poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

 


Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

 

Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej – rewelacja. Nie byłem, powtarzam za znajomymi.

Wraz z Mielcem bawiły się okoliczne gminy, a patrząc dalej wsie i miasta całej Polski. Po tysiąckroć żegnamy lato, po tysiąckroć dziękujemy za obfite plony (nawet jak we wsi jest jedna krowa i dwóch prawdziwych rolników, to i tak wszyscy dziękują). Chrzcimy strażackie wozy, oddajemy, pląsając a potem klęcząc, nowe ulice, mosty i drogi, wystawiamy twarze fotografom, sami kręcimy filmy, których potem pełen jest Internet.

 

Słowem: cała Polska się bawi. Przyszedł do nas czas radości i czas zabawy.

A co? Nie zasłużyliśmy sobie? Oczywiście że tak. Gospodarka kwitnie, ludziom żyje się lepiej. No i radośniej. Co prawda na zawołanie władzy – POMOŻECIE? – zapanowałoby głuche milczenie, a większość odwróciłaby się tyłem, nie słysząc. Wyrzeczenia? Jakie wyrzeczenia? Nam się po prostu wszystko należy.

I wczesna emerytura, i pełnowymiarowa służba zdrowia pod nosem i za darmo (ha, ha), i dobra, niezobowiązująca praca, po której jest siła na zabawę, i szkoła dla dziecka za progiem, i wyższa uczelnia, którą można łatwo skończyć, bez wysiłku, i nawet kościół jak najbliżej. Czy się go odwiedzi, to już inna sprawa.

 

Nadszedł czas zabawy.

Jak pisał kiedyś poeta, o takiej zabawie

 

Czasem wiatr z domów płonących

Przynosił czarne latawce,

Łapali skrawki w powietrzu

Jadący na karuzeli.

Rozwiewał suknie dziewczynom

Ten wiatr od domów płonących,

Śmiały się tłumy wesołe

W czas pięknej warszawskiej niedzieli. 

 

Kto nie wie, z jakiego to wiersza, temu nie powiem. Niech sobie poszuka. Powiem tylko, że te domy płonące mogą być wszędzie: na Ukrainie, w gettcie, a może niedługo w sąsiednim mieście.

 

Przyszedł do Polski czas zabawy. Bawmy się. Wszak lepiej świętować niż pracować. Lepiej się cieszyć, niż martwić. Lepiej się śmiać, niż płakać.

 

Tyle tylko, że czasu nieszczęścia i płaczu samemu się nie wybiera. On przychodzi niespodzianie jak złodziej.

Niespodzianie? Naprawdę?

Czy rok 1939 był niespodzianką, czy może jednak karą za głupotę i zaślepienie.

 

Silni, zwarci, gotowi.

 

Dzisiaj jest czas zabawy. Zabawy na kredyt. I tym kredytem nie są pieniądze. Tym kredytem jest życie innych. Życie tych, którzy – według niektórych – przeszkadzają nam w zabawie.

A jak przeszkadzają, to trzeba ich wygonić.

Najlepiej na ich wojnę, by umierali za nasz czas zabawy.

 

Kto odpowie, ile schronów można by zbudować, gdyby pieniądze przeznaczyć nie na zabawy, igraszki społeczno polityczne, ale na tę betonową materię, która mogłaby nas obronić w potrzebie?

 

Ile schronów jest w Mielcu, panie Prezydencie, ile schronów jest w powiecie, Pani Starosto, panowie wójtowie i burmistrzowie? A Polska zaczyna płonąć. Słuchacie wszak wiadomości. Zresztą pewnie macie ich więcej od przeciętnego obywatela.

 

Wygonić Ukraińców na front! Dłużej się pobawimy. Czy rzeczywiście?

Czy nie czujecie, że nadchodzi znowu jakiś 1 września?

Pierwszy września nie musi być tym dniem historycznym, z 1939 roku, którego rocznica przypada jutro. Tych pierwszych wrześni może być dużo w innych terminach.

 

Igrzyska, igrzyska, igrzyska. To o władzę nad powiatem, to o władzę nad szpitalem, a za wszystkim stoi niee interes społeczny, ale kasa.

Kasa misiu. Kasa.

