czwartek, 10 września 2020

Kotlet Jarosława Kaczyńskiego. O przerabianiu Polaków na wegetarian i socjalistów.

 

Nie wiem, czy Jarosław Kaczyński jest zdeklarowanym wegetarianinem, czy też nie jest.

https://www.planeta.pl/Ciekawostki/wiadomo-co-je-kaczynski-przepis-na-kotlet-prezesa-od-pani-haliny

  Jeśli jest, to mogę starać się zrozumieć go jako człowieka (nie polityka), który pochyla się na losem zwierząt innych niż jego własny kot i robi wszystko, by jak najwięcej zwierząt plątających się po świecie, to były zwierzęta do przytulania i głaskania.

 Jeśli natomiast wegetarianinem nie jest, to należy stwierdzić z pełną mocą, że jest hipokrytą.

Bo czymże różni się zabijanie norki na futro od zabijania jednak większej od niej krowy czy świni na kotlet dla Pana Prezesa?

Niczym

 A pan Kaczyński, jako naczelnik czy może nawet namiestnik Państwa, właśnie wydał polecenie, by zwierzęta na futra, w których i tak nie chodzi, oszczędzić, a zwierzęta na kotlety, które pewnie spożywa, dalej rżnąć.

 I nie jest tu nieważne, że pracę straci kilka tysięcy ludzi, a do kasy państwa nie wpłyną miliony z podatków. Ideologia jest ważniejsza. Jak dużo innych spraw w państwie PiS.

 Jak rozumiem – co zawsze podkreślałem - ludzi homoseksualnych, jak rozumiem wegetarian i wegan, jak nie mam niczego przeciwko ich przypadłościom czy decyzjom, o ile są ich osobistymi wyborami, z którymi zostają w domowym zaciszu, tak protestuję przeciwko odbieraniu mi możliwości wyboru tego, co będę jadł..

 Że nie jem norek? Ano nie jem.

Ale proces blokowania hodowli norek, blokowania uboju rytualnego, jest takim samym stopniowym procesem rewolucji obyczajowej Polaków (czy szerzej Europejczyko – Amerykanów), jakim jest ideologia LGBT.

 Zaczynamy od małego, od niezbywalnego  prawa, ba, maleńkiego prawka, a potem stopniowo eskalujemy żądania.

 Już wielu zielonych szaleńców wpisuje się w trend poglądów, że człowiek zabija Ziemię, że gdyby nie tyle ludzi, Ziemi by się ulżyło. I że zwierzę tak jak człowiek, ma być podmiotem prawa.

I tak może być i teraz. Zaczniemy od zakazu zabijania norek, a skończymy na zakazie hodowli czegokolwiek. W imię ochrony Ziemi i obrony niezbywalnych praw zwierząt.

No, może prócz kotów domowych. Którym zrobimy specjalne cmentarze i będziemy je chować w asyście honorowej, gdy będzie to kot naczelnika. A czy miliardy zarzynanych mechanicznie brojlerów, też tuczonych na mięso w okropnych warunkach to są gorsze w swoich prawach od dziesiątków tysięcy norek?

 Jak pisze bardzo miła mielczanka, pani Daria Rogowska w felietonie na hej.mielec  „Czas skończyć z trójkami” (czyli jedzeniem jaj oznaczonych cyfrą 3), „Dla konsumentów coraz ważniejszą kwestią staje się dobro zwierząt. Dzięki działaniom organizacji prozwierzęcych rośnie liczba miejsc- restauracji, hoteli, sklepów, a nawet producentów jak, którzy rezygnują z jajek pochodzących w chowu klatkowego. Zmiany w świadomości znajdują potwierdzenie też w aktach prawnych, w wielu krajach. Chów klatkowy niesie za sobą ogromne cierpienie kur niosek”.

 No więc po norkach pójdą nioski z klatek. Gdzie pójdą? A no do zamkniętego kurnika, gdzie będą jeść tak samo skażoną chemią i pestycydami paszę jak w klatce. Ale będą (bardziej) wolne. A jak tej wolności niektórym  ludziom będzie za miało, bo będzie, wszak każda kura ma swoje prawa (kury), to pójdą na podwórko. A że podwórek nie jest za wiele i trawy na nich także, to albo będzie mniej jajek, jak to było po wojnie, albo też się je będzie karmiło czymkolwiek.

Ale że kury żyjące w otwartej przestrzeni są bardziej narażone na choroby, np. ptasią grypę, to już ekologom nie przeszkadza. 

