od około 2010
r. obserwuje się systematyczny spadek dobrostanu psychicznego wśród młodszych
pokoleń. Wcześniej wzorce zdrowia psychicznego były różne w zależności od
regionu. Jednak
od 15 lat sytuacja ulega zmianie globalnie, a młodsze pokolenia zaczęły doświadczać
coraz większych problemów psychicznych. Ten spadek dobrostanu zbiegł się
z
upowszechnieniem smartfonów i Internetu.
6. Wzrost liczby
odnotowywanych przypadków problemów takich jak depresja, stany lękowe,
samotność, samookaleczenia czy samobójstwa zdaniem wielu autorów nie wynika
jedynie
z większej
świadomości społecznej zjawisk ani redukcji stygmatyzacji problemów zdrowia
psychicznego, ale świadczy po prostu o większej liczbie zachorowań. Wskazuje
się, że
jednym z
głównych katalizatorów tego kryzysu jest korzystanie ze smartfonów, w tym w
szczególności z mediów społecznościowych.
10. Jednym z
najbardziej znaczących efektów późniejszego posiadania pierwszego smartfonu
jest zmniejszenie liczby myśli i intencji samobójczych. U kobiet, które
otrzymały swój pierwszy smartfon w wieku 6 lat, średnia intensywność tych myśli
wynosiła 5,8 w dziewięciopunktowej skali (gdzie wyższe wartości oznaczają
większy wpływ na zdolność do funkcjonowania).
W przypadku
kobiet, które dostały smartfon w wieku 18 lat, wartość ta spadała do 3,6
22. Co czwarty
polski nastolatek ma od pięciu do ośmiu kont na portalach i platformach
społecznościowych, a o 36% posiada nawet więcej niż osiem takich kont.
Ps2. Podkarpacie
jest na pierwszym miejscu Polsce gdy chodzi o uzależnienie od Internetu dzieci
klas szóstych i młodzieży szkół średnich. (na takiej grupie ktoś robił badania)
Ps3. O
małej skuteczności apeli o ograniczenie hejtu może chyba świadczyć apel, jaki
hej.mielec zamieściło na swojej stronie w roku 2019. Czy miał on jakiś wpływ na
czytelników portalu? Wątpię. Choć fakty zna pan redaktor naczelny, który także
włączył się w akcję dzieci ze SzP nr 3 przeciwko hejtowi