Choćby na mieszkanie w Hiszpanii, do której zechce się uciec, jakby co.

 

Jakby co?

 

Boję się głupich polityków każdego szczebla, szczególnie tak skłóconych, jak w Polsce, którzy rozrywają nasz karaj po połowie, boję się głupiego społeczeństwa, któremu się należy wszystko, a dobry nastrój w szczególności, a które od siebie tylko może dać kolejne żądanie.

 

Boję się.

 

 

poniedziałek, 27 lipca 2026

Czyja jest mielecka pamięć? Mielca czy Lockheed Martin-a

Zdjęcie z strony pzlmieelec.pl

Czyja jest mielecka pamięć? Mielca czy Lockheed Martin-a

 

Właściwie sprawa mogłaby zostać marginalną i prawie przez nikogo niezauważoną. 1lipca 2026 Solidarność Zakładów Lotniczych uczciła pamięć pierwszego strajku przedsolidarnościowego (właściwie nie nazywano to wtedy strajkiem, lecz przerwą w pracy), który miał miejsce na kilku wydziałach ówczesnej WSK PZL Mielec właśnie 1 lipca 1980 roku.

 

Dlaczego piszę, że to sprawa marginalna? Ano dlatego, że dzisiaj głos Solidarności jest słyszalny przez ogół społeczeństwa prawie jak glos polskich biskupów. Oba te gremia mówią właściwie do siebie samych i tak naprawdę nikt ich głosu nie słucha. Tylko czasami, jak są przydatni politykom, robi się z jakiejś wypowiedzi wielkie halo.

 

Tak właśnie było i w przypadku obchodów tej rocznicy, mających miejsce w kościele MBNP (podczas mszy) i przed tym kościołem, przy pomniku upamiętniającym strajkujących robotników i pewnie Solidarność. Piszę „pewnie” bo do kościoła wchodzę z drugiej strony i nigdy na ten pomnik nie trafiłem.

 

Napotkałem tekst o tym wydarzeniu w mieleckich mediach. Jak poszukałem nieco, to się okazało, że te teksty na portalach są prawie kopią tekstu ze strony Facebookowieej Solidarności Zakładów lotniczych. Ale tu kwiatek! Tylko w oryginalnym tekście Solidarności Zakładowej był akapit, który zwrócił moją uwagę, który mnie jednak poruszył, i który chciałem poniżej skomentować.

 

W komunikacie z tej uroczystości, zamieszonym na Facebookowej stronie Solidarności Zakładów Lotniczych, znalazłem dość znamienne stanowisko. Poniżej cytat:

 

Po 46 latach od tamtego wielkiego zrywu pracownicy Polskich Zakładów Lotniczych znów muszą drżeć o swoje miejsca pracy. Dziś borykamy się z brakiem zamówień rządowych, jawną dyskryminacją PZL Mielec, opartą na kryterium pochodzenia kapitału naszego właściciela. Uważamy to za głęboko niesprawiedliwe i krzywdzące. To tutaj, w Mielcu, od dziesięcioleci odprowadzane są podatki. To nasz zakład przez ostatnie 88 lat utrzymywał i wciąż utrzymuje tysiące pracowników oraz ich rodziny, budując dobrobyt całego regionu. Mimo przeciwności losu, lotnicza sztafeta pokoleń w Mielcu nieprzerwanie trwa, a tradycje i unikalne w skali kraju kompetencje są przekazywane z ojca na syna”.

 

Aż w oczy bije zdanie, pewnie mało przemyślane, a może jednak nie: To nasz zakład przez ostatnie 88 lat utrzymywał i wciąż utrzymuje tysiące pracowników oraz ich rodziny, budując dobrobyt całego regionu.

 

Rozumiem, że pisał te słowa jakiś młody człowiek, zupełnie nie znający historii i Mielca, i regionu, i Zakładów Lotniczych w Mielcu, występujących na przestrzeni 89 lat pod różnymi nazwami, właścicielami, strukturami organizacyjnymi, dyrekcjami etc.

