środa, 5 września 2018

Groźby niekaralne czyli mielecki teatrzyk wyborczy


Ubawiłem się, kiedy najpiękniejsza mielczanka po czterdziestce, przy okazji trenerka siatkówki, a na dodatek i co może najważniejsze, nauczycielka szkoły podstawowej, czyli osoba  podległa zawodowo panu prezydentowi Kapinosowi, ogłosiła swój start w wyborach prezydenckich.

Ogłosiła, a potem ogłosiła, że jednak nie będzie startowała. Bo podobno ktoś jej groził. Z racji chęci startowania. Zapewne nie groził jej Pan Ziomek, też kandydat na prezydenta, jako że i jemu także ktoś groził, jak musiał pozaklejać swoje bilbordy przedwyborcze.

Myślałem, że na tym groźby dla kandydatów na prezydentów już się skończyły i nawet o tym starałem się zapomnieć, kiedy dowiedziałem się, że murowany pewniak w wyborach (w oczach jego protektorów, pana Smacznego i Paprockiego), Jan Myśliwiec, zawodowo także były nauczyciel, a nawet były dyrektor szkoły podległej staroście (aktualnie i w przyszłości z PiS) także zrezygnował ze startu w wyborach.

Nie mówi się tu oczywiście o żadnych groźbach kogokolwiek, tylko o sprawach rodzinnych (typowa wymówka polityków, którzy w środku rzeki nagle sobie przypominają, ze nie założyli kaloszy), a jednak jakoś mi się te fakty skojarzyły.

Tym bardziej, że kolejnym kandydatem ugrupowania „Razem dla Ziemi Mieleckiej” został także nauczyciel i – niech przełknę ślinę – dyrektor zespołu szkół ogólnokształcących, oczywiście podległych panu staroście Tymule, oczywiście z PiS-u.  A ponieważ jestem przekonany, jak wielu „startków” w wyborach, że w Mielcu nadal będzie rządził PiS, to zastanowiłem się, w czym rzecz.

Nauczyciel to jest taki gatunek człowieka, który zawsze żyjąc z państwowych pieniędzy, pracując 18 godzin tygodniowo (tzw. pensum) i mając 3 miesiące urlopu, tudzież 3 lata wolnego dla podratowania wciąż złego zdrowia, jest permanentnie niezadowolony ze wszystkiego. A już panie nauczycielki da się rozpoznać na odległość, szczególnie w szpitalu, gdy rodzą albo poddają swe ciała przymusowym zabiegom, przywracającym im zdolność do nauczania bachorów.
Tenże nauczyciel jest członkiem jednej z najbardziej konformistycznych grup zawodowych, może tylko nieco mniej niż księża. Wynika to z uwarunkowań podległościowych, jak też niemożności – po kilku latach w zawodzie – wykonywania jakiejkolwiek innej pracy. To powoduje, że zależność od zwierzchników paraliżuje wszelką samodzielność, a polityczną w szczególności.

Tym bardziej zawsze mnie zastanawiają decyzje o zaangażowaniu politycznym nauczycieli. Gdy prosi o to zwierzchnik związany z rządzącymi, to można zrozumieć. Ale start przeciwko swojemu zwierzchnikowi? To można wytłumaczyć tylko dwojako: albo ten nauczyciel jest niespełna zmysłów, a to źle rokuje dla uczniów, albo jest wystawiony z jakiś powodów przez rządzących.

Jak jest w naszym przypadku? Pan Myśliwiec jest aktualnie chyba bez konkretnej pracy nauczycielskiej i bez emerytury. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby niedługo dostał jakąś pracę.

A ten drugi pan? Jego następca w wyścigu do prezydentury? Odpowiedzcie sobie państwo sami.

Mam wrażenie, że panowie aktorzy-politycy niezbyt dokładnie zaciągnęli kurtynę swojego teatrzyku i zebrani a skonsternowani widzowie mogą widzieć pośpieszne porządkowanie sceny politycznej Mielca.
Widzieć to, czego widzieć nie powinni.

