poniedziałek, 16 grudnia 2024

Lekcja egzorcystyki dla dzieci w Przecławiu

 


 

W czasach kiedy trwa zażarty spór pomiędzy państwem i Kościołem co do kształtu edukacji religijnej, czyli formy i ilości lekcji religii w szkole, niektórzy księża z naszego regionu  już poszli krok dalej.

Być może pomysł był taki: cóż będziemy trwali przy samych tylko lekcjach religii, które mało kto umie tak ciekawie poprowadzić, by zainteresować młodzież i by ta nie uciekała z lekcji. Dajmy dzieciom coś ekstra. Po prostu wystraszmy je jeszcze bardziej diabłem, a jak je solidnie wystraszymy, to może i chętniej będą się uczyli religii, i do głowy im nie przyjdzie, by się z lekcji religii wypisywać.

 

Zanim przejdę dalej, wyjaśnię trzy sprawy. Po pierwsze jestem i zawsze byłem za lekcjami religii w szkole, szczególnie podstawowej, bo to po prostu wygodne dla małych czy młodych dzieci i ich rodziców. A jak już prawie nikt nie będzie na te lekcje chodził , co zdaje się nastąpi szybciej niż wolniej, to same zanikną ze szkół lub w całości będą robione w salkach katechetycznych.

Po drugie moje warszawskie wnuczki chodzą i na lekcje religii, i na etykę. Lepiej się przez to rozwijają.

No i po trzecie wreszcie, odkąd pamiętam z własnej religii, a potem z kazań, to księża tylko potrafili straszyć: diabłem, ogniem piekielnym, wieczną karą, chwilową karą Bożą za jakieś przewinienia, brakiem łaski Bożej etc. No i potrafili tyle grzechów wymyśleć, że szczęka opadała. Gdzieś się nie ruszył, coś nie uczynił – grzech śmiertelny i wieczne potępienie.

 

Jak już Jezus miłosierny objawił się zakonnicy Faustynie, obecnie świętej, jak kult zarówno Miłosierdzia Bożego, Jezusa Miłosiernego, jak i świętej Faustyny Jan Paweł II, obecnie święty, postawił na pierwszym miejscu pośród wszystkich innych, to myślałem, że i nauczanie Kościół zasadniczo się zmieni.

 

Ale gdzie tam. Może się zmieniło w Niemczech, może w Brazylii, ale w Polsce ani ani. Przeciwnie – u nas diabeł bardziej zdiablał, zogromniał, stał się (dla niektórych) jeszcze straszniejszy niż był. A skoro tak, to należało rozpocząć przeciwko niemu krucjatę. Należało zacząć z nim walczyć. I stało się to od pontyfikatu Jana Pawła II właśnie.

I jak kiedyś egzorcystów nie było, albo nieliczni przemykali chyłkiem po zapleczu Kościoła, tak teraz potrzeba chwili, czyli walka z Szatanem, stworzyła liczne zastępy wojowników, którzy wyposażeni w odpowiednie narzędzia (wiedzę tajemną dla ogółu) i upoważnieni przez biskupów, mogli tę walkę podjąć. (Biskup z urzędu jest także egzorcystą)

 

W Przecławiu, do Domu Kultury, kazano przyjść siedmio i ośmioklasistom ze szkół w okolicznych wioskach, by wysłuchali wykładu egzorcysty z naszej diecezji.

To bardzo miły ksiądz, chyba po sześćdziesiątce, tak miły, że na pierwszy rzut oka pomyślałem, że nawet myszy kościelne by przed nim nie uciekały.

 

Miał wiele slajdów o szatańskich zagrożeniach, ale także o sposobach przeciwdziałania im. Wysłuchałem pilnie tego wykładu i jakieś tam wnioski dla siebie wyciągnąłem.

A są one takie:

Dlaczego Szatan, który jest tak aktywny w Polsce, nie opętuje katolików we Francji, czy w Niemczech, gdzie egzorcystów katolickich praktycznie nie ma, a ilość egzorcyzmów jest zerowa, lub zera bliska?