Człowiek, który nie wymienia bogatej tradycji Solidarności mieleckiej z jej przywódcami, także tymi siedzącymi po kilka lat w więzieniach, a na rzecz wsparcia wagi swoich słów przywołuje pana Mariana Kokoszkę, który etatowo działa w związku od 1995 roku (o wcześ mniejszej działalności niczego nie znalazłem, choć zapewne była)

 

Otóż szanowny panie/pani piszący te słowa, to nie wasz zakład przez 88 ostatnich lat utrzymywał i wciąż utrzymuje tysiące pracowników (…)

Tych zakładów było co najmniej kilka, a od lat pięćdziesiątych działały pod nazwą WSK Mielec.

Tak dla informacji zakład lotniczy działający w czasie wojny pod nazwą Flugzeugwerk Mielec zatrudniał w 1944 roku aż 5,5 tysiąca robotników, a Zakład Lotniczy będący częścią WSK PZL Mielec zatrudniał wraz z OBR SK w latach osiemdziesiątych ponad 10 tys pracowników. A dzisiejsze Zakłady lotnicze zatrudniają mniej niż 2 tys. osób.

 

To WSK PZL Mielec, poczynając od lat pięćdziesiątych, ale głównie w latach siedemdziesiątych zbudowała Mielec i utrzymywała tysiące pracowników. Jest mi niezmiernie przykro, gdy znajduję takie postawy wymazywania pamięci, tu chyba nieświadome, u polityków świadome jak najbardziej, stąd ten mój felieton i sztuka sceniczna Fabryka, którą piszę.

 

Nie mam zamiaru wdawać się tu w dyskusję w temacie płacenia podatków przez korporacje, bo się na tym nie znam, czy w temacie zamówień dla wojska, której to sprawie tak naprawdę podporządkowano tę uroczystość uczczenia pamięci pierwszego strajku, bo też mam małą wiedzę w sprawie.

Ale jak większość milczan życzę dobrze Zakładom Lotniczym będącym własnością amerykańskiej firmy Lockheed Martin, by się rozwijali i płacili podatki w Polsce, ale bez przywłaszczanie sobie tradycji, która należy do Mielca i Mielczan. Wszystkich. Po części także do pracowników zakładów Lotniczych Lockheed Martin. Ale tylko po części. Małej części.

Mielec ma swoją historię i to jest jego historia, nie żadnego Lockheed Martina, nawet jeśli u początków tej historii stoją Polskie zakłady Lotnicze wytwórnia płatowców nr 2, z których po latach wyrosły obecne Polskie Zakłady Lotnicze Sp. z o.o..

To wszystko to jest Mielec.

 

 

Ps. Równie bardzo kibicuję tylko Prezydentowi Mielca, który chce mieć nowe firmy w strefie w Rzochowie.

Bo obie te sprawy są ważne dla rozwoju Mielca.

 

 

 

 

 

piątek, 10 lipca 2026

Czy mielecki kościół może stać się lokalnym zarzewiem nienawiści przeciw Ukraińcom?

 

Zdjęcie ze strony parafii pw Ducha świętego

Czy mielecki kościół może stać się lokalnym zarzewiem nienawiści przeciw Ukraińcom?

I co zrobić, by stał się miejscem pojednania i wybaczenia?

 

W najbliższą niedzielę, po uroczystej mszy świętej w kościele pw. Ducha Świętego, na terenie kościelnym zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca rzeź wołyńską. Ma to być pierwszy krok, a jego konsekwencją będzie budowa swoistego pomnika kolumbarium, w której będą składowane urny z ziemią z miejsc mordu.

 

Tak jak panowie: Kapinos, inicjator budowy, i Swół, także uważam, że należy uczcić pamięć naszych rodaków, bestialsko pomordowanych na Wołyniu. Tak zresztą jak należy pamiętać i czcić pamięć choćby 200 tys. ofiar akcji polskiej Stalina.

 

Problem jest jednak w tym, że inicjacja akcji następuje w okresie wzmożonej niechęci, a często wręcz nienawiści, do Ukraińców. Zagrożenie obecnością Ukraińców w Polsce wymieniane jest na drugim miejscu listy spraw najważniejszych do załatwienia przez polityków. (Dla przypomnienia: pierwsze miejsce ma reforma służby zdrowia, a trzecie to problemy mieszkaniowe).

