piątek, 8 marca 2024

Czy hej.mielec, Korso, WCJ 24 i Radio Leliwa potrafią być „wolnymi mediami”?

 


Hasło „wolne media” przewija się przez naszą rzeczywistość społeczną (i polityczną) od początku przemian społeczno – politycznych, czyli od 1989 roku.

 Od czasu, kiedy 11 kwietnia 1990 r. zniesiono Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk – instytucję, która przez ponad 40 lat komunistycznej Polski zajmowała się cenzurą, różne siły polityczne usiłowały, w ten czy inny sposób, wpływać na podaż informacji dla Polaków.

Najczęściej bywały to siły polityczne w postaci partii rządzących, które zawłaszczały  dla siebie media publiczne, a próbowały, jak ostatnio PiS, zawłaszczyć media prywatne, np. TVN czy prasę regionalną.

Ale to był problem stolicy, władz centralnych.

Ale my w Mielcu mamy media regionalne.

A media regionalne mają to do siebie, że zawsze do kogoś należą, czyli że mają prywatnych właścicieli. A prywatni właściciele mają swoje sympatie i antypatie. Na dodatek nikt im nie nakazał być – przez to że mają media – obiektywnymi w sensie równego traktowania wszystkich aktorów sceny lokalnej.

Oczywiście media lokalne muszą też na siebie zarabiać i tym można chociażby wytłumaczyć fakt, ze hej.mielec za udział w konwencji wyborczej jakiegoś kandydata życzy sobie 1500 zł.

Czy to właściwe, czy nie, nie chcę oceniać.

Wole oceniać uczciwość medium lokalnego. Uczciwość, nie osobistą ludzi kierujących tymi mediami czy będących ich właścicielami, choć i to ważne, ale uczciwość dziennikarską. A uczciwość dziennikarska moim zdaniem polega na wzniesieniu się ponad swoje sympatie polityczne  i relacjonowaniu w równy sposób, szczególnie w tym trudnym okresie przedwyborczym, działań wszystkich kandydatów na urzędy czy to prezydenta, czy miejsca w radzie,

Niestety, interesowność właścicieli może przeważyć uczciwość dziennikarzy. Cóż, pan każe, sługa musi, jak to się za naszej pięknej Polski szlacheckiej mówiło. I co wtedy ma zdobić dziennikarz wyrobnik, mający na utrzymaniu rodzinę?

Stoję na uboczu zmagań wyborczych, ale chyba wyrażę pragnienie znakomitej większości ich uczestników, że niczego tak teraz nie oczekują, jak obiektywności.

Czy odebranie akredytacji na mecze Stali Mielec dla WCJ24 przez władze klubu ma coś wspólnego z wolnością mediów? Może tak, może nie, ale stało się w czasie, kiedy WCJ opublikował mój felieton o treści niekoniecznie oczekiwanej przez kandydata na prezydenta Jacka Klimka, więc trudno być pewnym, że nie była to pierwsza w kampanii przedwyborczej próba zastraszenia niezależnego portalu. Oby nie.

Teraz, jak przeglądam relacje z otwarć kampanii poszczególnych kandydatów na prezydenta zwrócił moją uwagę fakt, że hej.mielec chyba nie lubi pani prez. Adriany Miłoś, kandydatki na prezydenta Mielca, za to bardzo lubi Pana Jacka Klimka, kandydata na toż stanowisko.

Tak lubi, że zamieścił na swojej pierwszej stronie z dopiskiem, że „tylko w hej.mielec” „podcast Prezesa Jacka Klimka: zaproszenie z okazji Dnia Kobiet ….” , w którym pan prezes na początku wyjaśnia zatroskanym kobietom w dniu ich święta (ale i pewnie nam wszystkim), że nie ma problemu ze Stalą Mielec, jak on zostanie prezydentem, bo klub jest bardzo dobrze zarządzany, bardzo dobrze poukładany, a na jego stanowisko jest już dwóch wychowanych następców.

Podcasty tak liczne w Internecie, są prywatnymi działaniami poszczególnych osób ale i redakcji. Zobaczymy, kto jeszcze z kandydatów na prezydenta wystąpi w podcaście pana redaktora Cynkiera.

Ja oczekuję , Panie redaktorze, tak od pana jak i dziennikarzy innych mieleckich mediów, że spróbuje się pan wznieść ponad swoje ewentualne uprzedzenia osobiste i zaprosi pan po kolei do swojego studia, na kolejne podcasty, wszystkich kandydatów, od Pani Prezydent Miłoś poczynając.

Oczywiście na tych samych zasadach co pana Klimka. Pan Klimek płacił, inni płacą, Pan Klimek miał gratis, inni też mają za darmo.

Zamieniam się od dzisiaj w monitorującego mieleckie media i będę podliczał, kto kogo lubi, a kto kogo nie lubi.

Czyli kto jest medium niezależnym, a u kogo interesowność przytłumiła albo (nie daj Boże) zabiła obiektywność.

 

Pozdrawiam wszystkie mieleckie redakcje

 

sobota, 2 marca 2024

Jak we dwóch, z redaktorem Cynkierem, możemy uratować mielecki sport.

