piątek, 12 listopada 2021

Czy wciąż rozwijają się (nam) skrzydła?

 

Przeżyłem całkiem ciekawie ostatnie 25 lat pracy zawodowej. Całe 14 lat w Agencji Rozwoju Przemysłu, twórczyni o zarządzającej dwiema ważnymi specjalnymi strefami ekonomicznymi, i ponad 10 w InterPhone Service Sp. z o.o., w tym przez 9 lat jako jej prezes.

To były lata nieustannego wzrostu gospodarczego i społecznego naszego kraju, naszego miasta, w czym miałem maleńki, ale jednak, udział.

Miał pełne prawo Pan Prezydent Chodorowski, którego roli w rozwoju Mielca nie da się przecenić, w haśle opisującym najkrócej nasze miasto, powiedzieć: „Tu rozwijają się skrzydła”.

Bo rzeczywiście się rozwijały. U wielu i w wielu miejscach.

Z pozytywnych skutków tych wzlotów miasta i poszczególnych jego organizmów, gospodarczych czy społeczno kulturalnych, korzystamy do dzisiaj. Nawet jak wielu malkontentów próbuje te osiągnięcia dezawuować czy wręcz podważać.

Oczywiście nasze miasto rozwijało się w towarzystwie całego kraju, który także „wzlatywał”, rozwijał skrzydła.

Do niedawna nie śmiałbym tego pisać w felietonie, bo zaraz różne sępy, nie mając merytorycznych argumentów, wywlokłyby mi moją przeszłość, ale zawsze uważałem, że najbardziej prokapitalistycznym, prorozwojowym i  proinwestorskim rządem w Polsce był rząd Leszka Millera i SLD, który stworzył podstawy nowoczesnej gospodarki kapitalistycznej.

Powód, że teraz o tym odważam się mówić, jest prosty – to samo powiedział pan prezes Roman Kluska w czasie wykładu w Toruniu w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.

Lata 2001 do 2005 wspominam jako czas eksplozji przedsiębiorczości, w tym rozwoju specjalnych stref ekonomicznych, które rząd AWS omalże chciał likwidować.

Mielec miał szczęście i miał ludzi. To była „ludzka pozostałość” po upadłej WSK, tak dzisiaj lekceważonej, ale także wsparcie w Warszawie poprzez ARP S.A. ale i naszych ludzi w ministerstwach.

Jeśli ktoś miał nadzieję, że Mielec dorówna Rzeszowowi, to oczywiście był fantastą, ale nasze miasto zdobyło o wiele więcej niż inne, podobnej wielkości i potencjału, ośrodki miejskie. Nasze miasto wykorzystało sprzyjające prądy powietrzne w polityce i gospodarce do wznoszenia się „ponad poziomy” i rozwinęło, wraz ze swoimi mieszkańcami, skrzydła.

Piszę te wzniosłe słowa celowo, by postawić tym bardziej ostro pytanie o stan obecny.

Bo po panu Chodorowskim przyszedł młody prezydent z wizją – i przez jakiś czas mu pozytywnie towarzyszyłem w jego drodze – pan Daniel Kozdęba. Nie bał się wyzwań i chciał zrobić wiele. Niestety, nie wyszło. Choroba i śmierć były silniejsze.

Ale trzeba docenić to, że chciał utrzymać Mielec w wysokim locie. Oczywiscie, można dziś pytać, czy nawet gdyby nie umarł, udałoby mu się? Bo jednak otoczenie radykalnie się zmieniło. Zaczął rządzić PIS. O ile pierwszy rząd PiS u z Zytą Gilowską nie za bardzo odbiegał w gospodarce od swego poprzednika, to po doświadczeniach lat opozycji i wyczuciu zmieniających się oczekiwań społecznych, kolejne rządy Kaczyńskiego poszły w populizm czy też polski socjalizm, zależy jak czytać.

I teraz mamy w Mielcu prezydenta, który – w moim odczuciu – nie ma żadnej wizji dalszego rozwoju miasta i tylko administruje masą otrzymaną w spadku po poprzedniku, a jedyne zauważone przeze mnie jego aktywności to walka z promieniowaniem elektromagnetycznym, zaskarżenie uchwały Rady Miasta o nieudzieleniu mu wotum zaufania, tudzież wycofanie się z propagowania szczepień na covid, w czym upodobnił się do PiSu. No i utrata większości w Radzie, poprzez utratę swoich własnych radnych.