Ludzie uważają, że traktowanie Ukraińców na równi z Polakami, wywołuje w nich dominujące nad innymi poczucie niesprawiedliwości społecznej, gdyż inkluzywna wobec Ukraińców polityka społeczna uszczupla zasoby państwa, które inaczej mogłyby być przeznaczone na wsparcie polskich obywateli (za Rzeczpospolitą)

 

Wokół sprawy, słusznej co do zasady i potrzebnej, jak sępy krążą i będą krążyć siewcy nienawiści. Przypuszczam, że przyjdą także na mszę otwierającą cały proces upamiętnienia, nawet jak do kościoła chodzą bardzo rzadko, i tylko politycznie, albo wcale.

 

I będą słowa o pamięci, która musi trwać, o konieczności uczczenia ofiar, o żalu nad rozlaną krwią. Za to nie będzie u nich słowa o przebaczeniu, o Bogu, który jest ten sam sprawiedliwy i dla ofiar, i dla zbrodniarzy.

I może wszyscy zapomną, że Kościół i jego lokalny kościół Ducha Świętego są miejscem, gdzie się modli i przebacza, a nie miejscem,  w którym się modli i nienawidzi.

 

Bo Bóg, nasz Bóg, nie jest Bogiem wrogich armii, które chcą się wzajemnie unicestwić, których siłą napędową jest nienawiść do wroga, ale jest Bogiem każdego pojedynczego człowieka. Także  żołnierza, proszącego o dar przeżycia, ale także mordowanego na Wołyniu dziecka, ale także jego mordercy.

Takim Bóg stworzył ten świat.

Jeśli ktoś wierzy w Boga, musi wierzyć w miłość i przebaczenie.

Jak nie wierzy w miłość i przebaczenie, nie wierzy w Boga. I nie powinien do tego Boga, do tego Kościoła i kościoła iśc pod żadnym pozorem.

 

Ale mleko się wylało. I moment odsłonięcia zlał się w jedno z narastającym czasem nienawiści.

 

Więc należy postawić pytanie: co zrobić, by to miejsce w kościele Ducha Świętego takim miejscem nienawiści nie było.

Znam proboszcza Cioska z kazań tylko. Zawsze mi imponował. I jakoś tak podświadomie wierzę, ze będzie w stanie to uczynić.

 

 

 

Ps. Draństwem lub głupotą bezdenną jest reklamować mszę świętą takim obrazem, jak to zrobił portal Mielec lokalnie Miasto Mielec.

Z bólem serca i odrazą go poniżej  kopiuję. Widzę, że piszący to redaktor z Bogiem i Kościołem ma mało lub niewiele wspólnego. Za to dużo z sensacją za wszelką cenę. Także kosztem Boga

 

 

 


 

wtorek, 7 lipca 2026

Głupie referendum i mądre referendum. Czy znajdzie się mądry, który powie: stop, nie wygłupiajmy się dalej?

 

Zdjęcie za Radio Rzeszów

 Głupie referendum i mądre referendum.

Czy znajdzie się mądry, który powie: stop, nie wygłupiajmy się dalej?

 

11 czerwca o przyszłości naszego szpitala pisałem tak (fragment z felietonu „Przewiduję przyszłość szpitala w Mielcu”):

·       Nie dojdzie, po przedyskutowaniu wszystkich aspektów sprawy, do konsolidacji ze Szpitalem Klinicznym. Sądzę, że główną przeszkodą będzie żądanie przekazania majątku szpitala za darmo (darowizna). Zarządowi zadrży ręka pod takim dokumentem i nie podpisze go. (….)  

·       Nie dojdzie do konsolidacji wewnętrznej Szpitala w Mielcu ze względu na opór związków zawodowych i pracowników przeciwko bolesnym, a koniecznym dla ratowania Szpitala,  posunięciom Dyrekcji.

 

Dalej jeszcze pisałem, że:  może związki ogłoszą kolejny strajk, co tylko przyśpieszy kłopoty Szpitala, potem może będą kolejne programy naprawcze, kolejne pożyczki, kolejne przesunięcia terminów, kolejne apele, kolejne zapewnienia, czyli agonia administracyjna

A Szpital nadal będzie się zadłużał, aż upadnie. Wtedy wykupi go ktoś z pieniędzmi, jak szpital w Strzelinie. I niekoniecznie będzie to państwowy Szpital Kliniczny

 

Niby każdy myślący łatwo mógł przewidzieć taki scenariusz, ale nie komitet referendalny.  