Kanclerz Bismarck mówił, że ludzie nie powinni widzieć dwóch rzeczy: jak się robi politykę i jak się robi parówki.
Mielczanie zażerają się parówkami, nie patrząc jak się je robi, ale widzą, jak się robi mielecką politykę. I mogą nagle a niespodziewanie te parówki zwrócić.

Pozdrawiam wszystkich aktorów i widzów.

ps.w dniu 6 września, dzień po napisaniu tego felietonu,  dowiedziałem się, że Zespół Szkół Ogólno9kształcących, którymi kieruje pan Nowy Kandydat na Prezydenta Mielca z ramienia ugrupowania Razem dla Ziemi Mieleckiej, , podlega panu Prezydentowi Kapinowsowi, co całą sytuację czyni jeszcze bardziej kuriozalną.


wtorek, 4 września 2018

ZAZNACZ TUTAJ. Reszta jest PiS – em.



Zaznacz tutaj. Reszta jest PiS – em.

Ktoś, kiedyś, skrytykował mnie, gdy napisałem, że prezydent Kapinos właśnie wygrał wybory prezydenckie. Wygrał, wygrał.

Dzisiaj piszę, że PiS również wygrał właśnie wybory samorządowe w Mielcu. Taka prawda.
Gdy patrzeć na zarejestrowane komitety wyborcze, to przecież widać, że obok komitetu PiS są praktycznie tylko jego różnorakie klony.
Trudno nawet się sprzeczać o "Nowy Mielec Andrzeja Skowrona", jako że to koalicjant PiS. Właśnie ponownie podpisano umowę koalicyjną.
Komitet Wyborczy "Nasz Mielec" reprezentuje radnych, ale i przedsiębiorców, związanych z wieloletnim prezydentem Mielca, Januszem Chodorowskim. Pan prezydent ponoć nie staruje, radni są zatrudnieni na pisowskich etatach, więc przy tym małe znaczenie ma obowiązująca dodatkowo przecież  umowa koalicyjna PiS – Nasz Mielec. A przedsiębiorcy też ponoć nie startują. Znudziło im się, albo nie mają interesu. O komitecie i kandydaturze pana Ziomka pisałem poprzednio, ale i tu związki ideowe z PiS-em wprost włażą w oczy. I na nic oficjalne zaprzeczenia o pisowskich szykanach.

Więc jakby się nie odwrócić, PiS jest zawsze na przodzie, i ma władzę, w koalicji lub bez, zapewnioną.
Bo jakoś nie wierzę, że Stowarzyszenie "Razem dla Ziemi Mieleckiej", idące do wyborów prezydenckich z panem Myśliwcem na czele, cośkolwiek ugra. Bo gdyby się stało nieszczęście i powtórzyła się sytuacja z mijającej kadencji: Prezydent z (no właśnie, skąd?) lewicowej (?) formacji   "Razem dla Ziemi Mieleckiej", a rada pisowska, to nieszczęśliwym ta sytuacja znowu uczyniłaby ten Mielec.

Przy absolutnej dezercji Platformy Obywatelskiej z Mielca, abdykacji jej szefowej, pani poseł Krystyny Skowrońskiej z fotela przywódczyni mieleckich politycznych celebrytów, nieobecności PSL – u, który jakby wystraszył się insynuacji Morawieckiego, powstała próżna opozycyjna, której łatwo zapełnić się nie uda.

A przecież jest tyle ludzi, którzy na PiS lub piso pochodne komitety głosować nie chcą. I nie chcą też powtórzenia pata poprzedniej kadencji. Na kogo więc mają głosować? Jaki mają wybór?
Czy wyborem może być KWW „Zaznacz tutaj”?

Nie wiem. Zależy, jakich przedstawi kandydatów.
Jak będą młodzi, samodzielni, mądrzy, z wizją wyjścia Mielca z kryzysu, to ja ich zaznaczę. Tutaj. W Mielcu.