To oczywiście nie przesądza, że Mielec nagle zacznie pikować w rozwoju w dół. Procesy gospodarcze są na lata, nic się nie dzieje z dnia na dzień. Wiemy jednak, że potencjał, jaki dawała miastu specjalna strefa, już nie wzrasta, choć jeszcze stabilnie trwa, ale co będzie dalej?

To dalej to także polityka rządu. Potrzeba pieniędzy dla swojego, głównie wiejskiego i emeryckiego elektoratu, spowoduje,, że skądś je trzeba będzie wziąć. Samorządy będą ofiarą tej polityki. Akurat mielecki samorząd nie jest pisowski, więc z pieniędzmi może być gorzej niż gdzie indziej. Choćby w Stalowej Woli, która wydaje kasę na prawo i lewo.

Bo do tego dochodzi jeszcze problem – pozostając przy terminologii mielecko lotniczej – czy obecny rząd także nadal będzie „rozwijał skrzydła” Czy niebawem przejdzie w lot nurkowy do ziemi. I to nie po nową zdobycz, wbrew pozorom.

Bo rozkręcona spirala inflacyjna ma szansę na dalszą ekspansję, której nie będzie już można zatrzymać, co przyznają nawet tacy ekonomiści neutralnie nastawieni do rządu jak prof. Bugaj. Do tego skonfliktowanie już z całą prawie Unią i USA, w czasie gdy Białoruś nam wydała wojnę. Wstyd poprosić o pomoc, bo Unia też czegoś od nas chce. Można by wpuścić imigrantów, bo i tak chcą do Niemiec, ale co powie pisowski elektorat, tak bardzo przerażony pisowską wersją „dzikich hord”, a poza tym Niemcy mogą nam tych ludzi odesłać i to dopiero będzie problem.

Wbrew wielu analitykom twierdzącym, że PiS jest odporny wyborczo na wszelkie wpadki, ja wcale tak nie myślę i zakładam, że może nastąpić zbieg okoliczności, który zabierze PiS władze. Czy to będzie lepiej, nie wiem, patrząc na jakość opozycji. Ale pewnie inaczej. Zrobią znowu swój Sąd Najwyższy i swój Trybunał, co Unia oczywiście klepnie, i wszystko zacznie się od nowa. Cały młyn.

I gdzie my będziemy ze swoim Mielcem, nie posiadającym wizji co dalej, ze swoją walką z 5G, i swoją zapełnioną strefą, z której i kolejny rząd będzie chciał wyciągnąć jak najwięcej.

Bo dla zapewnienia spokoju elektoratu trzeba będzie wziąć skądś pieniądze.

Bo – niezależnie od powyższych narzekań -  czy nie macie jednak Państwo wrażenia, że w ostatnich kilkunastu miesiącach Mielec zamarł w jakimś polityczno – kulturalno -  społecznym bezruchu? I od razu powiem, bo trzeba, że nie łączę tego z pandemią, która może być usprawiedliwieniem wszystkiego i która rzeczywiście spowolniła pewne procesy społeczne.

Oczywiście odbywają się jakieś spotkania polityczno towarzyskie, jakieś promocje, na których promują się głównie wciąż ci sami działacze społeczni, jakieś posiedzenia rad, takich czy innych, z których niewiele wynika, jakieś zmiany przynależności partyjnej, próby kaperowania do nowych tworów politycznych, itd., itp.

Ale czy widzieliście Państwo kogoś z wizją? Kogoś, kto nie tylko pyskuje na konkurenta politycznego, ale mówi coś konstruktywnego? Kogoś, komu by można zaufać i wybrać, czy do Sejmu, czy do rządzenia miastem?

Przyznam, że ja nie widzę nikogo takiego.

Czy jeszcze szybujemy wysoko, czy już powoli kończą się prądy wstępujące i zaczniemy zniżanie, by wreszcie zacząć pikować?

PS. Nie znam się na piłce nożnej, ale zadziwia mnie – z tego co czasem słyszę - fenomen Stali Mielec. Ona dostała skrzydeł/ Oby utrzymała wznoszenie i oby to był dobry prognostyk dla miasta

 

środa, 10 listopada 2021

….. rozwijają się skrzydła?

Los i Bóg dali mi szansę przeżyć całkiem ciekawie ostatnie 25 lat. Całe 14 lat w Agencji Rozwoju Przemysłu, twórczyni o zarządzającej dwiema ważnymi specjalnymi strefami ekonomicznymi, i ponad 10 w InterPhone Service Sp. z o.o., w tym przez 9 lat jako jej prezes.

