wtorek, 23 czerwca 2026

Mielec – nie chcemy „czarnych”, obwodnicy, drogi przez naszą wieś, przemysłu, rady powiatu. Chcemy szpitala takim jaki był. Żadnych zmian.

 


Mielec – nie chcemy „czarnych”, obwodnicy, drogi przez naszą wieś, przemysłu, rady powiatu. Chcemy szpitala takim jaki był. Żadnych zmian.

 

Pisałem już, nie ja pierwszy, że czuję narastające w kraju napięcie, które za chwilę może eksplodować. Możecie się z tym zgadzać lub nie. Ja tak czuję.

To moje przeczucie jakby się potwierdza, i to tu i teraz. Obok nas. W Mielcu. W powiecie.

 

Obserwujemy od jakiegoś czasu narastające wzmożenie społeczne. I nie byłoby w tym nic złego. Czasami wręcz jest to dobre. Zależy jednak jakiemu celowi służy. Budowaniu czy destrukcji?

 

Niestety, tym razem służy destrukcji. Wydawać by się mogło, że pragnienie zachowania wszystkiego tak jak było, nie jest destrukcją. Wszak było tak dobrze, więc chcemy, by to trwało.

Chwilo szczęśliwa  trwaj! Czyż nie?

Tylko czy to szczęście nie jest wyobrażone ponad istniejącą rzeczywistość, którą jednak trzeba zmieniać, by zachować, to czego pragniemy, by trwało?

 

Zapominamy, ba, na siłę nie chcemy pamiętać, że nie ma nic gorszego w życiu społeczeństwa, państwa, niż stagnacja, zastój.

A jeszcze gorzej jest, gdy za tymi pragnieniami stoi nienawiść do drugiego, nie tylko do „czarnego”, ale i do swojego, który akurat myśli inaczej.

 

Wygląda na to, że w Mielcu właśnie to wszystko w jednym miejscu i czasie zlało się z sobą i zaczyna tworzyć istną mieszankę wybuchową. Czy eksploduje, zalezy od naszej mądrości lub jej braku.

 

Czy za sprawą zlania się naszych mieleckich spraw, ze sprawą nienawiści rasowej i nienawiści do „obcych”, „czarnych”, która to nienawiść w mieleckiej odsłonie eksplodowała na sławetnej już Tropicanie pobiciem pracujących w Mielcu imigrantów z  Ameryki Południowej, co już zaczyna być sprawą krajową, a za chwilę stanie się może międzynarodową, nasza ziemia mielecka nie stanie się iskrą tego pożaru, który niedługo ogarnie cały kraj?

 

Że przesadzam?

 

Żyjemy w okresie nienotowanego do tej pory w Polsce dobrego poziomu życia. To prawie każdy, myślący, przyzna, nawet jak dostrzega jeszcze wiele do zrobienia. I dzieje się tak mimo trwającej obok wojny, do której obecności przyczailiśmy się jako do czegoś całkiem niegroźnego. Ot, film.

Jednocześnie większość z nas czuje jednak niepokój, że to coś, co tak cenimy, nasz spokój i dobrobyt, może zniknąć, pęknąć jak bańka mydlana.

 

I boimy się tego. I chcemy żeby wszystko było po staremu. Jak do tej pory. Bo nowe będzie gorsze. Bo nowa droga może tak, ale nie koło mnie. Bo praca może tak, ale nie obok mojego domu. Bo emerytura fajna tak, ale nie mogą na nie pracować „czarni”, przed którymi straszą nas ekstremiści, tylko nasi, kochani, biali Polacy, których nie chcemy jednak „produkować” w wystarczającej ilości. Bo chcemy mieć szpital, najlepszy z możliwych, ale nawet jak działa jak cała służba zdrowia, na której wieszamy psy, to i tak niczego zmienić nie pozwolimy. Bo zmiana to niepewność, to strach, że będzie gorzej.

 

Nie ma większego błędu, jak myślenie, że aby wszystko było po staremu, niczego nie trzeba zmieniać.

Jest dokładnie przeciwnie. Żeby nam nadal było dobrze, zmiany, mądre, muszą trwać ciągle. I czasem trzeba coś zabrać, by albo dać więcej, albo, co bardziej dzisiaj prawdopodobne, by zachować to co mamy.

 

Uderzyła mnie w twarz ta napaść na pracujących na nasz dobrobyt emigrantów z Ameryki. Uderza manie w twarz nienawiść, którą znaczące siły polityczne rozpalają w stosunku do pracujących na nas, na nasz dobrobyt, nasze emerytury, Ukraińców (że nie będę tu pisał o tych walczących, bo można mówić, ze walczą o swoją wolność). Uderza mnie ten lokalny sojusz – wydawało się, rozsądnej mimo wszystko – partii opozycyjnej ze skrajną prawicą i rozpalanie emocji dla osiągnięcia gównianych lokalnych celów.

 

Dodatkowo uderza mnie oświadczenie prezydenta Nawrockiego, że on sobie nie życzy, by na naszą przyszłość pracowali emigranci. On chce, żeby to robili Polacy. Nasi rdzenni Polacy, których urodzimy. W dużych ilościach urodzimy.

Ja już nie zapłodnię mojej żony. Mam 75 lat. Ale czterdziestolatki mogą. To do dzieła, Panie Prezydencie. Jeszcze Pan pewnie może, to proszę dorobić swojej małżonce dla przykładu jedno lub dwójkę dzieci. Nich Pan pokaże, że Polacy się rozmnażają.  Bo inaczej kolejni bandyci na jakiejś mieleckiej lub innej Tropicanie będą katować tych, którzy rzeczywiście na nas chcą pracować. Kierując się Pańskimi słowami.

 

To wszystko źle rokuje i dla Mielca i dla Polski.

 

Okopaliśmy się mentalnie w naszych domach i wydaje nam się, że jak nie pozwolimy na zmiany, to wszystko zostanie po staremu, takiemu fajnemu, swojskiemu, staropolskiemu.

 

Nie zostanie.

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mielec – nie chcemy „czarnych”, obwodnicy, drogi przez naszą wieś, przemysłu, rady powiatu. Chcemy szpitala takim jaki był. Żadnych zmian.

  Mielec – nie chcemy „czarnych”, obwodnicy, drogi przez naszą wieś, przemysłu, rady powiatu. Chcemy szpitala takim jaki był. Żadnych zmia...