Zaznacz tutaj.
Nie odpuszczaj.
Nie skreślaj Mielca.
Bo skreślisz naszą przyszłość.

ps. ja tam mało wiem z polityki. Więc może jakiś jeszcze godny uwagi twór polityczno-wyborczy się pojawi w Mielcu?

piątek, 31 sierpnia 2018

Potrafisz, Mielcu? Potrafisz, Ziomku?



Nie znam pana Grzegorza Ziomka. Pomimo tego, że pojawił się 3 lata temu na mieleckiej scenie politycznej jako kandydat do sejmu z ugrupowania Kukiz15. Nie znam, pomimo tego, że poczytałem zrobioną w PowerPoincie krótką prezentację, pokazująca osiągnięcia pana Ziomka.

Potrafisz Polsko jest hasłem wiodącym prezentacji. Jak każde ogólne hasło, to także nie uszczegółowia, co niby Polska potrafi.
Ale od tego, co potrafi Polska bardziej interesującym jest, co potrafi pan Ziomek, jako – do wczoraj przynajmniej – kandydat na prezydenta Mielca. Bo dzisiaj, w piątek, ten cel jest zaklejony czarnym jak lewa strona plakatu, streczem.

Ale pewnie strecz niedługo będzie zdjęty i - tak jak Pan Ziomek przechodzący z ciemności w jasność – odsłoni się prawdziwy cel tak dynamicznie rozpoczętej kampanii prezydenckiej.

Jedno trzeba przyznać – tak dobrze artystycznie i marketingowo zrobionej prezentacji kandydata jeszcze w Mielcu nie widziałem. Jak też nie pamiętam takiej dynamiki tak wcześnie przed wyborami.
Najczęściej z plakatów straszą wylizane na ponuro twarze polityków lub ludzi chcących nimi zostać. Dokładnie nic z nich nie wynika.

A tu strzał: Mielec zalepiony ogromnymi bilbordami o dobrej wartości artystycznej.

Kto za to zapłacił gigantyczne pieniądze i kto w takim razie za tym stoi? To pierwsze dwa pytania, na które kandydat  powinien udzielić odpowiedzi, jak chce być w miarę wiarygodny. Bo Kukiz15 dla mnie wiarygodny nie jest: przypadkowa zbieranina przypadkowych ludzi, mówiących z „czapy” przypadkowe rzeczy, a tak naprawdę stanowiących bliskie zaplecze PiS, pomieszanie socjalnych i populistycznych haseł z biznesem. A to co najmniej dziwi.

Poglądy polityczne pana Ziomka, wyartykułowane w prezentacji, jak też członkostwo w Solidarności, raczej potwierdzają tezę o  byciu zapleczem PiS.
Koszt kampanii z  kolei raczej potwierdza tezę, że stoją za nim duże pieniądze.

A to już zaczyna wyglądać nieciekawie.

Murale z żołnierzami wyklętymi, historią Mielca, historią lotnictwa, ale też konkursy fotograficzne z nagrodami jakich nie fundują nawet bogate media, udział w akcji przeciwko Kronospanowi, populistyczna zapowiedź referendum na temat Kronospanu, pomoc zwierzętom, pomoc biednym poprzez wielkanocną zbiórkę żywności, no i program obiecujący co ludzie pragną, by im obiecano.

Nie wierzę panu Ziomkowi.
Nie wierzę w jego ofertę, która jest dla mnie ofertą dziwną i niewiarygodną.
Nie wierzę młodym ludziom, którzy za każdą cenę chcą robić karierę polityczną.
Kukiz15, a teraz Kukiz w 18.

Oczywiście nie wierzę też starym, zgranym politykom, ale przynajmniej wiem, czego się mogę po nich spodziewać. Czasem starość jest lepsza.
Spodziewałem się wiele po w miarę młodym panu Kozdębie. Może i miał potencjał i chęci. Nie wyszło. Został bałagan czterech lat dwuwładzy i robienia sobie na złość.