Jak i to, że jaja z tzw. wolnego wybiegu mają najczęściej znacznie więcej metali ciężkich, dioksyn lub mikotoksyn przedostających się do jaja ze skażonego środowiska.

 Jak już kiedyś Sz.p. Darii tłumaczyłem, rewolucja przemysłowa czyli nawozy, pestycydy, genetyka, zamknięte kurniki etc. spowodowała, że (prawie) zniknęły na świecie klęski głodu, tak częste jeszcze 50 lat temu.

Można oczywiście starać się zredukować ilość ludzi, wtedy zwierzętom i Ziemi będzie się żyło lepiej, ale chyba nie tędy droga.

 

Tak Prezes PiS, pan Jarosław Kaczyński, jak i Panie Daria Rogowska są egzemplifikacją socjalistycznego myślenia, które za cel postawiło sobie uszczęśliwianie ludzkości. Poprawianie natury świata. Który wg nich jest zły i wymaga poprawy.

To znaczy na poziomie ludzkim wymaga wyrównania niesprawiedliwości i nierówności, a na poziomie ludzko - zwierzęcym wymaga zrównania w prawach człowieka i zwierzęcia.

 Czy zwierzę może mieć prawo jak nie ma świadomości? A to już nikogo z socjalistów nie interesuje.

 Jezus Chrystus był mądrym człowiekiem. Przy tym był jeszcze Bogiem, ale w tym przypadku pewnie ma to mniejsze znaczenie.

On wiedział, i to głosił ludziom, że nierówności są immanentną cechą ludzkiego stworzenia. Że jedni są bogaci, a drudzy biedni.  Jednio zdrowi a drudzy chorzy. I nawet jak mówił, że trudniej bogatemu dostać się do Królestwa, niż wielbłądowi przejść przez …. to jednocześnie nie nawoływał do unicestwienia bogatych, do tego, by oddali wszystko co mają biednym (chyba że chcą iść za nim), a tym bardziej by im zabierać, co sobie wypracowali czy zdobyli. Nie protestował, jak Kaczyński przeciwko ubojowi rytualnemu. Mówił też, że ktoś może zginąć przypadkowo i bez winy, bo taki jest świat.

I w ogóle Jezus był straszliwym konserwatystą, i nawet jak nawoływał do miłości bliźniego swego, to to jednocześnie cenił pracę, a nie dzielenie nie swoim.

 Socjaliści ulepszają Jezusa, jego nauki. Od 200 lat czynią świat szczęśliwszym. Nie będę liczył trupów, które zostawili na swej drodze (choć oczywiście oni mi zaraz powiedzą, a ile to Kościół spalił czarownic i ile ludzi zginęło w wojnach religijnych, ale te drugie, niepotrzebne nieszczęścia mają się nijak do pierwszych)

Biblia mówi – czyńcie sobie z(Z)iemię poddaną. Po to, by wyżywić rodzinę i całą ludzkość. Młodzi ludzie protestują przeciwko skażeniu środowiska, jego nadmiernej eksploatacji. Jednocześnie „pełną gębą” korzystają z ze zdobyczy dzisiejszej cywilizacji. Żadne nie zrezygnuje ze smartfona, elektrycznej (eko?logicznej) hulajnogi, częstej zmiany ciuchów, wczasów samolotem, etc. ale będzie protestowało, już z panem Kaczyńskim, przeciwko jajkom trójkom i futrom z norek (masowo przecież noszonym w naszym klimacie).

 Wszystko to jest totalnym oszustwem.

Choć może działanie prezesa Kaczyńskiemu mają zjednać PiS - owi mody elektorat, ale to wtedy jego zachowanie byłoby obciążone podwójną hipokryzją.

Na koniec może dodam, że mieszkańcy UE mają w sumie 74 miliony kotów, 64 mln psów. Na świecie na samą karmę dla nich wydaje się 106 mld dolarów (2016 r), gdy tylko zwierząt domowych na amerykańską gospodarkę, według badań zamieszczonych w publikacji „The EconomicImpact of the US Pet Industry”, wynosił w 2015 r. ok. 220 mld dolarów i przyczynił się do wygenerowania ok. 1 miliona miejsc pracy.

 Może psy i koty są po to, by chronić planetę przed ludźmi? Ale już nie na łańcuchach tylko na smyczach.