Nie znaczy, że tak zawsze w Niemczech np. było. Ale jakoś się skończyło. Bo miało miejsce takie zdarzenie: W jesieni 1975 rozpoczęto egzorcyzmowanie Anneliese Michel i przez 10 miesięcy przeprowadzono 67 sesji egzorcystycznych,  które odbywały się raz lub dwa razy w tygodniu i trwały do czterech godzin, po których egzorcyzmowana osoba zmarła z wygłodzenia, a tak egzorcyści jak i rodzice dziewczyny zostali skazani na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu za nieumyślne spowodowanie śmierci.

 

„Ulrich Niemann, jezuicki duchowny i lekarz psychiatra, odnosząc się do sprawy powiedział: „jako lekarz muszę powiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak opętanie. W moim odczuciu tacy pacjenci cierpią na schorzenia umysłowe. Niezbędna jest interwencja psychiatry. Modlę się wraz z nimi, jednak nie może to być jedyną pomocą” (za Wikipedią)

 

A sprawę przypieczętował biskup, który zezwolił w na prowadzenie w tajemnicy tych egzorcyzmów, wydając (niezgodny z nauczaniem Kościoła) dokument stwierdzający, że szatan nie istnieje, a Anneliese nie była opętana.

 

Ale całkiem inaczej jest w Polsce. Bo Polacy potrzebują egzorcyzmów i egzorcystów. W swoim wykładzie ksiądz egzorcysta powiedział, że w ciągu jednego roku zgłoszono do niego aż 550 przypadków opętania. Zdaniem egzorcysty faktycznie opętanych było zaledwie kilkanaście osób. I tym osobom pomógł.

 

Ale jak widać, ludzie w Polsce wierzą bardziej egzorcystom niż psychiatrom (których zresztą brakuje, a egzorcystów chyba mniej) i do nich w pierwszej kolejności się zgłaszają.

 

Zapytałem księdza, czy nie jest tak, że Szatan atakuje wyłącznie ludzi wierzących, a szczególnie bardzo wierzących, a jakoś nie zajmuje się niewierzącymi (Anneliese Michel pochodziła z ekstremalnie wierzącej rodziny i sama też taka była). Ksiądz zaprzeczył. Według niego mocna wiara chroni przed szatanem. A co do niewierzących to stwierdził, że oni i tak żyją w grzechu, więc szatan nie musi ich opętywać.

Nie zadałem pytania, co jest, gdy niewierzący w Boga zachowuje inne jego przykazania, co przecież może być częstym przypadkiem.

 

Ale najsłynniejszy egzorcysty, włoski ksiądz Gabriele Amortch, przez 36 lat posługi wypędził Szatana z 70 tysięcy osób, co daje 1600 szatanów rocznie i średnio 4,5 szatana dziennie.

Więc jak widać Włosi też potrzebują egzorcystów i chętnie do nich idą ze swoimi problemami.

 

Tylko n koniec nie sposób postawić sobie pytania: po co ta wiedza dzieciom z siódmej klasy szkoły podstawowej?

Czy nie lepiej byłoby popracować nad nowymi metodami nauczania Biblii, Ewangelii? Wszak większość z tych dzieci wie ( a jak jeszcze nie wie, to się za chwilę dowie od różnych Dawkinsów i ich Bogów urojonych), że człowiek powstał w sposób ewolucyjny, że nie było raju, Adama i Ewy, ba, grzech pierworodny należy jak najszybciej przedefiniować. I nie gadam to ja, Andrzej Talarek, tylko bibliści Uniwersytetu Papieskiego im. Św. Jana Pawła II w Krakowie, czy tacy światowej sławy profesorowie jak ks. Prof. Heller.

 

Nie sposób nie zapytać na koniec: czy ten wykład to nie sprawka Szatana?