Ten obiecał, że referendum będzie, jak Zarząd powiatu podpisze list intencyjny. I że publicznie zapewniał (komitet) o tym społeczeństwo trzykrotnie.

No i list nie został podpisany, czego (samozwańczy) szef komitetu referendalnego nie zauważył, albo nie zrozumiał, i dążenia do dowołania Zarządu Powiatu nie przerwano. Czyli nadal zbiera się podpisy?

 

Każdy myślący już wie, że komitet referendalny albo sam się wpuścił w maliny, albo ktoś bardziej przebiegły wsadził go na minę. By jego rękami przejąć władzę w powiecie.

Ale nie ma na tyle odwagi, albo mądrości, albo jednego i drugiego razem wziętego, by z pomysłu tego najgłupszego referendum się wycofać. Tym bardziej jeszcze, że w międzyczasie wybuchła afera ze Szpitalem południowym, tudzież z astronomicznymi zarobkami niektórych lekarzy w różnych miejscach Polski, że do sprawy włączył się premier Tusk, dla którego rozwiązanie spraw służby zdrowia jest być albo nie być.

 

Czyli dzieje się tyle innego, a komitet referendalny swoje: Zarząd podpisał list intencyjny, to go trzeba odwołać.

 

Boże, Ty patrzysz na to i nie grzmisz?

 

Wiem, że można nie lubić Starosty Gacka. Dla niektórych jest fatalnym starostą. Ale jak patrzę na ewentualnych następców, to wole Gacka. Naprawdę. Przynajmniej facet ma poglądy. Swoje. Nie partyjne. I swoje myślenie. Często ani z jednym, a ni z drugim się nie zgadzam, ale wiem, że to nie jest partyjna małpa, powtarzająca przekaż dnia. I z takim facetem można rozmawiać.

 

Co by tu jeszcze można dopisać?

Chyba tylko tyle, że „zamach stanu” zainspirowany przez skrajną prawicę, (tę która za zbrukanie wszelkich świętości, ale także za wyłamywanie drzwi stojących jej na drodze do władzy, chce się dorwać do tejże, choć nie w Mielcu, tylko w Warszawie), do którego to zamachu nagle próbował dołączyć miejscowy PiS, wyszedł temuż naszemu PiS – owi bokiem.

 

Może więc znajdzie się ktoś rozsądny, kto powie: panowie, dość. Niech się Gacek trudzi z tym bajzlem, a my spokojnie poczekamy.

 

No a teraz, dla nauki i rozrywki, będzie o „mądrym” referendum.

 

Druga klasa szkoły podstawowej. Była sobie dobra uczennica. Wzorowa. Wzorowość jej polegała na tym, że dobrze się uczyła i była wyjątkowo uprzejma dla nauczycieli. Można by powiedzieć po dorosłemu, ze wchodziła im w cztery … Tacy ludzie robią potem kariery w polityce.

Jednocześnie ta wzorowa uczennica była ordynarna, chamska, nieuprzejma, nieżyczliwa (i co tam kto jeszcze chce) dla swoich koleżanek.

Ale pani o tym nie wiedziała, albo nie chciała widzieć.

 

I była inna uczennica, która – gdy jej koleżanka została niesłusznie przez panią posądzona o czyn, którego nie zrobiła, ale została „złapana” przez panią z narzędziem „przestępstwa” na miejscu „przestępstwa” - potrafiła pani powiedzieć, że nie ma ona dowodów, a to co ma, to tylko poszlaki. Za co wcale nie dostała pochwały.

 

I ta druga uczennica zorganizowała w klasie referendum, czy ta pierwsza uczennica powinna być wyróżniona świadectwem z paskiem. Przygotowała karteczki, przeprowadziła glosowanie i poszła (plus dwie dziewczynki) z wynikami do pani nauczycielki. Ta okropnie się zdziwiła i powiedziała, że o niczym nie wiedziała. Przeprowadziła rozmowy wyjaśniające, poinformowała rodziców.