 

Ps. A jakby ktoś chciał wiedzieć, co jedzą jego psy i koty, zapraszam do poniższego linka.

https://www.wiatrak.nl/20475/z-czego-produkowana-jest-karma-dla-psow-i-kotow

http://biznes.onet.pl/wiadomosci/zywnosc/sklad-karmy-dla-psow-i-kotow-co-zawiera/be061d

 

 

sobota, 29 sierpnia 2020

Czy to koniec głupiej wojny mielecko mieleckiej?

 


 Dzisiaj mój fejsbukowy i rowerowy znajomy napisał mi w komentarzu do felietonu „Niedoszły uścisk dłoni pana radnego Marka Zalotyńskiego” takie słowa: „Pisze Pan o pojednaniu a ja po nadaniu ronda imieniem największego komunisty Mielca, czuję się jakby ktoś dał mi w twarz”

 Odpisałem mu takimi słowy:

Wierzę w Pana odczucia, ale nie jest Pan jedynym mieszkańcem Mielca. Ogromna część mielczan ma zgoła inne odczucia (niż Pan). Poza tym Ryczaj nie był największym komunistą, jak Pan pisze, on był (wówczas) najważniejszym mielczaninem, co wtedy było równoznaczne z członkostwem w PZPR.

 I dalej pisałem:

A jak Pan myśli? Czy pojednanie polega na tym, żeby drugą stronę przekonać czy zmusić do swoich racji, (do uznania) swoich bohaterów, czy (może) żeby zaakceptować, pozwolić na istnienie, rację drugiej strony?

 Przypomniało mi się w tym momencie wystąpienie pana radnego Marka Zalotyńskiego, który prezentując Radzie Miasta Mielca sylwetkę kapitana Bastyra na patrona nowego ronda,  powiedział z absolutnym przekonaniem, głęboką wewnętrzną pewnością swojej racji słowa o mniej więcej takim sensie: Jego postać nie budzi niczyjego sprzeciwu, jego wszyscy zaakceptują, mając na uwadze jego życiorys.

 I mówił to ludzi, którzy akurat mieli w danej chwili i w tej konkretnej sytuacji zupełne inne zdanie. Oni bowiem uważali, że lepszym patronem ronda będzie Tadeusz Ryczaj.

Zapewne w innej sytuacji większość z nas uznała by wielkość zasług kapitana Bastyra. Ja na pewno. Ale czy wszyscy?

 Czy wszyscy Polacy uznają dzisiaj wielkość Piłsudskiego? Niektórzy wolą wywyższać Dmowskiego. Czy wszyscy Polacy uznają wielkość Jana Pawła II? Bardzo wielu ma inne zdanie. Czy toczymy z tego powodu wewnętrzne wojny? Nie

 Na czym polega pojednanie, czego zdawał się nie rozumieć mój szanowny znajomy. Czy rzeczywiście na stłamszeniu drugiej strony, na zakneblowaniu jej, udowodnieniu, ze jedst głupia, skorumpowana, postkomunistyczna i nie ma racji? Na tym polega pojednanie?

Czy mieleckie zwaśnione strony mają satysfakcję w wywlekaniu win ich przeciwników i ciągłym ich rozpamiętywaniu i rozdrapywaniu?

Czy nie czas zrozumieć, ze różni ludzi mają różnych bohaterów, czy też ludzi,, których chcą uszanować, zapamiętać, żeby nie nadużywać słowa bohaterstwo?  Czy tak ciężko to zaakceptować? Czy należy zmusić innych, by czcili tych samych bohaterów, co ja? Bo tylko racja moja jest racją? Bo tylko moja prawda jest prawdziwa? Czas najwyższy z tym skończyć. Zrozumieć myślących inaczej.


 

 Budujemy pomnik Żołnierzy wyklętych. Właśnie postawiono jego pierwszy element. Chcemy uczcić ofiary i bohaterów walk w władzą komunistyczną. To był okrutny czas. Los też okrutnie obszedł się z jego uczestnikami. Zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, wielu skazano na więzienie.

 Niektórzy uważają, że tego nie można zapomnieć i wybaczyć.

W wojnie domowej w Hiszpanii zginęło od 400 tys. do miliona ofiar. Trudno je i dzisiaj policzyć. W tym ponad 300 tys. ludzi zginęło w politycznych egzekucjach. Zamordowano 12 biskupów, 4194 księży, 2365 zakonników, 283 zakonnice, zniszczono 2000 kościołów. Uwięziono setki tysięcy przez reżim Franco po jego zwycięstwie.