To były lata nieustannego wzrostu gospodarczego i społecznego naszego kraju, naszego miasta, w czym miałem maleńki, ale jednak, udział.

Miał pełne prawo Pan Prezydent Chodorowski, którego roli w rozwoju Mielca nie da się przecenić, w haśle opisującym najkrócej nasze miasto, powiedzieć: „Tu rozwijają się skrzydła”.

Bo rzeczywiście się rozwijały. U wielu i w wielu miejscach.

Z pozytywnych skutków tych wzlotów miasta i poszczególnych jego organizmów, gospodarczych czy społeczno kulturalnych, korzystamy do dzisiaj. Nawet jak wielu malkontentów próbuje te osiągnięcia dezawuować czy wręcz podważać.

Oczywiście nasze miasto rozwijało się w towarzystwie całego kraju, który także „wzlatywał”, rozwijał skrzydła.

Do niedawna nie śmiałbym tego pisać w felietonie, bo zaraz różne sępy, nie mając merytorycznych argumentów, wywlokłyby mi moją przeszłość, ale zawsze uważałem, że najbardziej prokapitalistycznym, prorozwojowym i  proinwestorskim rządem w Polsce był rząd Leszka Millera i SLD, który stworzył podstawy nowoczesnej gospodarki kapitalistycznej.

Powód, że teraz o tym odważam się mówić, jest prosty – to samo powiedział pan prezes Roman Kluska w czasie wykładu w Toruniu w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.

Lata 2001 do 2005 wspominam jako czas eksplozji przedsiębiorczości, w tym rozwoju specjalnych stref ekonomicznych, które rząd AWS omalże chciał likwidować.

Mielec miał szczęście i miał ludzi. To była „ludzka pozostałość” po upadłej WSK, tak dzisiaj lekceważonej, ale także wsparcie w Warszawie poprzez ARP S.A. ale i naszych ludzi w ministerstwach.

Jeśli ktoś miał nadzieję, że Mielec dorówna Rzeszowowi, to oczywiście był fantastą, ale nasze miasto zdobyło o wiele więcej niż inne, podobnej wielkości i potencjału, ośrodki miejskie. Nasze miasto wykorzystało sprzyjające prądy powietrzne w polityce i gospodarce do wznoszenia się „ponad poziomy” i rozwinęło, wraz ze swoimi mieszkańcami, skrzydła.

Piszę te wzniosłe słowa celowo, by postawić tym bardziej ostro pytanie o stan obecny.

Bo po panu Chodorowskim przyszedł młody prezydent z wizją – i przez jakiś czas mu pozytywnie towarzyszyłem w jego drodze – pan Daniel Kozdęba. Nie bał się wyzwań i chciał zrobić wiele. Niestety, nie wyszło. Choroba i śmierć były silniejsze.

Ale trzeba docenić to, że chciał utrzymać Mielec w wysokim locie. Oczywiscie, można dziś pytać, czy nawet gdyby nie umarł, udałoby mu się? Bo jednak otoczenie radykalnie się zmieniło. Zaczął rządzić PIS. O ile pierwszy rząd PiS u z Zytą Gilowską nie za bardzo odbiegał w gospodarce od swego poprzednika, to po doświadczeniach lat opozycji i wyczuciu zmieniających się oczekiwań społecznych, kolejne rządy Kaczyńskiego poszły w populizm czy też polski socjalizm, zależy jak czytać.

I teraz mamy w Mielcu prezydenta, który – w moim odczuciu – nie ma żadnej wizji dalszego rozwoju miasta i tylko administruje masą otrzymaną w spadku po poprzedniku, a jedyne zauważone przeze mnie jego aktywności to walka z promieniowaniem elektromagnetycznym, zaskarżenie uchwały Rady Miasta o nieudzieleniu mu wotum zaufania, tudzież wycofanie się z propagowania szczepień na covid, w czym upodobnił się do PiSu. No i utrata większości w Radzie, poprzez utratę swoich własnych radnych.

To oczywiście nie przesądza, że Mielec nagle zacznie pikować w rozwoju w dół. Procesy gospodarcze są na lata, nic się nie dzieje z dnia na dzień. Wiemy jednak, że potencjał, jaki dawała miastu specjalna strefa, już nie wzrasta, choć jeszcze stabilnie trwa, ale co będzie dalej?