Nie dowiedziałem się, jakie to doświadczenie kierownicze ma Pan Ziomek. 11 lat na stanowiskach kierowniczych. Tak pisze o sobie sam.  Słyszałem od innych tylko, że jest jakimś "pionkiem" w Sikorsky-m.  Szefowie raczej nie należą do związków zawodowych.
Nie wiem, czy walkę z Krono traktował ideowo, czy interesownie. Nikt tego nie wie. Ale to może być moment ważny w życiorysie. Tak jak dla innego kandydata sentyment do przedwcześnie i młodo zmarłego poprzednika, przy którym pracował.

Boję się kolejnych czterech lat dwuwładzy w Mielcu. Katastrofa jest już prawie gotowa i kolejnych lat takich rządów Mielec nie wytrzyma. Ale boję się też pełni władzy PiS.

Oddać władzę całkiem PiS owi? Tragedia. Rada dla PiS, a prezydent spoza? Kto? Nasz Mielec i Wiech to prawie PiS, Ziomek i Kukiz to prawie PiS.

A może jednak – mimo wszystko, mimo niepewności - władza uchwałodawcza nie pisowska, a prezydent z PiSu? Zrównoważony, przewidywalny, spokojny, mądry, z obyciem w biznesie. Może, w obliczu zapaści, dogada się z Radą i wyprowadzą Mielec z „doła”. Bo może i Rada nie będzie się głównie popisywała politycznie, ale rządziła, tym co jej ześle los. Więc dobrze by było, by jak najmniej pistoletów o średnim  mózgu w Radzie było, a dużo ludzi mądrych i zaangażowanych, mających swoje zdanie, a nie słuchających rozkazów.

Ja stawiam na takie rozwiązanie. Oby się spełniło.


Ps. Jedną z obietnic pana Ziomka jest sprzedaż mieszańcom działek budowlanych na preferencyjnych warunkach. A może lepiej doprowadzić do tego, żeby każdy przetarg na miejskie działki nie rozstrzygała mała grupa tych samych osób. A wtedy ceny nie musza być preferencyjne.


wtorek, 21 sierpnia 2018

Pół prawdy, pół Polaka, pół Żyda. Licytacja pół-prawd i ćwierć-pamięci.



Każdy naród czci swoich bohaterów. I to jest oczywista oczywistość. Do momentu jednak, kiedy to bohaterstwo można – laboratoryjnie wręcz – oddzielić od innych bohaterstw, które mogłyby mieć na bohaterstwo naszego bohatera jakiś wpływ, to czczenie jest jakby oczywiste i nie wymaga głębszej refleksji.
Bo w innym wypadku często zaczyna się rozważanie i porównywanie wielkości indywidualnych bohaterstw, ważenia ich niejako na wadze naszego człowieczeństwa, ale i naszego nacjonalizmu czy patriotyzmu. I najczęściej rodzą się wtedy wielkie różnice zdań.

Dostałem, zaproszenie na pielgrzymkę do miejsca kaźni św. Maksymiliana Kolbe, organizowaną przez Stowarzyszenie „Pro  life”(sic!). I zadałem sobie pytanie, czy bohaterstwo tego zakonnika - a było to bohaterstwo - i jego męczeńskiej śmierci, można czcić nie pamiętając o milionie ludzi, którzy tuż obok oddali życie, być może nie tak bohatersko, być może w trwodze i rozpaczy, być może w nienawiści do Boga i ludzi, ale jednak.
I nie wiem, dlaczego śmierć jednego człowieka, nawet bohaterska, ma być „lepsza” niż śmierć miliona.
Tylko dlatego, że on był Polakiem, a tamci Żydami? Dlatego, że jego cnoty przyobleczono w szaty świętości?