W 1975 roku jednak postarano się o kompromis. Stwierdzono, ze jednak wina jest tak podzielona, że lepiej nie rozgrzebywać na nowo ran.

 I tak to trwało. Do niedawna. Jak do władzy doszedł rząd socjalistyczny, zaczęło się rozliczanie. Jak na razie wyrzucono z grobu samego gen. Franco.

 W Polsce tez trwało. Do niedawna. Jak do władzy doszedł rząd PiS, zaczęło się rozliczanie.

Zaczęła się także wojna o pamięć w samym Mielcu. Najgłupsza, jaką pamiętam, wojna mielecko mielecka. Zresztą może to pierwsza wojna?

 Dzisiaj jest szansa na jej zakończenie.

Rada Miasta swoją mądrą decyzją uczciła Tadeusza Ryczaja, który dla wielu mielczan, może starszych, ale młodych ta wojna niewiele obchodzi, jest postacią godną upamiętnienia dla zasługi dla Mielca.

 Rozpoczęto montaż pomnika Żołnierzy wyklętych, wokół którego lokalizacji też były kontrowersje.


 Teraz ruch po stronie PiS. Czy zechce zakończyć tę bezsensowną wojnę, czy – jak wielu ekstremistów się odgraża – zaskarży decyzję rady Miasta do wojewody podkarpackiego.

Teraz też ruch po stronie przeciwników budowy pomnika i czczenia wyklętych. Dajcie sobie spokój.

 Ja deklaruję swoje wsparcie dla  inicjatywy. Mam tylko prośbę – nie honorujcie na tym pomniku tych, którzy mordowali Żydów  (bo słyszę takie głosy, może nieprawdziwe) i zabijali kobiety i dzieci. Wojna jest domeną i winą mężczyzna. Nawet jak giną w nadmiarze, trudno rozpatrywać każdą  męską ofiarę i nad nią biadolić. Co innego kobiety, o dzieciach nie wspominając. To taka moja życzliwa prośba.

 

 

czwartek, 27 sierpnia 2020

Niedoszły uścisk dłoni pana radnego Marka Zalotyńskiego.

W dniu 14 czerwca opublikowałem felieton zatytułowany „Ulica Tadeusza Ryczaja za ulicę Lecha Kaczyńskiego. I Wyklętych”. Kto ciekawy, przeczyta. ( https://andrzejtalarek-poezje.blogspot.com/2020/06/ulica-tadeusza-ryczaja-za-ulice-lecha_14.html ) Generalnie nawoływałem w nim do zgody, do pogodzenia się dwóch zwaśnionych polskich/mieleckich plemion, czego wyrazem miałby być obopólny konsensus w sprawie uczczenie postaci ważnych dla poszczególnych środowisk: Tadeusza Ryczaja, Lecha Kaczyńskiego czy Żołnierzy wyklętych choćby przez nadanie ich imion ulicom, placom, czy budowie pomników.

 W odpowiedzi być może na mój apel, ale pewnie na pozyskaną informację, że trwają działania komitetu społecznego, chcącego uczczenia Tadeusza Ryczaja, grupa 9 radnych PiS złożyła miesiąc później wniosek o nadanie jednemu z rond imienia kapitana Bastyra. Pech chciał, że wcześniej niż oni komitet społeczny złożył do przewodniczącego Rady Miasta informację o podjętych działaniach i wniosku przewodniczących rad osiedli o takiej inicjatywie.

 Zaczął się wyścig. Był o tyle nierówny, że wystarczyło 3 radnych PiS by stosowny wniosek złożyć, ale w drugim przypadku co najmniej 300 mielczan pod przywództwem specjalnie powołanego do tego celu Komitetu.

No i stało się, że wniosek o uczczenie kapitana Bastyra podpisało 9 radnych PiS, a wniosek o uczczenie Tadeusza Ryczaja ponad 1700 mielczan (po weryfikacji miejsca zamieszkania zostało ich prawie 1400).

 Na posiedzeniu w czwartek 27 sierpnia rada Miasta rozpatrywała oba wnioski. Przyszedłem oczywiście na to posiedzenie, jako że sprawą uhonorowania Tadeusza Ryczaja zajmuję się prawie od dziesięciu lat, napisałem w tej sprawie kilka felietonów, uczestniczyłem w niezliczonych dyskusjach czy wręcz kłótniach internetowych osoby Ryczaja tyczących, więc nie mogłem postąpić inaczej. Poprzedniego dnia napisałem felieton bardzo prowokacyjnie zatytułowany „Fałszerze czy mordercy historii Mielca? W kontekście jutrzejszego głosowania w Radzie Miasta”.

