niedziela, 6 października 2024

Przekroczyli Barierę Dźwięków

 


Pamiętam, jak na początku lat siedemdziesiątych, jako młody student, który bardzo chciał być kulturalnym młodym człowiekiem, bo pochodził z robotniczej rodziny, szedłem obok wystawy księgarni, jedynej na Osiedlu, mieszczącej się w bloku, w którym mieszkałem.

Księgarnia ta, oprócz książek, sprzedawała także płyty winylowe, które od czasu do czasu kupowałem, gdy mi się spinał studencki budżet.

 

I tego dnia zobaczyłem na wystawie grubaśny album z dziewięcioma symfoniami Beethovena i uwerturą Coriolan na dodatek. I jakoś tak z niczego, niewiele się zastanawiając,  postanowiłem ten album kupić. Kosztował chyba 120 lub 180 złotych, co było dla mnie dużym wydatkiem, ale gdy przeliczyć na jedną płytę, wychodziło bardzo tanio.

Nie zdawałem sobie w momencie zakupu sprawy, że odtwarzania tej muzyki na adapterze Bambino będzie jej lekką profanacją.

 

Potem po wielokroć przesłuchałem wszystkie kupione symfonie, dokupiłem płyty z sonatami Beethovena, słuchałem innych jego utworów  i na końcu nie zostałem wielkim fanem Wiedeńczyka, chociaż pozostały we mnie na zawsze V i IX symfonia i piękne sonaty fortepianowe. Nigdy też, chociaż studiując na Śląsku, byłem na wielu koncertach muzyki poważnej, czy to z Pendereckim, czy to Witem i Kilarem, a chyba także Góreckim, to nigdy nie wysłuchałem na żywo moich ulubionych symfonii Beethovenowskich.

 

Do dużych miast na koncerty nie jeździłem, i chociaż oglądałem i słuchałem przyjeżdżających z „wielkiego świata” muzyków, to jakoś z trudem przebijała się do mojej świadomości napisana przez Stanisława Jachowicza z Dzikowa, czyli prawie rodaka, ta podstawowa dla Polaka prawda: cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

A przecież od wielu lat, a w ostatnich kilku szczególnie, nietrudno było zauważyć (gdy się chciało patrzeć i słuchać), że dużo się wokół nas, mielczan, muzycznie zmienia, że wielość dobrej muzyki poważnej wykonywanej przez mielczan i mieleckie zespoły grające taką muzykę, przekroczyła już jakiś próg w wielkiej bramie wiodącej do wielkiego muzycznego świata.

 

A jednak mimo tego wszystkiego potrzebny mi był jakiś muzyczny kop, jakiś muzyczny wstrząs, by sobie uświadomić, że razem z mieleckimi muzykami jesteśmy już w innej muzycznej rzeczywistości.

 

I on przyszedł. W niedzielę 6 października.

 

V Symfonia Ludwika van Beethovena jest utworem równie znanym co trudnym. I dla wykonawców i dla słuchaczy.

Nie zmienia tego faktu dość powszechna znajomość czterech pierwszych taktów dzieła, często wykorzystywanych muzycznie nawet w telefonach komórkowych, ani to, że jest jednym z najczęściej wykonywanych na świecie dzieł muzyki poważnej.

 

Bo żeby dobrze zagrać V Symfonię potrzebna jest wizja dzieła (przecież wykonywanego już tysiące razy przez innych), wizja wnosząca do wykonania jakieś nowe elementy i doskonałe panowanie dyrygenta nad zespołem muzyków.

No i muzycy, tych chyba 40 osób, muszą być doskonałymi profesjonalistami. Tu nie ma miejsca dla „chcących” amatorów.

 

I moim zdaniem tak było na koncercie Mieleckiej Orkiestry Symfonicznej  pod dyrekcją Pana Piotra Wyzgi.

Początek symfonii uderzył w wyobraźnię słuchaczy swoimi czterema taktami na tyle mocno i sugestywnie, że od razy wiedziałem, że to będzie wielki koncert.

Ponoć dyrygenci sprzeczają się, jak należy grać te słynne cztery takty. Nie znam teorii muzyki, ale jestem przekonany, że Maestro Wyzga znalazł doskonały i przekonywujący sposób sugestywnego wyrażenia tej muzycznej metafory działania ludzkiego Losu.