Znalazłem też na Fejsbuku zaproszenie na rajd rowerowy, organizowany przez stowarzyszenie „Prawda i Pamięć” i organizację „Trasy rowerowe”. Cytuję:

„Tym razem pojedziemy do Pustkowa na Górę Śmierci, aby oddać hołd tysiącom Polaków, zamordowanym przez niemieckich oprawców. Ze względu na uroczysty charakter rajdu, prosimy o przybranie rowerów w nasze flagi narodowe.
W zabezpieczeniu rajdu pomagać na będą koledzy ze Zmotoryzowanej Grupy Rekonstrukcyjnej im.gen Maczkahttps://www.facebook.com/Zmotoryzowana-GRH-imgenStanis%C5%82awa-Maczka-260745871343107/.

Zapisałem się na rajd jako pierwszy 16 sierpnia, dostałem mejlowe potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia i  zaraz po tym zadałem organizatorom mejlem pytanie: „czy będziemy oddawać hołd tylko Polakom, których zamordowano w Pustkowie ok. 3000, czy także Żydom, których zamordowano na różne sposoby 7000 i żołnierzom radzieckim, których zagłodzono, zamrożono, zakatowano 5000”.

I choć organizator reklamuje się, że na zadane pytania odpowiada w ciągu kilku minut, do dzisiaj, po paru dniach, nie otrzymałem odpowiedzi. Nie wiem – boją się?

Pamięć można mieć cząstkowa. Można pamiętać wybrane fakty i ludzi, a innych czy inne, niewygodne, wyrzucać z pamięci.  Można czuć się pół Polakiem. Można być w ćwierci Żydem.
Ale nie ma cząstkowej prawdy.
Część prawdy to najczęściej całe kłamstwo.

I tak byłoby w tym przypadku, gdybyśmy na miejscu mordu 15 tysięcy ludzi czcili pamięć jedynie trzech tysięcy Polaków. Bo niby dlaczego? Czy inne śmierci są nie ważne? Wszyscy przecież umierali w męce i trwodze. I o ile Polacy z obozu w Pustkowie mieli choć małą szansę na przeżycie, to pozostałe dwie nacje były skazane na zagładę z definicji.
Tak byłoby, ale wierzę, że nie będzie.

Pojedziemy prawie wszyscy z białoczerwonymi flagami. Ja może zabiorę ze sobą także flagę żydowską, którą na tę okazję zamówiłem sobie na Allegro. Za jej posiadanie nie pójdę do więzienia. Tak może byłoby, gdybym zamęczonych żołnierzy radzieckich chciał uczcić, rozwijając flagę z sierpem i młotem, pod którą walczyli. Pomyślcie, czy to nie idiotyzm? Ale takie mamy prawo.

Jak czcić pomordowanych żołnierzy radzieckich, by tam było widać, że czcimy właśnie ich śmierć? Nie Polaków, nie Żydów, ale ich, nieszczęśników z sowieckiej armii? To wstyd, żeśmy tak schamieli. Nawet wrogów po śmierci trzeba uszanować. Ale jacy to wrogowie? Ostatecznie dzisiejsi „pryszczaci” prawicowcy mogą za takich uznać ponad tysiąc żołnierzy radzieckich, poległych przy zdobywaniu poligonu w Pustkowie i leżących na tamtejszym cmentarzu wojennym (sam także jestem za tym, by za poległych czerwonoarmistów modlić się 1 listopada) . Ale tych 5 tysięcy jeńców wojny radziecko niemieckiej, zagłodzonych, zamordowanych przez Niemców? Czy to są nasi wrogowie? Czy tam na miejscu nie można także wspomnieć za ich dusze?

I niczego w sprawie nie zmienia fakt, że stowarzyszenie „Prawda i Pamięć” jest, wg swej deklaracji:  „grupą ludzi, miłośników historii, a naszym celem jest propagowanie wiedzy na temat naszego Narodu”.

Naród jest wtedy wielki, gdy pamięta o całej swojej historii, a nie buduje mity i w nie wierzy. Albo zmusza do wierzenia innych.

Takie refleksje mnie naszły z okazji rajdu patriotycznego na miejsce byłego obozu zagłady w Pustkowie.