 

 

Ps. Jeśli ktoś ciekawy, porobiłem trochę slajdów, z których się można dowiedzieć, co nas zbliża do szatana. Prócz satanizmu, co jest jakby oczywiste, ale bardzo rzadkie i występuje u ludzi, których i tak do kościoła nie chodzą i egzorcysty nie potrzebują, to na pewno joga, Halloween,  wschodnie sztuki walki połączone z medytacją, okultyzm, wróżbiarstwo, noszenie amuletów, talizmanów, figurek bożków, symboli satanistycznych,  rzucanie przekleństwa, czarów, uroków, trwanie w grzechach ciężkich, zatajanie grzechów, świętokradzkie przyjmowanie Komunii świętej, porzucenie wiary, wywoływanie duchów, wróżenia (także wahadełkiem), chodzenie do wróżów, karty Tarota, różdżkarstwo, astrologia, numerologia, kontakt ze świeckim egzorcystą (bo i tacy robią konkurencję),

 

Fizyczne symptomy opętania to także mówienie w nieznanym sobie języku lub rozumienie tegoż, ogromna siła (znowu nie zapytałem, że przecież podobne objawy mają uczestnicy grup Odnowy w Duchu Świętym, więc jak rozróżnić?.

 

 

 

 

 

środa, 11 grudnia 2024

Czy mielecka Matka Boża Nieustającej Pomocy jest gorsza od tej z Gietrzwałdu?

 

 W Gietrzwałdzie, małej miejscowości (400 mieszkańców) koło Olsztyna, słynnej wśród katolików cudownym obrazem Matki Bożej i objawieniami, które miały mieć miejsce w wiosce w 1877 roku, gdzie Matka Boża objawiła się dwum nastolatkom, NIEMIECKA firma Lidl postanowiła wybudować wielkie centrum logistyczne.

 

Ma to być hala o powierzchni 73 tys. m2, wymiarach 166 m x 440 m. Biedna gmina ma dostać 3 mln zł za przygotowanie terenu, a potem, po trzech latach,  do jej kasy ma wpływać 2,5 mln złotych każdego roku.

Centrum logistyczne ma być wybudowane w odległości 1 km od miejsca objawień Maryjnych. Centrum da pracę 200 osobom. W gminie nie ma wielu miejsc pracy i ludzie dojeżdżają 30 km do Olsztyna

 

Wniosek inwestora, po różnych perturbacjach prawnych,  uprawomocnił się i może on legalnie rozpocząć budowę.

 

Od początku ta inwestycja wzbudziła protesty części mieszkańców Gietrzwałdu

Grupa określająca się jako obrońcy wiary i polskości podsyca spory wokół tej budowy. Sprzeciwia się „niemieckiej i protestanckiej” inwestycji w Gietrzwałdzie. Jak może Niemiec budować coś w pobliżu Gietrzwałdu! Niedopuszczalne.

Należy dodać, że grupy oficjalnie nie popiera żaden z hierarchów Kościoła. Także ksiądz Marcin Chodorowski, rektor Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, nie zgodził się na protesty na terenie miejsca kultu.

 

Protestujących to nie zraża i na pomoc wezwali po pierwsze:  polityków, czyli Brauna i Konfederację (Braun nakręcił film o Gietrzwałdzie), a po drugie: wystosowali apel do wszystkich mieszkańców Polski, którzy nienawidzą Niemców, a którzy kochają Matkę Bożę. Tę w Gietrzwałdzie i tak ogólnie.

 

Apelując o pomoc posługują się kłamstwem, a w najlepszym razie półprawdą, że w tym centrum logistycznym będą składowane odpady, w tym także niebezpieczne.

I na nic wyjaśnienia Lidla, ze Centrum ma przede wszystkim dystrybuować towary do kilkudziesięciu sklepów w okolicy. Będą także magazynowane odpady, które każda duża firma wytwarza, ale one nie będą przerabiane na miejscu, lecz rozdysponowane do firm recyklingowych.

Mogą sobie mówić. Nikt im nie wierzy. Ani grupa protestująca, ani politycy, ani ludzie w całej Polsce, którzy 13 i 14 grudnia są wzywani do protestów przed sklepami Lidla w całej Polsce. W Mielcu będą protestować przed Lidlem na Jagielończyka od godziny 11.00 do 13.