 

Zdjęcie z portalu łączy nas piłka

A przy okazji także uratować Mielec

 

Powiedział mi mój kolega, że pan redaktor Cynkier zadzwonił do niego z wielkimi pretensjami pod moim adresem (kolega nie jest moim opiekunem prawnym, Panie Redaktorze). Między innymi powiedział mu, że ja chcę zlikwidować mielecki sport.

 

Przyznam, że sam nie wymyśliłbym nic bardziej głupiego, więc zastanowiłem się, z czego wynika taka niecodzienna pretensja. No bo chyba Pan Redaktor nie uważa mnie za kompletnego idiotę, skoro na początku istnienia hej.mielec przyjął ode mnie (za darmo) chyba 500 felietonów do swojego portalu. Więc pewnie bardzo się zdenerwował, a duże nerwy to tak jak branie opiatów. Tylko jaki był powód tego zdenerwowania?

 

Długo myślałem i wymyśliłem, że może rzeczywiście wielka troska o mielecki sport była powodem tego, że każde zdanie nie gloryfikujące Stali Mielec brane jest jako atak na nią. Istnieje nawet przypuszczenie, że portalowi WCJ24 zabrano akredytację na mecze Stali z powodu emisji mojego felietonu, gdzie było o mieleckich sportowcach (ale tych na emeryturach sportowych), których działania mogą wyjść mieleckiemu sportowi na złe.

 

A ponieważ jestem mieleckim patriotą, który przez całą pracę w WSK Mielec płacił składki na klub FKS Stal Mielec, nie będąc ani raz na meczu, to pomyślałem, że jeśli mielecki sport jest zagrożony w swym bytowaniu, to należy coś zrobić.

Myślałem i wymyśliłem.

 

Aby Stal Mielec nam dobrze funkcjonowała przez następne lata potrzeba kilku rzeczy:

1.     Dobrego prezesa, który – jak Pan Prezes Klimek –  wyprowadził klub z zapaści finansowej po swoich poprzednikach, którzy działali bardzo źle i atak wspaniale działał, ze ubiegły rok klub zamknął zyskiem w wysokości 6 mln zł. A niedawno , przed pożyczką od mieleckiego biznesy, miał upaść z powodu długów.

2.     Wsparcia firm zewnętrznych, najlepiej państwowych, jak to kiedyś załatwił Pan Poseł Poręba. Jeśli będzie znowu przyzwolenie premiera Tuska, pana posła zastąpić może Pani Poseł Skowrońska – jeśli akurat zechce. Jak nie będzie zgody, trzeba szukać wsparcia w prywatnym biznesie, a tu ścieżki Pan Prezes Klimek ma wydeptane bardzo dobrze.

3.     Skoro klub aktualnie działa fantastycznie, a wszystko to zawdzięczamy Prezesowi (no i posłowi), należy zrobić wszystko, by Pan Klimek nie odchodził z klubu, czyli należy, w interesie Stali Mielec, glosować przeciwko wybraniu go na prezydenta.

4.     A tu Pan redaktor ma duże możliwości działania.

 

Dodatkowo tę moją tezę z punktu 3 wzmacniają poniższe rozważania:

1.     Pamiętajmy, że Urząd miasta nie sfinansuje utrzymania Stali Mielec, bo jest biedny jak mysz kościelna, do czego przyczynia się m.in. budowa ogromnej, ponad potrzeby, hali sportowej.  I nic tu nie pomoże fakt ewentualnego wyboru Pana Klimka na prezydenta. Z pustego i Salomon nie naleje

2.     Jeśli nawet tak będzie, że nowy prezydent Klimek ze skromnego miejskiego budżetu jeszcze coś wyszarpie dla sportu, to inne dziedziny życia Mielca, jak kultura, której Pan zupełnie nie ceni (także dane dostałem z rozmowy telefonicznej),  czy jak choćby przebudowa zieleni na Alejach Niepodległości, zdechną zupełnie.

 

Analizując program wyborczy Pana Klimka, ogłoszony chyba wczoraj, boję się, że nie rozumie on jak działa miasto.

W jego programie wyborczym nie ma ani jednego konkretu. Gdy porównać go z programem zaprezentowanym choćby przez pana Swóła, który to program wcześniej krytykowałem, to pan Swół przy Panu Klimku jest geniuszem planowania działań na rzecz miasta.

No bo co proponuje pan Klimek?

1.     Solidne zarządzanie

2.     Poprawa życia wszystkich mieszkańców

3.     Infrastruktura i polityka przestrzenna

4.     Przedsiębiorczość

Chce się wykrzyknąć: rany Boga! Z czym do ludzi?

Mówi jeszcze: „Chcę budować, chcę jednoczyć, chcę rozruszać miasto. Miasto musi tętnić życiem, zadbam o dzieci i ich opiekę, zadbam o młodzież, czyli naszą przyszłość, zadbam o seniorów bo to doświadczenie i chwile dumy tego miasta, obiecuję ciężką pracę i realizację wyznaczonych celów”.  Jakich celów? Tych czterech powyżej?

 

Panie prezydencie in spe, chce się powiedzieć: niech Pan nie obiecuje ciężkiej pracy, bo z tego może być nic, tylko konkrety.

 

Po wysłuchaniu programu pana Klimka nasunęło mi się dwa pytania: po co pan Klimek chce odejść z bardzo dobrze opłacanego stanowiska w firmie będącej, według jego słów, we wspaniałej kondycji finansowej, na stanowisko znacznie gorzej płatne, za to z wielką ilością obowiązków i pretensji mieszkańców, skoro nie ma on niczego konkretnego w swoim programie do zaoferowania Mielcowi i mielczanom.