Ps. Swoją drogą zapraszam wszystkich, by tam dojechali.
Do Pustkowa pojedziemy wg tej trasy;
http://trasyrowerowe-mielec.blogspot.com/2015/01/trasa-nr_19.html
..a wracać z Pustowa będziemy tą trasą;
http://trasyrowerowe-mielec.blogspot.com/2016/09/trasa-nr_28.html
W sumie będziemy mieli do pokonania ok.66 km
Jedziemy na własną odpowiedzialność. Dzieci jadą pod opieką rodziców.
Na drogach publicznych, przestrzegamy przepisów ruchu drogowego.

piątek, 27 lipca 2018

Tracimy Polskę. Tracimy Kościół


Te sprawy, o których piszę poniżej, nie są wyłączną pochodną ostatnich trzech lat rządów PiS. Zapracowały na nie prawie wszystkie rządy III RP. Zapracowaliśmy sobie na nie zbiorowym wysiłkiem wszystkich Polaków. A w przypadku Kościoła także zbiorowym wysiłkiem wielu wiernych i wielu duchownych.

Tym niemniej w przypadku państwa kulminacja zdarzeń, prowadzących w przyszłości (jak odległej?)  do katastrofy, następuje akurat za rządów PiS, który deklarował i deklaruje odbudowę Polski, ba, budowę na nowo całego państwa, z jego ideologią i aparatem państwowym, a także wymiarem sprawiedliwości, mającym służyć państwu.
I o ile dawniej wprowadzane zmiany wydawały się odwracalne, o tyle zmiany wprowadzane przez PiS będą naprawdę trudne do neutralizacji.

Co to jest państwo? Głupie pytanie, no nie? Państwo to my. Kiedyś, dano temu, ktoś twierdził: państwo to ja. Teraz wszyscy pytanie powiedzą, że państwo to my. Zbiorowość, Obywatela. My, czyli kto? Bo tak naprawdę dla większości z nas państwo to nadal „ja”. Ja, moje potrzeby do zaspokojenia, moje pretensje do wyartykułowania, moje obsesje, których gdzie indziej bym nie wyartykułował. Moje pieniądze, które od państwa, czyli od „my”, chcę wyciągnąć.
Bo „my” jest tylko tak ogólnie, tak ideologicznie, górnolotnie, wtedy, kiedy coś od poszczególnych „ja” trzeba dać. Od nas, od „my”, nie ode mnie. Potem jest tylko „ja”.

Pośród tych wszystkich „ja”, których ilość i stężenie ich pretensji rosło przez trzydzieści lat, by osiągnąć maksimum dzisiaj, pojawiło się jeszcze jedno „ja” szczególne. Takie „JA” które uważa, że jest „MY”.

I może to jest największe nieszczęście obecnego czasu.
Bo nawet jak ten ”JA-MY” ma dobre intencje, w co można wątpić, to spotyka się z trzydziestoma milionami „ja” a każde „ja” ciągnie w swoją stronę. Każde wyrywa ile się da, bo jak nie „ja” to weźmie tamto ”ja”, a wcale nie „my”.

Umiemy burzyć, nie umiemy naprawiać. Chociaż tak mogło się wydawać po przełomie roku 1989. Bo przecież zbudowaliśmy Polskę z perspektywami. Polskę, jakiej nie mieliśmy przez tysiąclecie. Rozwijającą się, dynamiczną, coraz bogatszą. No i bezpieczną na miarę naszego położenia geopolitycznego

Ale państwo w pojęciu JA-MY to aparat państwowy i jego ingerencja w każdą prawie dziedzinę – w przypadku Polski, bardziej w każdą dziurę funkcjonowania społeczeństwa. Państwo zaczęło zjadać Polskę. Tę Polskę samorządną, samoorganizującą się, dynamiczną, pełną szans na indywidualny rozwój. Przyczyniły się do tego i skostniałe, zbiurokratyzowane, sklerotyczne sądy, i średniowieczne szkolnictwo wyższe, i zupełnie uzależnione od centralnych i lokalnych władców, oportunistyczne do szpiku kości, szkolnictwo podstawowe i średnie, i zbiurokratyzowane, oportunistyczne policja i wojsko,  rozrośnięte do nieprzytomności urzędy wszelakiej maści i wszelakich szczebli.