 

Los zapukał w drzwi naszego życia. I mojego także. Kto i jak mu odpowie, to już zależy od każdego z nas. V Symfonia doczekała się licznych, romantycznych tłumaczeń, interpretacji poetyckich, czynionych przez wielkich twórców. Możemy i my dołączyć do tego grona.

 

Dalej było równie pięknie, romantycznie, ciekawie muzycznie. Siedziałem przez cała godzinę z zamkniętymi oczami, mimo że i z jednej i z drugiej strony miałem piękne i interesujące kobiety. Ale tym razem muzyka zwyciężyła, za co obie panie przepraszam.

 

Po drugiej i trzeciej romantycznej części zaatakował nas swoim allegro wspaniały, tryumfalny  finał, który sprawił, że otwarłem szeroko oczy, a za chwilę, wraz ze wszystkimi, włączyłem się w burzliwy aplauz dla Dyrygenta i muzyków.

 

Jak powiedział Pan Piotr Wyzga, wykonanie V Symfonii (dodam, że wspaniałe) było dla całej orkiestry, jak przekroczenie bariery dźwięku dla samolotu nad mieleckim lotniskiem.

Bo z barierą dźwięku jest tak, że wcześniej nic się nie dzieje, natomiast po przełamaniu tej bariery powstaje grom dźwiękowy. I wszyscy ten grom słyszą. I niech tak będzie i trwa.

 

Ja ze swej strony powiem, że nasza Mielecka Orkiestra Symfoniczna pokonała Barierę Dźwięków, że przeszła przez Bramę Dźwięków do wielkiego muzycznego świata, za którą to Bramą już będzie tylko pasmo sukcesów i uznania mielczan. I nie tylko mielczan, czego z całego serca wszystkim członkom orkiestry życzę.

  

 

 

Ps1. Gdy Pan Piotr Wyzga przed koncertem  dziękował sponsorom i wymieniał płynnie z pamięci ponad dwadzieścia firm wraz z nazwiskami, pomyślałem sobie: ma facet pamięć.

Gdy potem dyrygował tym trudnym utworem bez partytury, z pamięci, wiedziałem, że to nie jest szpan, jak u wielu dyrygentów, ale że on po prostu naprawdę nie potrzebuje partytury, bo wszystkie nutki doskonale pamięta.

 

Ps2. Już będę na każdym koncercie Orkiestry. I wszystkich do tego zachęcam

 

 

 

poniedziałek, 9 września 2024

Mielec bez ciepła w kaloryferach i ciepłej wody?

 

Zdjęcie ze strony TK Tech, firmy która oferuje mielczanom montaż pomp ciepła. Może się przyda taka wiedza..

To nie będzie typowy felieton. To będzie głównie ciąg pytań do Pana Prezydenta Swóła, dotyczących sprawy dla Mielca absolutnie kluczowej, mogącej zagrozić normalnej egzystencji miasta.

Zdecydowałem się na pytania, bo nawet jak coś wiem o elementach tej krytycznej sprawy, to moja wiedza wynika ze śledzenia artykułów na różnorakich portalach czy wypowiedzi bądź to aktorów dramatu, bądź ich rzeczników (niekoniecznie oficjalnych), które więcej ukrywają niż wyjaśniają.

 

Na początek jednak kilka faktów

1.     Elektrociepłownia Mielec Sp. z o.o. jest obecnie własnością wielkiej, niemieckiej – choć działającej w 30 krajach i 1000 lokalizacjach - firmy przetwarzającej odpady, czyli śmieci, Remondis ( w Polsce Remondis Polska).

2.     EC Mielec, czyli Remondis, chce zbudować w Mielcu wielką spalarnię odpadów, czyli śmieci. Planowana wartość inwestycji to 940 820 850 zł. EC Mielec złożyła wniosek do NFOŚiGW o dofinansowanie w wysokości 100 mln złotych. Spalarnia ma spalać rocznie 109 920 ton odpadów, chociaż z podanych możliwości przerobu 16,5 ton na godzinę wynika, że rocznie mogłaby spalać 136 950 ton.

3.     Unia Europejska wprowadza obowiązek dekarbonizacji wytwarzania ciepła, co oznacza, że kotły węglowe w elektrociepłowniach muszą być zastąpione innymi, ekologicznymi.