 

Niech pan zostanie w Stali, chciałoby się krzyknąć.

 

Ale skoro stało się, jak się stało, i pan Klimek patrzy na nas i na Mielec z największych banerów w historii wyborów samorządowych (ile to kosztuje?), to możemy mielecki sport uratować tylko w jeden sposób, w kabinach do głosowania.

No i w przekonywaniu nieprzekonanych. A tu rola mediów, panie Redaktorze Cynkier, jest ogromna.

Że Pan nie może tego zrobić, bo akurat właściciele pana portalu być może popierają Pana Klimka? A, to już Pana sprawa. Ja tylko proponuję w odpowiedzi na Pana rozmowę telefoniczną do mojego kolegi.

 

Niestety, nasuwa mi się i drugie pytanie. Pytanie o to, jak Pan Klimek traktuje i co myśli o mielczanach i ich inteligencji?

 

No i co, Panie Redaktorze Cynkier? Działamy?

 

Bo to, że uważa mnie Pan za marnego poetę (a taki wniosek też można wywieść z tamtej rozmowy telefonicznej), jak też to, że kultura (w bibliotece) nie ma zupełnie dla Pana znaczenia w zderzeniu z pięcioma tysiącami mielczan na meczu Stali, pozostawię bez komentarza.

 

 

PS. To taka informacja dla wszystkich. Nigdzie nie kandyduję, promocja moich książek była dla wszystkich, także kandydatów na prezydenta (Pan Szczerba przyszedł), nie organizowałem żadnego pikniku przedwyborczego, a Pan Zbyszek Michalski nie miał w organizacji tego spotkania żadnego udziału. Tylko był honorowym gościem.

 

 

 

środa, 28 lutego 2024

Sport, kultura i (niedo)rozwój Mielca

 

Obraz Edwarda Kociańskiego z wystawy Łaźnia w Radomiu.

Stosunkowo niedawno Mielec liczył 65 tys. mieszkańców, choć było to za legendarnych już dziś czasów Dyrektora Ryczaja. Teraz liczy 55 tysięcy.

Ale nie jest źle. Pamiętam hasło, które popularna do dzisiaj działaczka Solidarności wykrzykiwała na wiecu na WSK w roku 1989: Życie na WSK będzie rajem, gdy się rozstaniemy z Dyrektorem Ryczajem.

Na szczęście o Mielcu w tym haśle nic nie było, bo może i Mielca by dziś nie było, jak nie ma WSK.

Ale nie jest źle. Mielec jest. A w jakiej kondycji? O tym nam powiedzą zapewne kandydaci na urząd prezydenta, a może i na stanowiska radnych. Czyli wszyscy będą nam mówić w najbliższym czasie jak jest.

Jakbym miał sądzić po rolkach czy innych filmach przedwyborczych, w których wszyscy kandydaci fotografują się lub filmują w hali czy na stadionie, to bym pomyślał, że Mielec to sport, a skoro sport się ma ponoć dobrze, to i Mielec może też ma się dobrze. No chyba że nie są to proste równoległe.

To nic złego, że wszyscy kandydaci fotografują się z zawodnikami, tymi, którzy akurat wygrali, bo z przegranymi nikt nie chce mieć cokolwiek wspólnego.

Mielczanie lubią sport, to i kandydaci muszą lubić sport (nawet jak go nie lubią). No i sportowców, szczególnie nożnych. Nawet ci, którzy, jak pan Swół, w swoim programie wyborczym o pomocy dla sportu nawet się nie zająknęli.

No i tu winniśmy się zastanowić, co dalej z mieleckim sportem.

Tak się akurat złożyło, że na urząd prezydenta Mielca kandydują osoby bardzo mocno ze sportem mieleckim związane.

Pan (obecny) prezydent Wiśniewski w życiu poprzednim był trenerem siatkówki i nauczycielem wf. Pan radny Szczerba także jest nauczycielem wf (choć trzeba mu oddać sprawiedliwość, że radnym został z powody walki z Kronospanem, którą nieco zapomniał). Pani Gorazd jest kierownikiem obiektów sportowych, w tym nowej hali, której nie jestem w stanie zobaczyć od środka. No i wreszcie as pik w talii, czyli pan Klimek, prezes spółki akcyjnej Stali Mielec, która ponoć przeżywa obecnie najlepszy okres w historii (jak zapomnimy na chwilę Stal dyrektora Ryczaja).

Ludzie lubią sport, trudno ich hobby lekceważyć. Dlatego każda władza Mielca dbała o sport i o kibiców. Kibice są wszak mocną grupą wyborczą. Tylko że sport, szczególnie piłka nożna, jest wyjątkowo pieniędzożerny.  Za poprzedniej władzy rozwiązano to prosto. Podpięto  większość pierwszoligowych drużyn pod państwowe kroplówki z takich firm jak ENEA, ORLEN, PGE i inne. A i to było mało, więc żądano finansowania z budżetu miasta. Ot, skromne stypendia dla każdego zawodnika po chyba 5 tys. złotych. To tak na lepszą kolację.

Teraz słyszę, że premier Tusk ma polecić odciąć te wszystkie kroplówki.