 

Jaki był rezultat? Ano ta pierwsza uczennica dostała świadectwo z paskiem, a druga nie.

Ale czy było to „mądre” referendum? Moim zdaniem tak. Bo kształtowało i myślenie, i niezależność postaw, i zachowania prospołeczne.

 

Zapewne ta druga uczennica nie zostanie politykiem. Jest zbyt samodzielnie myśląca. Ale też jej tego nie życzę.

 

 

 

 

 

Głupie referendum i mądre referendum. Czy znajdzie się mądry, który powie: stop, nie wygłupiajmy się dalej?

 

Głupie referendum i mądre referendum.

Czy znajdzie się mądry, który powie: stop, nie wygłupiajmy się dalej?

 

11 czerwca o przyszłości naszego szpitala pisałem tak (fragment z felietonu „Przewiduję przyszłość szpitala w Mielcu”):

·       Nie dojdzie, po przedyskutowaniu wszystkich aspektów sprawy, do konsolidacji ze Szpitalem Klinicznym. Sądzę, że główną przeszkodą będzie żądanie przekazania majątku szpitala za darmo (darowizna). Zarządowi zadrży ręka pod takim dokumentem i nie podpisze go. (….)  

·       Nie dojdzie do konsolidacji wewnętrznej Szpitala w Mielcu ze względu na opór związków zawodowych i pracowników przeciwko bolesnym, a koniecznym dla ratowania Szpitala,  posunięciom Dyrekcji.

 

Dalej jeszcze pisałem, że:  może związki ogłoszą kolejny strajk, co tylko przyśpieszy kłopoty Szpitala, potem może będą kolejne programy naprawcze, kolejne pożyczki, kolejne przesunięcia terminów, kolejne apele, kolejne zapewnienia, czyli agonia administracyjna

A Szpital nadal będzie się zadłużał, aż upadnie. Wtedy wykupi go ktoś z pieniędzmi, jak szpital w Strzelinie. I niekoniecznie będzie to państwowy Szpital Kliniczny

 

Niby każdy myślący łatwo mógł przewidzieć taki scenariusz, ale nie komitet referendalny.  

Ten obiecał, że referendum będzie, jak Zarząd powiatu podpisze list intencyjny. I że publicznie zapewniał (komitet) o tym społeczeństwo trzykrotnie.

No i list nie został podpisany, czego (samozwańczy) szef komitetu referendalnego nie zauważył, albo nie zrozumiał, i dążenia do dowołania Zarządu Powiatu nie przerwano. Czyli nadal zbiera się podpisy?

 

Każdy myślący już wie, że komitet referendalny albo sam się wpuścił w maliny, albo ktoś bardziej przebiegły wsadził go na minę. By jego rękami przejąć władzę w powiecie.

Ale nie ma na tyle odwagi, albo mądrości, albo jednego i drugiego razem wziętego, by z pomysłu tego najgłupszego referendum się wycofać. Tym bardziej jeszcze, że w międzyczasie wybuchła afera ze Szpitalem południowym, tudzież z astronomicznymi zarobkami niektórych lekarzy w różnych miejscach Polski, że do sprawy włączył się premier Tusk, dla którego rozwiązanie spraw służby zdrowia jest być albo nie być.

 

Czyli dzieje się tyle innego, a komitet referendalny swoje: Zarząd podpisał list intencyjny, to go trzeba odwołać.

 

Boże, Ty patrzysz na to i nie grzmisz?

 

Wiem, że można nie lubić Starosty Gacka. Dla niektórych jest fatalnym starostą. Ale jak patrzę na ewentualnych następców, to wole Gacka. Naprawdę. Przynajmniej facet ma poglądy. Swoje. Nie partyjne. I swoje myślenie. Często ani z jednym, a ni z drugim się nie zgadzam, ale wiem, że to nie jest partyjna małpa, powtarzająca przekaż dnia. I z takim facetem można rozmawiać.

 

Co by tu jeszcze można dopisać?

Chyba tylko tyle, że „zamach stanu” zainspirowany przez skrajną prawicę, (tę która za zbrukanie wszelkich świętości, ale także za wyłamywanie drzwi stojących jej na drodze do władzy, chce się dorwać do tejże, choć nie w Mielcu, tylko w Warszawie), do którego to zamachu nagle próbował dołączyć miejscowy PiS, wyszedł temuż naszemu PiS – owi bokiem.