Będą protestować, bo budowa centrum logistycznego z funkcją gromadzenia odpadów to: „wojna duchowa z narodem polskim”, „upokarza nas i niszczy tożsamość narodową”, to świadomy, zaplanowany element walki z Kościołem Katolickim i uderzenie w wiarę katolików:.

 

Po co ja o tej abberacji piszę? Ano po to, że sporo mielczan, nie wgłębiając się w istotę sprawy, popiera to działanie. Wszak „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” i niszczył naszej wiary.

 

Ja  pytam wszystkich mieleckich katolików, którzy protestują przeciwko budowie hali Lidla z funkcją gromadzenia odpadów, w tym 2% niebezpiecznych: Czy nie przeszkadza wam budowa spalarni odpadów w odległości 1,5 km od Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy? Wszak będzie tam spalane (nie magazynowane przed wywiezieniem) 120 tysięcy ton śmieci, w tym ogromna część niebezpiecznych. Naprawdę uważacie, że Matka Boża z Gietrzwałdu jest lepsza od „naszej” mieleckiej Matki Bożej Nieustającej Pomocy? Patronki naszego miasta?

 

Nie wstyd Wam, że milczycie, tak jak milczy pierwszy zastępca Prezydenta, który, zamiast pomóc, odsyła Radną Mirosławę Gorazd do Elektrociepłowni na przepytki? Chociaż jest w radzie nadzorczej Elektrociepłowni.

 

Przypominam, że spalarnię śmieci także chce nam budować wielka niemiecka firma. Będziecie milczeć, zgadzając się na budowę, gdy jednocześnie pójdziecie do Lidla na zakupy, a przy okazji sobie oprotestujecie sobie przeciwko budowie hali 500 km stąd?

 

Jak już tam pójdziecie, to sobie przynajmniej spróbujcie odpowiedzieć na pytanie, które niektórych przerasta: czy Matka Boża Nieustającej Pomocy w mieleckim kościele, 1,5 km od przyszłej spalarni odpadów, to nie jest ta sama Matka Boża z Gietrzwałdu?

 

Bo mnie się wydaje, ze mamy tylko jedną Matkę Bożą. Czyż nie?

 

 

 

 

 

wtorek, 10 grudnia 2024

Mielec kontra Przecław. Wielka sztuka puka do bram

 

 

Kultura wchodzi pod strzechy, chciałoby się powiedzieć za Wieszczem, kiedy ma się w pamięci wielkie spektakle stworzone w naszych małych miastach przez ludzi w nich żyjących.

Bo nie sztuką jest zaprosić teatry czy inne zespoły artystyczne „ze świata”, by sobie popatrzeć, popodziwiać, pokrytykować.

Sztuką jest stworzyć wielkie artystyczne spektakle swoimi, lokalnymi siłami.

 

Czyli - mówiąc najprościej - sztuką jest tworzyć własną, lokalną, wielką sztukę. I to się nam zaczyna udawać. I w Przecławiu, i w Mielcu, i w niedalekiej Dębicy.

 

W ostatnich dwu miesiącach obejrzałem spektakle, o których mogę mówić tylko w samych superlatywach.

To – po pierwsze - było pierwsze w Mielcu, „własnoręczne” na dodatek, wykonanie V Symfonii Beethovena. Utworu tyleż sławnego co trudnego.

Nasza Mielecka Orkiestra Symfoniczna świetnie odczytała i wykonała Beethovena, była profesjonalna aż do zachłyśnięcia się zachwytem nad prezentowaną muzyką, a jej dyrygent i dyrektor, Pan Piotr Wyzga, wyrasta na znaczącą postać polskiej muzyki symfonicznej. Należy do tego pamiętać, że jesteśmy trzecim małym miastem powiatowym posiadającym orkiestrę symfoniczną (co należy uwidocznić w Wikipedii, w kategorii: Polskie Orkiestry Symfoniczne).