Co będzie, jeśli tak się stanie? Niedawno mieliśmy sytuację, że Stal Mielec, mimo kroplówki, ratowali pożyczkami mieleccy biznesmeni. Nie wiem, czy już odzyskali pieniądze, czy nadal na nie czekają.

Czy będzie tak, że kiedy wygra ktoś z wymienionej „sportowej” czwórki, na sport będą pieniądze, a na wszystko inne, w tym szczególnie na zupełnie już zaniedbaną kulturę, ich nie będzie?

Bo czy ktoś widział, jak pan Klimek fotografuje się z ludźmi kultury? Jak pani Gorazd wspiera działania kulturalne w mieście, choćby swoją obecnością i swoim biletem? Czy pan prezydent Wiśniewski wspiera mieleckich twórców kultury, jak to czyni chociażby jego pisowski odpowiednik w Stalowej Woli? Czy nie budzi jego zaniepokojenia, ze pod bokiem Mielca wyrasta kulturowa potęga Przecławia, kierowanego przez pisowską panią burmistrz?

Nie wiem, co napisać o panu radnym szczerbie, który akurat był już na kilku imprezach kulturalnych, bo mógł to czynić z czystego wyrachowania.

A kultura mielecka, miejska, niedofinansowana, zapominana, zepchnięta na margines życia społecznego Mielca, dycha ostatkiem sił. I na nic będzie wielki wysiłek i czynione wielkie oszczędności na każdym kroku działalności przez panią dyrektor SCK i jej zastępców.

Szanowni Panie i Panowie kandydaci.

Nie jest prawdą, że Mielec sportem stoi. To powiedzenie jest równie nieprawdziwe, jak twierdzenie, że pan Kazimierski zbudował mielecki sport, nie oglądając się za siebie, na swojego patrona. Ryczaja oczywiście. A będzie jeszcze bardziej nieprawdziwe, gdy odetnie się kroplówki dla mieleckiej piłki nożnej. Bo o tym, że tak pewnie będzie, świadczy dla mnie rejterada prezesa Stali Mielec na trudniejsze i mniej płatne stanowisko prezydenta.

W starożytnej Grecji organizowano piękne olimpiady sportowe, których karykaturalną atrapą są olimpiady dzisiejsze. Ale Grecja przeszła do historii przede wszystkim swoją kulturą. Na Platona, jego filozofię, powołują się do dzisiaj najmądrzejsi ludzie. A gdzie Sokrates, Pitagoras, Arystoteles i wielu innych? Gdzie Homer, Safona, Sofokles, Eurypides? Być może nic wam te nazwiska nie mówią i równo je olewacie. Tak samo jak wspieranie kultury dla mielczan i kultury mieleckiej.

Mielec stoi przemysłem. Póki co. Na pewno nie wydamy swojego Platona. Ale wspieranie tylko sportu, co nastąpić może, gdy „sportowcy” zostaną prezydentem, będzie dla Mielac katastrofą.

A skoro Mielec stoi przemysłem, który to przemysł jest bazą finansową do tego, by ludzie mogli korzystać z rozrywki, jaką jest bez wątpienia sport, (a także kupować gromadnie budowane przez deweloperów mieszkania), to jakie macie pomysły na rozwój przemysłu? Prócz oczywiście takich idiotycznych haseł wyborczych, jakimi jest w ustach kandydata na prezydenta „tworzenia dobrze płatnych miejsc pracy”, bez podawania szczegółów jak to zrobić i kto to ma zrobić, bo przecież nie prezydent, który ma w Urzędzie najgorzej płatne miejsca pracy.

Z obawą, że – jak źle pójdzie – będzie sport i tylko sport, a nie będzie kultury i przemysłu, co znaczy, że  za (dłuższą) chwilę wszystko zacznie się zwijać, kończę.

Do następnego felietonu.

 

 

piątek, 16 lutego 2024

Pisowskie (prawicowe) „okopy świętej trójcy” w Mielcu

 

Zdjęcie z Portalu Samorządowego

Ale się porobiło. W Warszawie prawica maszeruje od klęski do klęski, podążając za swoim Wernyhorą (po polsku Waligórą), który zamiast na zimno analizować sytuację, wieszczy w uniesieniu losy Polski.

No ale za to na Podkarpaciu, także w Mielcu, prawica szykuje się do ataku. Bój to jest nasz ostatni – słychać potężny śpiew trzech drużyn zbrojnych w idee i pieniądze. Co do pieniędzy, to są prawdziwe, co do idei, to bardzo wątpię.

(Póki co trzech drużyn, bo wieść gminna niesie, że będzie czwarta, już nie wstydząca się szyldu PiS, ale skoro się dotychczas nie ujawniła – lista krajowa – pozostańmy przy trzech, bo ta liczba nam świetnie pasuje do opisu zbliżającego się końca. Jak się ta drużyna pojawi, zrobimy jej szczegółową wiwisekcję)

Na czele pierwszej drużyny, zajmującej centrum frontu, idzie sprawdzony w potyczkach Radosław Swół, wojownik klasy półciężkiej, zabezpieczony w środki finansowe na długą i ciężką wojnę. Te środki to oczywiście zrzutka bogatych członków towarzystwa pancernego Teraz Mielec. Chociaż dla dobra - no, mniej wspólnego - mieleckiej ojczyzny, przyjmą datki nawet od jakiejś białogłowy. Każda złotówka się liczy.