 

Może więc znajdzie się ktoś rozsądny, kto powie: panowie, dość. Niech się Gacek trudzi z tym bajzlem, a my spokojnie poczekamy.

 

No a teraz, dla nauki i rozrywki, będzie o „mądrym” referendum.

 

Druga klasa szkoły podstawowej. Była sobie dobra uczennica. Wzorowa. Wzorowość jej polegała na tym, że dobrze się uczyła i była wyjątkowo uprzejma dla nauczycieli. Można by powiedzieć po dorosłemu, ze wchodziła im w cztery … Tacy ludzie robią potem kariery w polityce.

Jednocześnie ta wzorowa uczennica była ordynarna, chamska, nieuprzejma, nieżyczliwa (i co tam kto jeszcze chce) dla swoich koleżanek.

Ale pani o tym nie wiedziała, albo nie chciała widzieć.

 

I była inna uczennica, która – gdy jej koleżanka została niesłusznie przez panią posądzona o czyn, którego nie zrobiła, ale została „złapana” przez panią z narzędziem „przestępstwa” na miejscu „przestępstwa” - potrafiła pani powiedzieć, że nie ma ona dowodów, a to co ma, to tylko poszlaki. Za co wcale nie dostała pochwały.

 

I ta druga uczennica zorganizowała w klasie referendum, czy ta pierwsza uczennica powinna być wyróżniona świadectwem z paskiem. Przygotowała karteczki, przeprowadziła glosowanie i poszła (plus dwie dziewczynki) z wynikami do pani nauczycielki. Ta okropnie się zdziwiła i powiedziała, że o niczym nie wiedziała. Przeprowadziła rozmowy wyjaśniające, poinformowała rodziców.

 

Jaki był rezultat? Ano ta pierwsza uczennica dostała świadectwo z paskiem, a druga nie.

Ale czy było to „mądre” referendum? Moim zdaniem tak. Bo kształtowało i myślenie, i niezależność postaw, i zachowania prospołeczne.

 

Zapewne ta druga uczennica nie zostanie politykiem. Jest zbyt samodzielnie myśląca. Ale też jej tego nie życzę.

 

 

 

 

 

wtorek, 23 czerwca 2026

Mielec – nie chcemy „czarnych”, obwodnicy, drogi przez naszą wieś, przemysłu, rady powiatu. Chcemy szpitala takim jaki był. Żadnych zmian.

 


Mielec – nie chcemy „czarnych”, obwodnicy, drogi przez naszą wieś, przemysłu, rady powiatu. Chcemy szpitala takim jaki był. Żadnych zmian.

 

Pisałem już, nie ja pierwszy, że czuję narastające w kraju napięcie, które za chwilę może eksplodować. Możecie się z tym zgadzać lub nie. Ja tak czuję.

To moje przeczucie jakby się potwierdza, i to tu i teraz. Obok nas. W Mielcu. W powiecie.

 

Obserwujemy od jakiegoś czasu narastające wzmożenie społeczne. I nie byłoby w tym nic złego. Czasami wręcz jest to dobre. Zależy jednak jakiemu celowi służy. Budowaniu czy destrukcji?

 

Niestety, tym razem służy destrukcji. Wydawać by się mogło, że pragnienie zachowania wszystkiego tak jak było, nie jest destrukcją. Wszak było tak dobrze, więc chcemy, by to trwało.

Chwilo szczęśliwa  trwaj! Czyż nie?

Tylko czy to szczęście nie jest wyobrażone ponad istniejącą rzeczywistość, którą jednak trzeba zmieniać, by zachować, to czego pragniemy, by trwało?

 

Zapominamy, ba, na siłę nie chcemy pamiętać, że nie ma nic gorszego w życiu społeczeństwa, państwa, niż stagnacja, zastój.

A jeszcze gorzej jest, gdy za tymi pragnieniami stoi nienawiść do drugiego, nie tylko do „czarnego”, ale i do swojego, który akurat myśli inaczej.