4.     Jak podano kilka miesięcy temu, kierownictwo EC Mielec rozważa możliwości zastąpienia węgla innym paliwem.

5.     Niezależnie od tych rozważań, kierownictwo EC Mielec złożyło powyżej opisany wniosek na budowę spalarni śmieci, co moim zdaniem oznacza, że rozważania jeśli się nie skończyły, to przynajmniej są zawieszone na czas do decyzji NFOŚiGW

 

No i tu się zaczynają pytania, na które nie znam odpowiedzi, a które zadać należy panu Prezydentowi w interesie tak wszystkich mielczan jak i pana Prezydenta.

1.     Czy jest prawdą, że jeśli EC Mielec nie zbuduje spalarni odpadów, to za kilka lat będzie wyłączona dostawa  ciepła dla mieszkańców Mielca? (Przeglądając strony firmowe Remondis nie zauważyłem, by do tej pory firma zajmowała się dostawami ciepła i produkcją energii elektrycznej. Można by z tego wysnuć wniosek, że firma kupiła elektrociepłownie jedynie z myślą, że wybuduje w nich spalarnie odpadów, realizując w nich swoją działalność podstawową. A co będzie, gdy to się w Mielcu nie uda? Czy firma nie zechce pozbyć się biznesu ciepłowniczego, stawiając Mielec w bardzo trudnej sytuacji.)

2.     Czy jest prawdą, że obecnie jedyną odpowiedzią EC Mielec na wymóg dekarbonizacji jest budowa spalarni śmieci, co leży zapewne w żywotnym interesie firmy Remondis, a niekoniecznie miasta Mielec?

3.     Czy bierze się pod uwagę zapowiedź UE, że spalanie śmieci nie ma być uznane za ekologiczne paliwo i obciążone będzie wymogiem zakupu praw do emisji, co podniesie koszt wytwarzanej ze spalania śmieci ciepła.

4.     Czy Panu prezydentowi znany jest fakt, że inne elektrociepłownie w Polsce, np. EC Siekierki i Żerań w Warszawie, EC w Katowicach, EC w Kielcach, a także najbliższe Mielcowi miasto Rzeszów, stawiają na gaz ziemny do wytwarzania ciepła dla mieszkańców? Szczególnie ciekawy jest przypadek Rzeszowa, gdzie prezydent miasta podpisał w tej sprawie list intencyjny ze spółkami z Grupy PGE, które mają pomóc Rzeszowowi w dekarbonizacji produkcji ciepła. W grę wchodzi gaz ziemny, ale i np. pompa ciepła na oczyszczalni odpadów

5.     Jeśli wszyscy w Polsce stawiają na ciepło z gazu ziemnego, to dlaczego w Mielcu tego zrobić nie można? A może firma nie ma interesu? Wszak być może (zgodnie ze swoją działalnością podstawową) nie jest od produkcji ciepła dla mielczan, lecz od przetwarzania śmieci.

6.     Miasto Mielec ma (chyba) 13,5 % udziałów w spółce. Przy tak ogromnej inwestycji zapewne będzie podwyższenie kapitału zakładowego spółki. Czy miasto stać na to, by wyłożyć może kilkadziesiąt milionów złotych, by w zamian nie mieć nadal niczego do powiedzenia, gdy chodzi o politykę spółki, w tym ceny ciepła dla mielczan, ciepła z tak gigantycznie drogiej instalacji?

7.     Czy nie czas najwyższy ruszyć głową (być może miasto już prowadzi takie rozważania, ale nic o tym nie wiem) i rozważyć budowę swojego, miejskiego, gazowego źródła ciepła do Mielca?  Z tego co wiem, instalacje do przesyłu są własnością miasta, nie EC Mielec.

8.     Czy nie czas najwyższy naprawić błędy poprzedników, którzy nie spowodowali, by dostawy ciepła dla miasta nie zależały od prywatnych podmiotów gospodarczych, w których miasto nie ma nic go gadania?

9.     Zapewnie trudno będzie dziś rozmawiać prezydentowi Mielca, będącego członkiem PiS z prezesami z PGE. Może więc należy zakopać topory wojenne i poprosić o pomoc mieleckie posłanki? A może i rozmawiać z ARP, bo jak sprawy potoczą się zupełnie źle i może pojawi się problem ciepła dla firm strefowych? Tak PGE jak i ARP są w pierwszym podejściu poza zasięgiem mieleckiej władzy, ale trzeba próbować.