W wypadku Pana Swóła w pełni rozumiem jego decyzję, by kandydować. Wszak musi się liczyć z końcówką prezesowania w Euro Eko i to wcale nie z własnej woli. 

Drugą drużynę na prawym skrzydle poprowadzi wódz obyty w wielu bitwach, ale zawsze  będący w roli adiutanta wielkiego wezyra, który jednak ostatnio zrejterował samotnie, może na południe, pozostawiając otwarty skarbiec i dowództwo do wzięcia. Wydaje się jednak, że zapewnienie dopływu dużych środków finansowych dla wiecznie głodnych pieniędzy faworytów tłumu, (którego zawołaniem jest „chleba i igrzysk”), przerosło pana Jacka Klimka i także rejteruje na z góry upatrzoną pozycję, choć gorzej płatną, to przez 5 lat pewną, aczkolwiek nie jest pewne, czy upatrzona oznacza pewna. No ale przy wsparciu dobrego towarzystwa, w jakim Pana Klimka często widzimy, ta pewność jest trochę pewniejsza.

Co z tego będzie miała Stal Mielec? Legalnie środków finansowych innych niż do tej pory Miasto dać Stali nie może. Ale jak patrzeć na przykład wodza pierwszej drużyny, to można coś wykombinować.

No i wreszcie trzecia siła, wyrosła niespodzianie, jak pieczarka na łące po nocnym deszczu. Ta drużyna udaje, że przewodzi jej jakiś młokos, który pewnie w życiu kierował głównie samochodem. No ale nawet jeśli, to w tym samochodzie wiezie zaprawionego w bojach starego wygę Leszka Midurę. Ale bez wątpienia to jego Suwerenna decyzja. Suwerenna?  Oczywiście! Jak Polska.

Tu, przeciwnie niż w dwu powyższych przypadkach, jakoś nie mogę zrozumieć, dlaczego ten młody człowiek, pracujący w ogromnej korporacji finansowej, ale za to nie mający zupełnie doświadczenia samorządowego ani jakiegokolwiek innego dowódczego, zdecydował się – zupełnie suwerennie – na zdobycie fotela prezydenta, w którym pewnie zarobi znacząco mniej niż zarabia jako informatyk, ale za to praca będzie znacznie cięższa, a na dodatek nie będzie mógł pracować w domu, i będzie musiał wcześnie wstawać, a nawet dużo podróżować?

Jak tak się przyjrzeć, to ta drużyna nie wygląda na skrzydło większej siły, ale na zwykłych harcowników. Ale niech harcują. Zabiorą troszkę głosów dwu poprzednim.

Ale jakby nie było, te trzy drużyny ( a może i czwarta) pragną się okopać w Mielcu na dłużej, każda w swoim okopie, by przeczekać Bodnara i Tuska.

Chcą, niech kopią, nawet ryją podkopy. Tylko co Mielec będzie miał z tego?

Należy założyć, że jeśliby na Mielec to nieszczęście jednak spadło, a Bóg, karząc mielczan, odebrał im rozum jak Wernyhorze,  i w trójkę/czwórkę wzięli większość mandatów w Radzie, a na dodatek któryś z dowódców zostałby prezydentem, to Mielec stałby się pisowską wyspą, przy której bez trwogi mogą na chwilę zacumować Kamiński lub Wąsik w swojej podróży do Brukseli.

Oczywiście wszystkie obietnice wodzów, niby wynikające z „największego w historii Mielca badania opinii mieszkańców” czy pięknych deklaracji przedwyborczych, są funta kłaków warte, bo akurat będzie wtedy na odwrót jak było: teraz PO - wska władza będzie taki Mielec pomijała, roznosząc po Polsce pieniądze. Jak kiedyś PIS robiło w stosunku do Mielca prezydenta Wiśniewskiego.

Ale jak z tymi okopami, o których było na początku? Młodzieży, jeśli mnie czyta, a na pewno o okopach wie mało lub nic, powiem że kiedyś w literaturze określano nimi ostatnie bastion arystokracji. (To w przenośni, bo okopy istniały też w rzeczywistości 17 i 18 wieku). Potem stały się synonimem beznadziejnej obrony jakiś grup czy ideałów.

Czy mieleckie okopy świętej trójcy, tych trzech/czterech prawicowych drużyn wyborczych, będą takim ostatnim przyczółkiem, i jak długo będzie się bronił, to się okaże. Wszak zwolenników ma na Podkarpaciu sporo.

 

Czy tak samo jest w Mielcu?

 

 

środa, 7 lutego 2024

Mieleckie fontanny. Miłe wspomnienia i dzisiejszość.

 

Kiedy byłem małym chłopcem (takim jak z Nalepy) i wielu dzisiejszych dziadków było małymi chłopcami, mieliśmy w Mielcu cztery fontanny i byliśmy szczęśliwi, że je mieliśmy.


 


 Pierwszą i najważniejszą byłą fontanna za Domem Kultury. Ona była taka trochę renesansowa (chyba przesadzam), trochę realno socjalistyczna  jak rzeźby przy Pałacu Kultury w Warszawie, ale wszystkim się podobała. A dzieciom podobała się najbardziej, bo latem można było się w niej chlapać.