 

Wygląda na to, że w Mielcu właśnie to wszystko w jednym miejscu i czasie zlało się z sobą i zaczyna tworzyć istną mieszankę wybuchową. Czy eksploduje, zalezy od naszej mądrości lub jej braku.

 

Czy za sprawą zlania się naszych mieleckich spraw, ze sprawą nienawiści rasowej i nienawiści do „obcych”, „czarnych”, która to nienawiść w mieleckiej odsłonie eksplodowała na sławetnej już Tropicanie pobiciem pracujących w Mielcu imigrantów z  Ameryki Południowej, co już zaczyna być sprawą krajową, a za chwilę stanie się może międzynarodową, nasza ziemia mielecka nie stanie się iskrą tego pożaru, który niedługo ogarnie cały kraj?

 

Że przesadzam?

 

Żyjemy w okresie nienotowanego do tej pory w Polsce dobrego poziomu życia. To prawie każdy, myślący, przyzna, nawet jak dostrzega jeszcze wiele do zrobienia. I dzieje się tak mimo trwającej obok wojny, do której obecności przyczailiśmy się jako do czegoś całkiem niegroźnego. Ot, film.

Jednocześnie większość z nas czuje jednak niepokój, że to coś, co tak cenimy, nasz spokój i dobrobyt, może zniknąć, pęknąć jak bańka mydlana.

 

I boimy się tego. I chcemy żeby wszystko było po staremu. Jak do tej pory. Bo nowe będzie gorsze. Bo nowa droga może tak, ale nie koło mnie. Bo praca może tak, ale nie obok mojego domu. Bo emerytura fajna tak, ale nie mogą na nie pracować „czarni”, przed którymi straszą nas ekstremiści, tylko nasi, kochani, biali Polacy, których nie chcemy jednak „produkować” w wystarczającej ilości. Bo chcemy mieć szpital, najlepszy z możliwych, ale nawet jak działa jak cała służba zdrowia, na której wieszamy psy, to i tak niczego zmienić nie pozwolimy. Bo zmiana to niepewność, to strach, że będzie gorzej.

 

Nie ma większego błędu, jak myślenie, że aby wszystko było po staremu, niczego nie trzeba zmieniać.

Jest dokładnie przeciwnie. Żeby nam nadal było dobrze, zmiany, mądre, muszą trwać ciągle. I czasem trzeba coś zabrać, by albo dać więcej, albo, co bardziej dzisiaj prawdopodobne, by zachować to co mamy.

 

Uderzyła mnie w twarz ta napaść na pracujących na nasz dobrobyt emigrantów z Ameryki. Uderza manie w twarz nienawiść, którą znaczące siły polityczne rozpalają w stosunku do pracujących na nas, na nasz dobrobyt, nasze emerytury, Ukraińców (że nie będę tu pisał o tych walczących, bo można mówić, ze walczą o swoją wolność). Uderza mnie ten lokalny sojusz – wydawało się, rozsądnej mimo wszystko – partii opozycyjnej ze skrajną prawicą i rozpalanie emocji dla osiągnięcia gównianych lokalnych celów.

 

Dodatkowo uderza mnie oświadczenie prezydenta Nawrockiego, że on sobie nie życzy, by na naszą przyszłość pracowali emigranci. On chce, żeby to robili Polacy. Nasi rdzenni Polacy, których urodzimy. W dużych ilościach urodzimy.

Ja już nie zapłodnię mojej żony. Mam 75 lat. Ale czterdziestolatki mogą. To do dzieła, Panie Prezydencie. Jeszcze Pan pewnie może, to proszę dorobić swojej małżonce dla przykładu jedno lub dwójkę dzieci. Nich Pan pokaże, że Polacy się rozmnażają.  Bo inaczej kolejni bandyci na jakiejś mieleckiej lub innej Tropicanie będą katować tych, którzy rzeczywiście na nas chcą pracować. Kierując się Pańskimi słowami.

 

To wszystko źle rokuje i dla Mielca i dla Polski.

 

Okopaliśmy się mentalnie w naszych domach i wydaje nam się, że jak nie pozwolimy na zmiany, to wszystko zostanie po staremu, takiemu fajnemu, swojskiemu, staropolskiemu.

 

Nie zostanie.

 

 

 

 

 

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...