 

Nawet ja, ze swoimi maleńkimi możliwościami, także wesprę takie działania Prezydenta (nawet jak Prezydent nie darzy mnie sympatią). Moje dotychczasowe próby zainteresowania tematem innych ważnych ludzi Mielca spaliły na panewce. Kto by chciał angażować się w tak trudną sprawę, w której można przegrać reputację?

 

Nie pozwólmy komuś na działanie wobec nas z pozycji siły.

Sami przejmijmy inicjatywę.

Bo ta sprawa spowoduje, że albo obecna władza miasta zapisze się w dziale chwalebnej historii Mielca, albo wszyscy będą na niej wieszać psy.

 

 

niedziela, 8 września 2024

Czy „przyłożony już jest pistolet” do głowy prezydenta Mielca?

 


 

Właściwie należałoby powiedzieć „do głowy Mielca”, ale skoro symboliczną głową Mielca jest Pan Prezydent, stąd taki a nie inny tytuł właśnie.

 

To nie będzie typowy felieton. To będzie głównie ciąg pytań do Pana Prezydenta Swóła, dotyczących sprawy dla Mielca absolutnie kluczowej, mogącej zagrozić normalnej egzystencji miasta.

Zdecydowałem się na pytania, bo nawet jak coś wiem o elementach tej krytycznej sprawy, to moja wiedza wynika ze śledzenia artykułów na różnorakich portalach czy wypowiedzi bądź to aktorów dramatu, bądź ich rzeczników (niekoniecznie oficjalnych), które więcej ukrywają niż wyjaśniają.

 

Na początek jednak kilka faktów

1.     Elektrociepłownia Mielec Sp. z o.o. jest obecnie własnością wielkiej, niemieckiej – choć działającej w 30 krajach i 1000 lokalizacjach - firmy przetwarzającej odpady, czyli śmieci, Remondis ( w Polsce Remondis Polska).

2.     EC Mielec, czyli Remondis, chce zbudować w Mielcu wielką spalarnię odpadów, czyli śmieci. Planowana wartość inwestycji to 940 820 850 zł. EC Mielec złożyła wniosek do NFOŚiGW o dofinansowanie w wysokości 100 mln złotych. Spalarnia ma spalać rocznie 109 920 ton odpadów, chociaż z podanych możliwości przerobu 16,5 ton na godzinę wynika, że rocznie mogłaby spalać 136 950 ton.

3.     Unia Europejska wprowadza obowiązek dekarbonizacji wytwarzania ciepła, co oznacza, że kotły węglowe w elektrociepłowniach muszą być zastąpione innymi, ekologicznymi.

4.     Jak podano kilka miesięcy temu, kierownictwo EC Mielec rozważa możliwości zastąpienia węgla innym paliwem.

5.     Niezależnie od tych rozważań, kierownictwo EC Mielec złożyło powyżej opisany wniosek na budowę spalarni śmieci, co moim zdaniem oznacza, że rozważania jeśli się nie skończyły, to przynajmniej są zawieszone na czas do decyzji NFOŚiGW

 

No i tu się zaczynają pytania, na które nie znam odpowiedzi, a które zadać należy panu Prezydentowi w interesie tak wszystkich mielczan jak i pana Prezydenta.

1.     Czy jest prawdą, że jeśli EC Mielec nie zbuduje spalarni odpadów, to za kilka lat będzie wyłączona dostawa  ciepła dla mieszkańców Mielca? (Przeglądając strony firmowe Remondis nie zauważyłem, by do tej pory firma zajmowała się dostawami ciepła i produkcją energii elektrycznej. Można by z tego wysnuć wniosek, że firma kupiła elektrociepłownie jedynie z myślą, że wybuduje w nich spalarnie odpadów, realizując w nich swoją działalność podstawową. A co będzie, gdy to się w Mielcu nie uda? Czy firma nie zechce pozbyć się biznesu ciepłowniczego, stawiając Mielec w bardzo trudnej sytuacji.)