To dalej to także polityka rządu. Potrzeba pieniędzy dla swojego, głównie wiejskiego i emeryckiego elektoratu, spowoduje,, że skądś je trzeba będzie wziąć. Samorządy będą ofiarą tej polityki. Akurat mielecki samorząd nie jest pisowski, więc z pieniędzmi może być gorzej niż gdzie indziej. Choćby w Stalowej Woli, która wydaje kasę na prawo i lewo.

Bo do tego dochodzi jeszcze problem – pozostając przy terminologii mielecko lotniczej – czy obecny rząd także nadal będzie „rozwijał skrzydła” Czy niebawem przejdzie w lot nurkowy do ziemi. I to nie po nową zdobycz, wbrew pozorom.

Bo rozkręcona spirala inflacyjna ma szansę na dalszą ekspansję, której nie będzie już można zatrzymać, co przyznają nawet tacy ekonomiści neutralnie nastawieni do rządu jak prof. Bugaj. Do tego skonfliktowanie już z całą prawie Unią i USA, w czasie gdy Białoruś nam wydała wojnę. Wstyd poprosić o pomoc, bo Unia też czegoś od nas chce. Można by wpuścić imigrantów, bo i tak chcą do Niemiec, ale co powie pisowski elektorat, tak bardzo przerażony pisowską wersją „dzikich hord”, a poza tym Niemcy mogą nam tych ludzi odesłać i to dopiero będzie problem.

Wbrew wielu analitykom twierdzącym, że PiS jest odporny wyborczo na wszelkie wpadki, ja wcale tak nie myślę i zakładam, że może nastąpić zbieg okoliczności, który zabierze PiS władze. Czy to będzie lepiej, nie wiem, patrząc na jakość opozycji. Ale pewnie inaczej. Zrobią znowu swój Sąd Najwyższy i swój Trybunał, co Unia oczywiście klepnie, i wszystko zacznie się od nowa. Cały młyn.

I gdzie my będziemy ze swoim Mielcem, nie posiadającym wizji co dalej, ze swoją walką z 5G, i swoją zapełnioną strefą, z której i kolejny rząd będzie chciał wyciągnąć jak najwięcej.

Bo dla zapewnienia spokoju elektoratu trzeba będzie wziąć skądś pieniądze.

Bo – niezależnie od powyższych narzekań -  czy nie macie jednak Państwo wrażenia, że w ostatnich kilkunastu miesiącach Mielec zamarł w jakimś polityczno – kulturalno -  społecznym bezruchu? I od razu powiem, bo trzeba, że nie łączę tego z pandemią, która może być usprawiedliwieniem wszystkiego i która rzeczywiście spowolniła pewne procesy społeczne.

Oczywiście odbywają się jakieś spotkania polityczno towarzyskie, jakieś promocje, na których promują się głównie wciąż ci sami działacze społeczni, jakieś posiedzenia rad, takich czy innych, z których niewiele wynika, jakieś zmiany przynależności partyjnej, próby kaperowania do nowych tworów politycznych, itd., itp.

Ale czy widzieliście Państwo kogoś z wizją? Kogoś, kto nie tylko pyskuje na konkurenta politycznego, ale mówi coś konstruktywnego? Kogoś, komu by można zaufać i wybrać, czy do Sejmu, czy do rządzenia miastem?

Przyznam, że ja nie widzę nikogo takiego.

Czy jeszcze szybujemy wysoko, czy już powoli kończą się prądy wstępujące i zaczniemy zniżanie, by wreszcie zacząć pikować?

PS. Nie znam się na piłce nożnej, ale zadziwia mnie – z tego co czasem słyszę - fenomen Stali Mielec. Ona dostała skrzydeł/ Oby utrzymała wznoszenie i oby to był dobry prognostyk dla miasta

 

 

 

niedziela, 7 listopada 2021

Covidowi Wszyscy Święci

 

Zdjęcie moje z mieleckiego cmentarza komunalnego

1 listopada, jak kraj długi i szeroki, wypełniają się cmentarze, a na nich tłumy ludzi, którzy przyszli lub przyjechali z dalekich stron, by uczcić pamięć swoich zmarłych bliskich.

W polskiej tradycji to święto równie ważne lub nawet ważniejsze jak Boże Ciało, przynajmniej jeśli chodzi o frekwencję i pamięć o nim, bo jednoczy zarówno wierzących jak i ludzi niewierzących.

Pamięć to pamięć. A każdy jest człowiekiem i w pamiętaniu bliskich wiara go nie wyróżnia.

 Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że to święto dla Polaków jest trzecie w hierarchii ważności po Wielkiej Nocy i Bożym Narodzeniu.

 Polacy mają także inną ważna cechę: intensywną i wciąż podgrzewaną pamięć o przodkach, którzy oddali życie w sprawie ważniejszej niż samo umieranie. Czcimy ich, budujemy pomniki, piszemy, świętujemy wreszcie rocznice z nimi związane.

 W ubiegłym roku zmarło z powodu epidemii covid sto kilkadziesiąt tysięcy osób. Rząd robił wszystko by tych ludzi uratować, a przynajmniej zmniejszyć ilość ofiar pandemii.

 Gdy porównamy liczbę zmarłych z powodu covida – a ten rok dołoży jeszcze kolejne dziesiątki tysięcy ofiar – choćby z liczbą 20 tysięcy pomordowanych lub zabitych żołnierzy wyklętych, i gdy skonstatujemy, że w tym dniu świątecznym nawet o nich przez moment nie wspomniano w żadnym medium ani w żadnej politycznej dyskusji, to  jasnym się staje, że nie cenimy ich śmierci, która niczemu nie służyła.

I niczemu i nikomu nie służąc do czegokolwiek, na dodatek nikogo niczego nie nauczyła, o czy, świadczy ilość szczepionych, głupie wypowiedzi premiera, ze żadnych ograniczeń się nie wprowadzi bo nie życzy sobie tego część społeczeństwa (głównie popierająca PiS).

 Te 130 tysięcy nadmiarowych śmierci okazało się zupełnie bezsensowne. No chyba żeby brać pod uwagę obniżenie wieku dożycia i wyższe emerytury dla przechodzących na nie w obecnym roku.

Ja wiem, że indywidualnie ludzi te śmierci swoich bliskich w dniu 1 listopada bardzo rozpamiętywali. Ja także pamiętałem o moich 6 znajomych leżących na mieleckim cmentarzu. Jednak nie było nawet krzyny zbiorowej refleksji o tak masowej daninie życia.

Ani w kościele (nie byłem na cmentarnym nabożeństwie), ani w TV, ani w Internecie czy jakiś formach organów prasowych.

Po prosu nie było tematu. Ja wiem, że dla rządzących to temat niewygodny, bo w jakiejś mierze odpowiadają za te śmierci, a na pewno będą bardziej odpowiadać za śmierci obecne, ale także dla opozycji ci covidowi zmarli są albo zupełnie obojętni, albo wręcz jej ciążą.

Dlaczego tak jest? Kult umarłego bohaterstwa wszystkiego nie tłumaczy.  Czy zaczailiśmy się ze swoim strachem, bo nie wiemy, jak będzie w czwartej fali i kolejnych i jak wielu z nas jeszcze odejdzie i nie śmiemy nawet zaproponować zbiorowego upamiętnienia ofiar?

 Sejm ustanowił niedawno kolejny dzień wolny od pracy w rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego, w którym zginęło 2261 osób, doceniając ważność tego powstania, jedynego wygranego (w bitwie o lotnisko w Ławicy  (1919) zdobyto największy łup wojenny w tysiącletniej historii polskiego oręża, sprzęt lotniczy o wartości 160–200 milionów marek, w tym ponad 300 samolotów), a o zbiorowej hekatombie covidowej nawet nie wspominamy.

Pewnie czekamy na finał. Niepewni zaszczepieni, na ile szczepionka ich ochroni, coraz bardziej zaniepokojeni antyszczepionkowcy, czy rzeczywiście ich wybór był właściwy. Wszak może wiedzą, że znany mielczanin, Jacek Polak zmarł na covid w tydzień po spotkaniu grupy antyszczepionkowców, która ponoć założył.

Może wtedy, jak wygramy z pandemią, jak będziemy wiedzieli, czy rację mieli zaszczepieni, czy ich adwersarze, jak śmierci będą rzadkie, wtedy przyjdzie czas na uczczenie tych co odeszli.

 

Czy już na kolejne Święto Zmarłych?

 

 

Czy Pan Prezydent Swół, (obecnie jeszcze) prezes „od śmieci”, zezwoli na budowę spalarni śmieci w Mielcu?

  Zdjęcie ze strony Euro Eko Sp. z o.o. Niekończąca się opowieść o nieszkodliwym spalaniu zwożonych z „połowy Polski” śmieci w środku Mie...