 

Nadszedł czas, że tę fontannę rozbito i na jej miejscu wybudowano kolejną, z kostki granitowej, w której dzisiaj jest kwietnik. Ale przez krótki czas też była fontanną.

 


Drugą najważniejszą fontanną była fontanna w dzisiejszym Parku Leśnym, tuż obok działającego tam baru/knajpki Kędziów. Była to najprostsza z możliwych fontann.  Betonowy krąg o średnicy kilku metrów i w środku pionowa rura z jakimś dławikiem.

Z rury non stop lała się woda prostym strumieniem w górę. Lała się czy to lato, czy to zima, bez przerwy.

 

W zimie lejąca woda tworzyła wielka lodową górkę, na którą próbowały włazić dzieci i z neij zjeżdżać. A potem przychodziło lato i dzieci mogły w niej brodzić do woli. A ponieważ woda nie miała obiegu zamkniętego, to się wylewała z fontanny i wąską strugą płynęła w las, by po jakimś czasie zniknąć w pisku. Ileż mieliśmy zabawy z budowaniem tam na tej strudze, robieniem jeziorek, babraniem się w błocie.

Kto był i się bawił, zapamiętał tę fontannę na zawsze.

 Dodatkowo, obok fontanny była karuzela, dość toporna i chyba huśtawki. Wspaniały plac zabaw jak na tamte czasy.

 



Nie pamiętam kiedy zaczęto rozbudowywać wodociągi, wycięto sporo lasu, zabrano teren pod karuzelą, huśtawkami i w części pod fontanną, którą zrównano z ziemią i zasypano.

Potem, gdy dodatkowo spalił się bar Kędziów, lasek już tylko umierał.

 

Pan Janusz Kipa przypomniał mi, że podobna do tej w parku była też fontanna za Kinem Bajka. Ja jej nie pamiętam, bo wtedy na Stary Mielec rzadko chodziłem, ale jak ktoś ma zdjęcia lub wspomnienia, to byłbym wdzięczny. Fakt faktem, że też już jej nie ma. Ale zostały zdjęcia fontanny i pozostałości po niej. I tu znowu nieoceniony był pan Janusz Kipa, który poniższe zdjęcia (po krótkich poszukiwaniach) mi przesłał.





Czwarta fontanna to ta przy dworku Oborskich Trudno mi powiedzieć, kiedy ją uruchomiono. Może po remoncie dworku? Jak ktoś wie, niech podpowie. Dzisiaj Stanowi miejsce zdjęć dla młodych par. Dzieci się przy niej nie bawią, co najwyżej głupie dorosłe dzieci, które niedawno ją zniszczyły.

 



Mielec fontann raczej nie lubi i nie ma do nich jakoś szczęścia. Na placu Armii Krajowej zbudowano po wielu latach bylejakości placu fontannę ze szlifowanego granitu, ale żeby była jakaś wyjątkowa, to trudno powiedzieć. Jest jak jest, za wzór jej pokazywać innym nie można.

 


Potem zrobiono pechową fontannę w Rynku. Działała coraz gorzej, wreszcie przestała, naprawiono ją za dużą kasę, przerobiono na taką, jaką można znaleźć dzisiaj w byle siedzibie gminy, ale dobrze że jest.

 



Gdy na Facebooku zawiązała się dyskusja na temat fontanny w Parku Leśnym, i gdy pan Janusz Kipa odkopał jej resztki (by mi udowodnić, że nie miałem racji w dyskusji i rzeczywiście nie miałem) pozostałe po jej likwidacji przy rozbudowie wodociągów miejskich, pomyślałem sobie, ze może by przywrócić tę atrakcję sprzed lat.

 

Wiem, że nie ma powrotów do przeszłości w skali jede3n do jeden, a teraźniejszość musi być inna, dlatego wyobrażam sobie, że ta nowa fontanna (z zamkniętym obiegiem wody) mogłaby powstać na klombie, zlokalizowanym na skrzyżowaniu leśnych ścieżek.

Ten klomb zawiera tylko chwasty, nikomu nie chce się go pielęgnować, więc fontanna, prócz dostarczenia przyjemności przychodzącym tam dzieciom, rozwiązałaby problem z niechcianym klombem.

Jak zaczniemy szukać przeszkód i niedogodności takiej fontanny to oczywiście mogą się zdarzać różne ekscesy: może ktoś do niej nasikać, może się ktoś po pijaku w niej utopić, trzeba ją będzie remontować i czyścić, no i płacić za wodę.

Ale można też niczego nie robić, bo po co mieć kłopot.

 Więc rozważcie szanowni panie i panowie radni, którzy niedługo przejmiecie władzę w Mielcu, że można by tą fontanną, a potem zmianą jej otoczenia, uatrakcyjnić to miejsce Parku Leśnym. Bo na razie ten park jest prawie martwy.

Pewnie nikt z powodu powstania tej fontanny nie podejmie decyzji, by nie wyjeżdżać z Mielca, jak chce Stowarzyszenie Teraz Mielec, ale co by nie zrobili, a głównie co by nie powiedzieli, to młodzi mielczanie i tak z Mielca wyjeżdżać będą. A jedynym, co ich może zatrzymać, to dobre zarobki i tańsze mieszkania.

Ale przy fontannie będzie im z dziećmi milej.