2.     Czy jest prawdą, że obecnie jedyną odpowiedzią EC Mielec na wymóg dekarbonizacji jest budowa spalarni śmieci, co leży zapewne w żywotnym interesie firmy Remondis, a niekoniecznie miasta Mielec?

3.     Czy bierze się pod uwagę zapowiedź UE, że spalanie śmieci nie ma być uznane za ekologiczne paliwo i obciążone będzie wymogiem zakupu praw do emisji, co podniesie koszt wytwarzanej ze spalania śmieci ciepła.

4.     Czy Panu prezydentowi znany jest fakt, że inne elektrociepłownie w Polsce, np. EC Siekierki i Żerań w Warszawie, EC w Katowicach, EC w Kielcach, a także najbliższe Mielcowi miasto Rzeszów, stawiają na gaz ziemny do wytwarzania ciepła dla mieszkańców? Szczególnie ciekawy jest przypadek Rzeszowa, gdzie prezydent miasta podpisał w tej sprawie list intencyjny ze spółkami z Grupy PGE, które mają pomóc Rzeszowowi w dekarbonizacji produkcji ciepła. W grę wchodzi gaz ziemny, ale i np. pompa ciepła na oczyszczalni odpadów

5.     Jeśli wszyscy w Polsce stawiają na ciepło z gazu ziemnego, to dlaczego w Mielcu tego zrobić nie można? A może firma nie ma interesu? Wszak być może (zgodnie ze swoją działalnością podstawową) nie jest od produkcji ciepła dla mielczan, lecz od przetwarzania śmieci.

6.     Miasto Mielec ma (chyba) 13,5 % udziałów w spółce. Przy tak ogromnej inwestycji zapewne będzie podwyższenie kapitału zakładowego spółki. Czy miasto stać na to, by wyłożyć może kilkadziesiąt milionów złotych, by w zamian nie mieć nadal niczego do powiedzenia, gdy chodzi o politykę spółki, w tym ceny ciepła dla mielczan, ciepła z tak gigantycznie drogiej instalacji?

7.     Czy nie czas najwyższy ruszyć głową (być może miasto już prowadzi takie rozważania, ale nic o tym nie wiem) i rozważyć budowę swojego, miejskiego, gazowego źródła ciepła do Mielca?  Z tego co wiem, instalacje do przesyłu są własnością miasta, nie EC Mielec.

8.     Czy nie czas najwyższy naprawić błędy poprzedników, którzy nie spowodowali, by dostawy ciepła dla miasta nie zależały od prywatnych podmiotów gospodarczych, w których miasto nie ma nic go gadania?

9.     Zapewnie trudno będzie dziś rozmawiać prezydentowi Mielca, będącego członkiem PiS z prezesami z PGE. Może więc należy zakopać topory wojenne i poprosić o pomoc mieleckie posłanki? A może i rozmawiać z ARP, bo jak sprawy potoczą się zupełnie źle i może pojawi się problem ciepła dla firm strefowych? Tak PGE jak i ARP są w pierwszym podejściu poza zasięgiem mieleckiej władzy, ale trzeba próbować.

 

Nawet ja, ze swoimi maleńkimi możliwościami, także wesprę takie działania Prezydenta (nawet jak Prezydent nie darzy mnie sympatią). Moje dotychczasowe próby zainteresowania tematem innych ważnych ludzi Mielca spaliły na panewce. Kto by chciał angażować się w tak trudną sprawę, w której można przegrać reputację?

 

Nie pozwólmy komuś na działanie wobec nas z pozycji siły.

Sami przejmijmy inicjatywę.

Bo ta sprawa spowoduje, że albo obecna władza miasta zapisze się w dziale chwalebnej historii Mielca, albo wszyscy będą na niej wieszać psy.

 

 

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

My, pierwsza brygada…

 

Po wielokroć, na swoim blogu „Kij w mrowisku”, zamieszczałem felietony poruszające różne,  kontrowersyjne często tematy. Robię to, i będę robił, bo w mojej ocenie wymaga tego dobro społeczne mielczan, nasz wspólny interes.

To, że ludzie nie lubią prawdy o sobie, jest prawdą znaną od tysiącleci. "A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz?"

Pewnie i ja jestem tak jak inni ludzie, bo czemu miałbym być inny.