Państwo to biurokracja, oportunizm, lizusostwo, kradzież nie mojego wyniesiona z socjalizmu, to mnożenie żądań, kosztem innych, słabszych grup społecznych. Państwo to dobrze płatne stanowiska dla swoich nieudaczników, ale wiernych.

Teraz to nasze polskie państwo chce być Państwem. Ono chce zastąpić Polskę, tę wielką sprawę, Rzecz Pospolitą. Fakt, może tylko ideę, ale ideę wszystkich Polaków. Jakoś jednoczącą, mobilizująca dawnej, choć dzisiaj już mniej. Chce podporządkować sobie każdą dziedzinę życia społecznego, wnikając tym samym w wielu miejscach w życie prywatne. Źle działają sądy, to trzeba je podporządkować Państwu, źle działa część  gospodarki, trzeba ją obsadzić swoimi ludźmi, źle działają samorządy, z naszymi ludźmi będą działały lepiej, media są przeciwko nam, trzeba przejąć media, coś sprywatyzowano, trzeba znacjonalizować, bo państwowe  będzie lepsze, a w dodatku pod słusznym kierownictwem. Renacjonalizuje się przemysł stoczniowy i powstanie 80 tys. miejsc pracy (najnowsze zapowiedzi). Cóż w porównaniu z tym zrobiło ponad 2 tys. firm w specjalnych strefach ekonomicznych, które przez 20 lat utworzyły zaledwie 300 tys. miejsc pracy. Państwo może więcej.
Opozycja jest tylko totalna, wrogowie systemu są targowiczanami, a Unia to dawny ZSSR.

Ale i z odpowiedzi z drugiej strony merytorycznie nie są wyższych lotów.

I ludzie to kupują. I będą kupowali tak długo, aż się ekonomicznie  nie zawali. Aż nie starczy na 500+ (które zresztą popieram), na wcześniejsze emerytury, na inne plusy, na kasę dla swoich. Bo kiedyś się zawali. Bo dobra koniunktura przeminie, a głupi, ale swoi menadżerowie  nie będą umieli zarządzać w trudnych czasach.

I zostaniemy z państwem wielu „ja”, pozbawionym solidarności, z dwoma wrogimi obozami wewnątrz. Państwem, pomimo jego rosnącej omnipotencji, coraz słabszym, chociaż coraz bardziej zachłannym.
I to nie minie, nawet jak obecna władza przegra wybory. Tylko więcej pozostanie dla zwycięzców do podziału.

Nie powiem, pal sześć Polskę, chociaż akurat na Kościele zależy mi bardziej niż na takiej Polsce, która staje się powoli Państwem. Bo z przerażeniem obserwuję, że to Państwo także zaczęło zawłaszczać, a właściwie zjadać Kościół, a na pewno dołączyło do jego głównych konsumentów.
I dzieje się to z wydajną pomocą wielu ludzi Kościoła, duchownych czy świeckich, którzy nie widząc ogromnego niebezpieczeństwa, cieszą się z pozornego wzrostu znaczenia Kościoła w przymierzu z Państwem.

Dla mnie prawdziwą katastrofą był udział w pielgrzymce Rodzin RM na Jasnej Górze prawie całego polskiego rządu. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby, jak każdy obywatel, poszli i się pomodlili. Nie, oni wygłaszali przemówienia. W czasie mszy świętej. I to niektórzy przeraźliwie głupie, jak to zrobił premier Morawiecki. A potem sobie potańczyli.

Po takich imprezach – wstyd tak mówić o mszy świętej, ale inaczej nie można – należałoby odprawić msze przebłagalne, ekspiacyjne do Boga za znieważenie miejsc świętych. A tu wszyscy są zadowoleni. Wszyscy starzy ludzie.
Bo jakoś nikt nie zauważa, że młodzi tam, na polityczne spędy,  prawie nie jeżdżą, a jak już, to po to, by palić race i może hejlować. Z miejsca wielkiego kultu przemienia się Jasna Góra w miejsce wielkich imprez politycznych.