 

Po przywitaniu się z kolegami z Komitetu  społecznego, którego też byłem członkiem, chciałem podać na powitanie dłoń także panu radnemu Zalotyńskiemu, ale powiedział publicznie, że dłoni mi nie poda, po tym co wczoraj napisałem. Że nazwałem go w felietonie mordercą.

Oczywiście skłamał, co można łatwo sprawdzić. Ale nie ma to znaczenia. W duchu pojednania zakładam, że po prostu postąpił tak, jak mu radził jego honor. Honor harcerza, którym chyba jest od zawsze i honor prawicowego działacza.

 Co prawda uściśnięcie komuś dłoni to bardzo stary symbol w naszej kulturze. Od wieków podkreśla on równość między obiema stronami. Przykładowo rycerz uścisnąłby dłoń innemu rycerzowi, ale już nie chłopu. Osoby znajdujące się na różnych szczeblach hierarchii społecznej mogły wymieniać jedynie ukłony. Niepodanie komuś ręki sugerowało zatem, że drugą stronę traktuje się jak kogoś o niższej wartości. Jeszcze w II Rzeczypospolitej było to tak czytelną zniewagą, że prowadziło nieraz do pojedynków.

 Ja zakładam pojednawczo, że jako stary komuch muszę się sam zaliczyć do kategorii niższej niż Pan Radny Zalotyński. Czy od tej porty będę się mu jedynie kłaniał? Raczej pewnie nie. Zapewne też, jako osoba bardzo pokojowo nastawiona do ludzi, nie wyzwę go na pojedynek. No bo i na co? Na łopaty? Sądząc po posturze i wieku od razu miałbym do tyłu.

Fakt, ja jestem z chłopów, czego nigdy nie ukrywałem. A mój adwersarz ma takie pańskie nazwisko. To zobowiązuje.

 Ale zostawmy to.

 Dla sprawy pojednania mielczan mogę zrobić wiele. Nawet zapomnieć zniewagi

Bo decyzja Rady Miasta o nadaniu rondu imienia Tadeusza Ryczaja jest decyzją wręcz rewolucyjną społecznie. Może bowiem zatrzeć dotychczasowe podziały wśród mielczan i próbuje wyjść naprzeciw tej ich ogromnej grupie, którzy świadomie żyli w latach polskiego socjalizmu, mimo wszystkich przeciw z sentymentem wspominają tamten czas, a dyrektor Ryczaj, jego uhonorowanie, jest dla nich symbolem tego, że ten ich świat nie zapadnie w zapomnienie, w historyczną nicość. Jak choćby żydowski świat Mielca.

 To ogromna wartość. Nie do przecenienie.

Wierzę, chcę wierzyć, że tę wartość doceniają przywódcy mieleckiego PiS – u , którzy widzą trochę dalej niż prosta nienawiść, którzy chcą to nasze obolałe w sporze społeczeństwo jakoś integrować. Choćby w minimalnym stopniu. Nie dzielić.

 Wierzę w to, wierzę nawet wtedy, kiedy słyszę coraz liczniej pojawiające się w Internecie wołania o to, żeby wojewoda, żeby IPN unieważnili decyzję Rady Miasta, przekreślili ją w imię jakiś bzdurnych, wyimaginowanych zarzutów o propagowanie komunizmu.

 My nie propagujemy komunizmu. Na to jesteśmy za mądrzy. Mądrzejsi, czasem obawiam się, od tych, którzy twierdzą, że propagujemy.

Ale dla wspólnej zgody zapomnijmy o takich licytacjach.

 Pan radny Marek Zalotyński powtarzał, ze jego propozycja uczczenia kapitana Bastyra nie jest motywowana politycznie. Będziemy mieli teraz okazję przekonać się o prawdziwości jego twierdzeń.

 Apeluję z tego miejsca o wielkie mieleckie porozumienie nad podziałami. Nawet kosztem jednego czy drugiego skrzywdzonego przed laty przez polski komunizm. Takie jest życie.

Ale za to wbrew tym napalonym młodym ludziom, nie pamiętającym tamtych czasów, a będących bardziej zajadłymi w nienawiści, niż ci naprawdę pokrzywdzeni.  

 


Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...