Może różni mnie od niektórych tylko to, że swoje prawdy potrafię mówić z tzw. „podniesioną przyłbicą”, co w dzisiejszym język oznacza mówienie i pisanie pod nazwiskiem, bez ukrywania się za zasłoną Internetu.

 Mówienie pod własnym nazwiskiem wymusza odpowiedzialność za słowo. Pisanie zaś pod zasłoną internetowych pseudonimów bardzo często wytryskowi bluzgów na krytykowanego oponenta, który z jakiś powodów się nam nie podoba.

Dlatego cenię ludzi, którzy mają odwagę nie zgadzać się ze mną i otwarcie, by nie powiedzieć, odważnie, krytykować to co piszę.

To co piszę, nie to, kim jestem, co ma także często miejsce.

Piszę felietony od ponad 20 lat. W swoim internetowym pisaniu spotkałem się z wieloma polemistami. Lepszymi i gorszymi, kulturalnymi i chamskimi, anonimami i piszącymi pod nazwiskiem.

Ostatnio otrzymałem takie dwa anonimowe mejle z adresu exact@wp.pl

1.     1. Jak masz dziadku jakieś nieprzepracowane traumy z dzieciństwa lub inne problemy to skorzystaj z pomocy psychologa i/lub psychiatry. To nie wstyd. A wstydem dla ciebie powinno być to co wypisujesz w swoich pseudo felietonach. Jesteś największą mielecką świnią, jątrzącą i próbującą dzielić społeczeństwo. Skoro masz czelność pouczać innych jak mają pisać i myśleć to ja także udzielę ci rady; ogarnij się na te ostatnie lata życia bo inaczej ludzie zapamiętają cię jako gnidę i spluną. Niech cie Bóg błogosławi hipokryto, swoimi wpisami potwierdzasz stereotyp chrześcijanina – fałsz i obłuda w niedziele do kościoła. Kończę z wyrazami pogardy i nadzieją rychłego spotkania, na którym mam nadzieję, że nie okaże się, że jesteś kozakiem w necie a pizdą w świecie!

„Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz” (MAT. 7: 3-5)

2.     2. Ej, Andrzejku, znamy się dobrze, więc cierpliwości, albowiem  „wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (KOH. 3,1

Przeczytałem, napisałem temu komuś, że jest tchórzem, i tak na bazie i tego mejla, i moich wieloletnich doświadczeń z internetowymi krytykami mojego pisania, zadałem sobie pytanie, na które tak na dzisiaj nie mam pewnej odpowiedzi: czy prawicowi, mieleccy internauci nie mają odwagi do merytorycznej dyskusji, sygnowanej swoim nazwiskiem, dyskusji pozbawionej inwektyw pod adresem felietonisty, dyskusji wnoszącej coś do naszego wspólnego rozeznania rzeczywistości? Czy w Mielcu nie ma osoby o prawicowych poglądach, która potrafiłaby odpowiedzieć na felieton swoim felietonem, krytykującym tezy przeze mnie stawiane? A jednocześnie umiejące skupić się na temacie, a nie na felietoniście? Naprawdę nie ma nikogo?

I zamiast tego pojawić się może tylko taka tchórzliwa kreatura, jak ta z adresu exact@wp.pl, grożąca mi nie wiem czym: pobiciem?

Naprawdę, prawicowi mielczanie, nie stać was na merytoryczną dyskusję? Nie ma nikogo, kto by zechciał pod nazwiskiem podyskutować?

Wy, którzy mienicie się być spadkobiercami naszych odważnych przodków, wyklętych, powstańców, obrońców granic etc, nie macie odwagi na merytoryczną dyskusję z podniesioną przyłbicą?

 

PS. Nie bronię tu oszczerców internetowych z lewej strony sceny politycznej,  gardzę nimi podobnie mocno jak tymi z prawej strony.

 


czwartek, 22 sierpnia 2024

„Patriotyczna” prośba do Redaktora Cynkiera (a pewnie i innych redaktorów mieleckich mediów)

 

 Zdjęcie ruin Warszawy

Szanowny Panie Redaktorze (i ew. panowie i panie redaktorzy mieleckich mediów)

Na Portalu Hej.mielec, którym Pan dowodzi, pojawił się artykuł, właściwie informacja, zatytułowany: „Szykują ognisko partyzanckie – w niedzielę pod Mielcem”.