Potem był Koncert Niepodległościowy naszej Orkiestry, 30 grudnia będzie Koncert Sylwestrowy, a 5 stycznia Koncert Noworoczny. Na dwa ostatnie wybieramy się z wnuczkami.

 

Po drugie, obejrzałem w Domu Kultury Przecławiu robione własnymi siłami gminnego środowiska przedstawienie mickiewiczowskich „Dziadów cz. II”. I było to świetne widowisko, a aktorzy (ponoć amatorzy) w niczym nie ustępowali profesjonalistom z Teatru Siemaszkowej, którzy na tej samej scenie przedstawiali nam „Męża i Żonę” Aleksandra Fredy.

Dom Kultury w Przecławiu zyskał w ostatnich latach wielką i zasłużoną sławę w powiecie, za sprawą genialnego i pracowitego Krzysztofa Urbańskiego, jego dyrektora. Chylę czoła.

 

No i wreszcie, po trzecie, oglądnęliśmy w niedzielę premierę świetnego, autorskiego  musicalu „Nieudacznicy”, w reżyserii pani Anny Leszkiewicz, w obsadzie rewelacyjnej mieleckiej młodzieży, z genialnym Big Mielec Bandem pod dyrekcją Pana Waldemara Ozgi (naszą kolejną, reprezentacyjną orkiestrą, z której tylko możemy być dumni).

To był prawdziwy żywioł muzyczny, żywioł, który porywał, w którym każdy ruch i gest był przemyślany i świetnie wyreżyserowany, każde słowo, okrzyk czy nuta wyrażały to co miały wyrazić, głównie radość ze wspaniałej zabawy młodych ludzi, z których rewelacyjni, super profesjonalni byli Pinokio i Pocahontas. Wszyscy byli świetni, i Czarownice, i trochę może zbyt zbyt ekspresyjna dla mnie, ale niesłychanie przekonująca Cruella, a piosenki, w pełni Pani Małgorzaty Pazdro, ale w wykonaniu mieleckiej młodzieży, aż podnosiły z foteli.

Na koniec dekoracje, piękne i przemyślane.

Super było(chociaż tekstów piosenek nie rozumiałem, a szkoda).

Można powiedzieć, że Pani Dyrektor Samorządowego Domu Kultury Joanna Kruszyńska kończy swoją pracę na tym stanowisku bardzo mocnym akcentem.

Jednocześnie Nowy Dyrektor SCK ma na wejściu mocno podniesioną poprzeczkę. O tym, że to nie będzie łatwy kawałek chleba, nie trzeba nikogo przekonywać. Szczególnie jak za plecami ma się Pana Urbańskiego i Dom Kultury w Przecławiu.

 

Tylko powyższe pokazują, że Mielec ma o wiele więcej atutów niż Przecław, by narzucać powiatowi, może regionowi, wzorce działań kulturalnych. Ale wiem, że ciężko będzie, oj ciężko, Nowy Panie Dyrektorze, ciężko. Ale pewnie nie tylko ja życzę Panu dobrze, życząc sukcesów. Myślę, że tak samo życzy większość mielczan.

Bo od tego zależy realizacja aspiracji kulturalnych Mielca, ale i samych mielczan. Wierzę, że już żaden uchodźca z Mielca nie powie: wyprowadzam się, bo tam (w Warszawie, Krakowie, Rzeszowie …do wyboru), będę mógł chodzić do teatru. Ale jaja. A tu mamy wszystko: teatry zwykłe i muzyczne, orkiestrę symfoniczną, big band, trzy świetne chóry, ekstra bibliotekę, różne konfiguracje małych zespołów klasycznych ze szkoły muzycznej, mali i duzi Rzeszowiacy i co by tam kto jeszcze chciał. A wszystko w jednym miejscu, łatwo dojechać i dojść. Nie tak, jak w Warszawie Rzeszowie, Krakowie.