 

ps1. Zdjęcia do felietonu otrzymałam od nieocenionego pana Janusza Kipy i od pani Alicji Ratkowskiej. Niektóre ze strony Miasta

ps2. Dostałem informację od mojego sąsiada, że także przy starej hali sportowej była fontanna, czy ozdobny zbiornik wodny. Czy ktoś pamięta i ma zdjęcia? Jeśli tak, uzupełnię ten felieton, by był kompletny.

 

 

wtorek, 6 lutego 2024

Czy Pan Prezydent Szczerba in spe już ostatecznie zamknie Kronospan?

 


A może i innych trucicieli?

Nie byłem totalnie zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, iż mój ulubiony radny miejski, pan  Jarosław Szczerba postanowił zostać prezydentem miasta Mielca, bo o tym już od jakiegoś czasu przebąkiwano.

Bardziej zaskoczył mnie fakt, że chce to uczynić (to bycie prezydentem) na bazie stowarzyszenia Wasz Mielec.

Dla mnie nazwanie stowarzyszenia Waszym Mielcem, kiedy istnieje już stowarzyszenie Nasz Mielec, a także inne, równie przebojowe, Teraz Mielec, jest mocno ryzykowne, bo wyborcom to wszystko się w głowach pomiesza i , mimo szczerych chęci, zamiast głosować na waszych, zagłosują na naszych albo – co jeszcze gorsze – wybiorą złe w Mielcu tu i teraz, bo to wszak wszystko jedne zło, a lepiej mieć je pod kontrolą.

Czy nie lepiej było nazwać komitet wyborczy pana Szczerby np. Wasz Kronospan, albo Precz z Kronospanem, albo najlepiej Nasze/Wasze (do wyboru) Czyste Środowisko. Wszak pan radny Szczerba został radnym na fali ogólno-mieleckiego społecznego wzmożenia w proteście przeciwko truciu miasta przez wyziewy z Krono (opinia z Internetu).

Czyżby problem zanieczyszczenia Mielca, nie tylko przez tę jedną fabrykę, ale wiele innych przedsięwzięć, np. potencjalnie możliwą budowę spalarni odpadów przemysłowych na terenie mieleckiej Elektrociepłowni (dzisiaj własność Remondisu, który jest największą firmą przetwarzająca odpady w Polsce,) był już tylko ponurą przeszłością?

Czy panowie i panie ze zgrupowania wyborczego Wasz Mielec nie dostrzegali tych problemów, zaślepieni blaskiem możliwej do przechwycenia władzy? Wystarczy wyjść na moją ulicę Długą w szczycie sezonu grzewczego i wciągnąć głęboko w płuca spaliny z pieców węglowych, by mieć zawroty głowy. A jak do tego dojdzie jeszcze spalarnia odpadów? Wiem, wiem, ona nic nie będzie emitowała. Tylko że to nic może będzie jak ta para wodna z Krono.

Właściwie to się martwiłem, że od ponad roku pan radny Szczerba ucichł zupełnie. Nie robił swoich słynnych happeningów filmowych, w których z pozycji lepiej wiedzącego , pouczał władzę, że jest beznadziejna i że nie robi tego, co on by zrobił.

Nawet naszły mnie złe myśli, że może jakaś niedyspozycja? Teraz wiem. To był przyczajony tygrys. Zbierał siły na ten najważniejszy skok.

Pomyślałem sobie, że pan radny Szczerba przestał być buntownikiem, jakim był, maszerując pod Krono i zapowiadając, że bój to jest nasz/wasz ostatni.

Ale, jako znający ciut literaturę polską, przypomniałem sobie wiersz zatytułowany „Do S…”, czyli bardzo się nadający na dedykację dla pana Szczerby.

Autor wiersza mówi o buncie, który obrósł w tłuszcz, stał się statecznym urzędnikiem, alee o sile i mocy orła, widzącym z góry znacznie więcej, niż widzi mały buntownik, idący na czele nawet wielkiego zgromadzenia ludzi. Ale pisze też, że bunt się uczula i rozumie bardziej to, przeciwko czemu  protestował, jak też się udorzecznia, czyli nie żąda niemożliwego do spełnienia. 

Choć to udorzecznianie może być zawsze wymówką mężczyzny, jak boląca głowa u kobiety

No i postanowiłem ten wiersz (nie mój) zadedykować panu radnemu.

Do S...

Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia;
Jest teraz w locie: dojrzałym, dokolnym,
Jakim kołują doświadczone orły.

Bunt się uskrzydla tak - jak udorzecznia.

Bo wpierw to było jakby piaskiem w oczy,
Turniejem chłopców na słonecznej plaży;
A teraz ciężki; teraz więcej waży.

Bunt się uskrzydla tak - jak w kamień toczy.

I pomyśl: czułość, ta świetlista kula,
Teraz dopiero w mym pobliżu płonie,
Luzując szczęki, łagodząc me dłonie.

Bunt się uskrzydla tak - jak się uczula.

I tak, życząc sukcesów w walce z zanieczyszczeniem Mielca, zostawiam wszystkich aktorów naszej politycznej sceny rozrywkowej, w Naszej/Waszej Teraz-niejszości, nie mając wielkich nadziei, że Teraz stanie się cud ożywienia umierającego Mielca (który przecież żyje pełnią życia, a tylko niektórzy wmawiają mu nieistniejące choroby, ustawiając się w roli maga, który je wyleczy).