Powtórzę raz jeszcze: To nie jest prawda, jak wieszczą różni wrogowie Kościoła, że to Kościół zawłaszcza Państwo. Jest akurat zupełnie odwrotnie.
A konsekwencje tego zawłaszczania są coraz bardziej dramatyczne: pustoszejące kościoły, brak w nich ludzi młodych, następujący coraz szybciej upadek wiary.

Wielu potarza, że na sojuszu Państwa i Kościoła zawsze traci Kościół. A teraz dodatkowo to Państwo jest wyjątkowo zachłanne.
Jednym z dowodów na fatalne skutki zawłaszczania Kościoła przez Państwo jest spadek powołań w najbardziej katolickiej diecezji w Polsce, tarnowskiej. A ten dramatyczny wręcz spadek dał o sobie znać właśnie w latach, kiedy rządzi PiS. W tym okresie ilość powołań dramatycznie spadła: z 36 w 2016 roku, przez 17 w 2017 roku do 10 w 2018.

A w czasach przed PiS –em, za PO, było: 2010 – 47, 2013 - 46, 2015 – 31. Oczywiście powodów spadku powołań jak i zaniku wiary jest wiele, w innych częściach Polski kryzys zaczął się wcześniej, ale dla mnie nasza diecezja jest tu symptomatyczna.
A jeszcze bardziej dający do myślenia jest fakt, że w Częstochowie, stolicy polskiej duchowości, zamienianej, niestety, w miejsce jasnogórskich wieców politycznych, do seminarium nie zgłosił się ani jeden kandydat. To prawdziwy alarm dzwonu Zygmunta dla polskiego katolicyzmu.


W tych latach rządów PiS dramatycznie przyśpieszyło też pustoszenie kościołów mieleckich. Czy to daje komuś do myślenia?

Nie wiem, jak będzie dalej. Gdybym miał wybierać, kogo ratować: Polskę czy Kościół, wybrałbym Kościół. Bo Polska jakoś przetrwa, choćby jako Państwo. Kościół, jak coś się nie wymyśli, może nie przetrwać, jak w Zachodniej Europie.
Nie nastąpi to szybko. Dopiero jak wymrą starzy ludzie. Ale to kwestia 20 lat.

Tylko kto ma ratować Kościół? Czy kościół uratują duchowni? Nie wierzę. Mamy przeraźliwie  zhierarchizowane duchowieństwo, gdzie wykonuje się tylko polecenia z góry i nikt nie wykazuje inicjatywy do zmian. Mamy struktury kościelne działające jak wielka, nieruchawa  korporacja, w której decyzje tworzy się latami, co może było akceptowalne (i czym się Kościół szczycił) kiedyś, ale nie w świecie błyskawicznych zmian. Mamy zależności ksiądz/proboszcz/biskup, które paraliżują odwagę i obierają chęć do wychodzenia przed szereg, bo przecież jak się podpadnie, to nie ma co z sobą zrobić i można wylądować na ostatniej parafii. No i mamy proboszczów, którzy mają się wykazać tu i teraz, stworzyć ileś tak kółek różańcowych etc., więc nie patrzą w przyszłość, ale wystarczają im ludzie starzy.
Czy oni mogą wygenerować z siebie potrzebne zmiany?

A jeśli nie oni, to kto? Laikat? Jak? Pod wodzą księży? Bezradnie rozkładam ręce. Nie wiem, co będzie.
Tylko się modlić, żeby przyszło opamiętanie. Żeby zaczęto słuchać rewolucyjnego – dla naszych księży - Papieża.
Nie ojca Tadeusza.

No i to by było chyba na tyle.
Jest źle i będzie gorzej.
Chyba że Bóg nam pomoże.


Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...