I dobrze, że szykują. Ktoś skorzysta, ktoś się douczy, doszkoli, zje kiełbaski, ba, nawet przez chwilę poczuje się partyzantem Akcji Burza, jeśli takie zabawy coś dla niego znaczą i je lubi. Mnie nic do tego.

Chciałem tu poruszyć temat poważniejszy, jakoś zaniedbany, niezauważony może przez część mediów. Ale może celowo niezauważony.

Artykuł zaczyna się takim zdaniem: Mieleckie środowiska patriotyczne zapraszają na ognisko partyzanckie z okazji 80. rocznicy Powstania Warszawskiego oraz akcji „Burza” na ziemi mieleckiej

Szanowny Panie Redaktorze. Każdy ma prawo nazywać samego siebie, czy organizację, którą reprezentuje, jak uważa. Może np. pisać i mówić o sobie, że reprezentuje najlepszą część Narodu Polskiego, że takiego patrioty jak on nie znajdzie się ze świecą, że kocha Polskę, on i jego towarzysze, jak nikt inny etc. etc. To prawo każdego.

Oczywiście jak ktoś powie/napisze o innych (Polakach), że to sprzedawczyki, zdrajcy, patrioci Niemiec czy Rosji, może skończyć w sądzie, chyba że opluwanym będzie ktoś, kto równo oleje bluźniącego „patriotę”.

Tu oczywiście niczego takiego nie ma, ale z takiego zapisu informacji, jaki Pan zastosował, można wysnuć dwa wnioski.

Pierwszy, że jest Pan przekonany, że wymienieni organizatorzy to mieleckie środowiska patriotyczne i tak o nich Pan pisze. Drugi wniosek, jaki można wysnuć z tego zapisu (ale i z całej kilkuletniej retoryki czasów minionych, a ostatniego roku szczególnie) jest taki, że cała reszta  nie identyfikujących się z wymienionymi organizatorami to nie patrioci. Kto? Nie wiem i nie próbuję zgadywać.

I tu moja prośba i do Pana, i innych mieleckich dziennikarzy, którzy piszą , redagują, a chcą zachować bezstronność i nie być uważanymi za tubę tej czy innej partii, stronnictwa, grupy, fundacji.

Moja propozycja jest taka, żeby w takim i podobnych przypadkach stosować zapis tego typu: „Mieleckie środowiska, uważające się za patriotyczne,  zapraszają”…. lub „Mieleckie środowiska, określające się jako patriotyczne,  zapraszają…”

Nie jest zadaniem, a nawet dobrym zwyczajem redaktora ocenianie, czy ktoś jest patriotą czy nie jest. No chyba że identyfikuje się ze „środowiskami patriotycznymi” i jest ich rzecznikiem prasowym.

Każda z połówek podzielonej na pół Polski zawiera w sobie ludzi rozumiejących patriotyzm na różne sposoby,  inaczej, często radykalnie inaczej niż adwersarze z przeciwnej połowy naszej Ojczyzny.

Tak jest i tak pozostanie. I kwalifikowanie kogoś na patriotę lub antypatriotę, jak to się dzieje obecnie w polityce, jest katastrofalne dla naszej, całej, polskiej społeczności.

Wielkiej, choć w tym wypadku żenującej,  polityki nie zmienimy. Próbujmy zmieniać nasze otoczenie.

 

PS. Dałem w czołówce zdjęcie ruin Warszawy. To chyba akurat część Getta po powstaniu żydowskim, ale mamy świadomość, że i duża część stolicy, objęta walkami powstania warszawskiego wyglądała podobnie.

I swój patriotyzm można wyrażać, gloryfikując Powstanie Warszawskie jako takie, w którym umarła Warszawa i zginęło w niej 200 tys. ludzi. Można też swój patriotyzm wyrażać, ostrzegając przed tak szalonymi pomysłami, jak Powstanie Warszawskie, czcząc jednocześnie bohaterstwo powstańców. Czy sławić Akcję Burza, która nakazywała wspólną walkę AK z Armią Sowiecką przeciwko Niemcom i ujawniania się polskich jednostek sowietom.

I nie rozstrzygniemy, kto w swej opinii będzie większym patriotą.

Więc zachowajmy umiar.

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...