Ps. Z niepokojem także czekam, kto po panu prezydencie Wiśniewskim przejmie pałeczkę walki z niewidzialnym demonem, czyhającym na nasze życie, czyli 5G. W nieświadomości, że niedługo będzie 6G

 

 

niedziela, 4 lutego 2024

Nasz Mielec Waszymi Rękami

 

A może Wasz Mielec Naszymi Rękami?

Zaczęły się przedwyborcze występy nielicznych dość mieleckich zespołów artystyczno - wyborczych, w których skład wchodzą znaczący albo mniej znaczni obywatele Prezydenckiego Miasta Mielca. (bo na szczęście jeszcze nie królewskiego).

Nie należy tu zapominać o innych zespołach przedwyborczych, w tym zespole Powrócimy i Skłócimy (ponownie), jak też o tym jedynym, próbującym łączyć Naszych i Waszych w jednościowe, jednoczące Razem dla Mielca i Ziemi Mieleckiej.

Od razu zaznaczę, że Prezydent nie chce iść Razem (z innymi, dotychczasowymi swoimi towarzyszami) i postanowił iść osobno, co powoduje, że niedługo może zamienić się w pątnika, idącego z pokutną pielgrzymką do Częstochowy.

Wszystko to wygląda w pierwszym przybliżeniu jako nieco zabawne, ale jak się zamyślić głęboko, to jednak za bardzo wesołe nie jest. A nie jest, bo mimo wszystko to nasza przyszłość. A przyszłością jest pięcioletnie, finalne przedstawienie, bo to co widzimy teraz, to tylko próba generalna.

Zagadką na dzisiaj dla mnie jest, czy przypadkiem pod tym ostrzałem słów, prowadzonym przez widoczne i znane mielczanom organizacje i ich żołnierzy, nie szykuje się w ciszy, na biznesowym zapleczu Mielca, kontratak osób nie stowarzyszonych, nie znanych powszechnie, ale mających do dyspozycji wielkie pieniądze, a jak kasę i to propagandę medialną.

A dobra propaganda może nawet mądrym wcisnąć do głowy głupotę. Inna sprawa, to ilu jest mądrych?

Więc wy panowie sobie tu gadu gadu, a tam siedzą i myślą, jak was zrobić w konia, jak do Rady Miasta wprowadzić ludzi, którzy będą lobbowali nie za interesami ogółu mielczan, ale za interesami nielicznych, którzy mają kasę, a z nimi będą mieli jeszcze więcej.

 Tu oczywiście ważną rolę będzie miał do odegrania  - prócz członków Rady – także nowo wybrany prezydent miasta.

Wszyscy kandydujący potrzebują na kampanię wyborczą środków, czyli pieniędzy.

Jak tak patrzę na ujawniających się już kandydatów, to czuję przez skórę, że pewnie mają zapewnione wsparcie finansowe, w ten czy inny sposób.

I wcale mi się te ujawnione przypadki nie podobają. Ciekawi mnie też, kto wesprze samotnie, czyli nie Razem, kandydującego pana prezydenta Wiśniewskiego. Zapewne on już wie, skoro taką decyzję podjął.

Dawałem już, nie raz, nie dwa, wyraz swojej niechęci dla kandydujących na stanowisko prezydenta panów i nie zmieniłem swojego nastawienia. A  nie zmieniłem, bo z jednej strony liczę na inną jakość polityki, którą mogą wnieść kobiety, a z drugiej strony liczę, że akurat te, kandydujące z istniejących stowarzyszeń, nie będą, lub mniej będą uzależnione od gabinetów partii politycznych czy wielkiego biznesu (mieleckiego).

Nie jestem pierwszym naiwnym, przynajmniej w kwestiach finansowych, związanych z wyborami, ale – jakby się nie działo - wolę marzyć o sytuacji, kiedy w Radzie jest kilka stowarzyszeń, z kilkuosobowymi reprezentacjami, muszących zawierać sojusze i kompromisy, zamiast jednej dużej siły, mającej na dodatek jako sojusznika swojego prezydenta.

Było by to fatalne dla Mielca.

Bo demokracja w Polsce już dawno dostała zadyszki, a może nawet jest w stanie przedzawałowym, więc dobrze byłoby, gdyby choć trochę uchronić od zapaści demokrację lokalną, tu akurat naszą mielecką.

Żarty się kończą, a może już skończyły, nawet jeśli humorystycznie zacząłem ten felieton.

Co mogę zrobić? Mogę tylko apelować do wyborców, by nie ulegali propagandzie, by mieli oczy i umysły szeroko otwarte, by mimo wszystko zaufali grupom obywatelskim, stowarzyszeniom, które towarzyszyły mielczanom przez okres najtrudniejszych lat transformacji i tak naprawdę nigdy mielczan nie zawiodły. Nawet jak różni ludzie, różne pretensje pod ich adresem zgłaszają.

Pamiętajmy, co była w latach dziewięćdziesiątych, jak wyglądał Mielec. Teraz łatwo obiecywać złote góry, krytykować tych, co odwalili najgorsza robotę, a przy okazji pomnażać majątek lub wpływy.

 

Nie dajmy się oszukać

 

 

 

 

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...