 

No i, jak obiecuje pan Prezydent, będzie budowana przy ulicy Powstańców Warszawy Wielka Scena, na której nawet Krakowiaków i Górali, jak przed rokiem w Dębicy, będziemy mogli wystawić. A ja będę mógł posłuchać IX Symfonii Beethovena w wykonaniu naszej orkiestry symfonicznej. A co?

 

Jest dobrze. Wierzymy, że będzie lepiej.

 

 

 

 

niedziela, 8 grudnia 2024

Czy Pan Prezydent Szostak (przepraszam) „robi sobie jaja” z Pani Radnej Mirosławy Gorazd?

 


Szanowny Panie Prezydencie Szostak. Może nawet ciut żałuję, że nie jestem z Panem w tak dobrych relacjach jak z Prezydentem Leyko, którego znam od wielu lat, ani nawet jak z Prezydentem Swołem, którego miałem przyjemność poznać w trakcie kampanii wyborczej. Zawsze to lepiej mieć dobre stosunki z władzą, niż złe.

Ten fakt jednak powoduje, że łatwiej mi o krytyczne słowa pod adresem Pańskiej pracy (bo nie Pana, broń Boże), niż byłoby to wtedy, gdybyśmy się znali lepiej.

 

No więc do rzeczy. Sprawa spalania śmieci w Mielcu jest dla mnie sprawą pierwszorzędną i w zasadzie, prócz mieleckiej kultury, (co mnie jakoś łączy z Pana kolegą w prezydencji) mało innych spraw w Mielcu mnie interesuje. Z sygnałów, które do mnie płyną, mam prawo sądzić, że nie jest to sprawa dla Pana priorytetowa, a może nawet jest mało ważna. I to mnie martwi.

 

26 sierpnia 2024 roku, a więc ponad 3 miesiące temu, pani Radna Mirosława Gorazd napisała interpelację do Pana Prezydenta Swoła w sprawie „planów budowy instalacji termicznego przekształcania odpadów (w skrócie „spalarni”), przez spółkę Elektrociepłownia Mielec Sp. z o.o., przy ulicy Wojska Polskiego 3 w Mielcu (w skrócie „EC Mielec”) na terenie działki 52/1, obręb nr 0003 – przemysłowy.

Czyli, mówiąc po chłopsku i w skrócie, budowy czegoś, co może potencjalnie zagrozić Mielcowi i jego mieszkańcom, tak w kwestii czystości powietrza, jak też w kwestii atrakcyjności inwestowania w strefie przy ul. Wojska Polskiego

 

Jest to temat, który z racji podziału obowiązków prawdopodobnie przypadł Panu pod nadzór.

Pani Radna Gorazd, która jako jedyna w tej Radzie zajmuje się (jak widzę) sprawami trudnymi, zadała w tej interpelacji 8 ważnych pytań. Pytań często kluczowych dla miasta i mieszkańców. Pytań, na których odpowiedź, lub przynajmniej głębokie rozeznanie sprawy, jest kluczowe dla przyszłości Mielca.

 

Na przykład pytanie 4 (streszczam):  Jeśli do budowy spalarni miałoby dojść, to czy koszt budowy spalarni poniesiony przez EC Mielec w wysokości 840 820 850 zł nie będzie przerzucony na mieszkańców miasta, co spowoduje wzrost opłat za odbiór odpadów oraz wzrost kosztów ogrzewania dla mieszkańców miasta?

 

Przecież odpowiedź na to pytanie dla większości mielczan będzie nawet ważniejsza, niż zdechłe (ewentualnie) powietrze, które będą wdychali.

A Pan nie ma na ten temat nic mielczanom do powiedzenia.

Podobnie jak na inne , prócz piątego, o ilości śmieci w Mielcu, pytania.

 

W Pana odpowiedzi dla Pani Radnej Gorazd z dnia 22 listopada 2024 roku, czytamy (pisownia oryginalna): ”W odpowiedzi na pozostałe zapytania zamieszczone w treści pisma uprzejmie informuję, że Gmina Miejska Mielec nie znajduje się w posiadaniu wnioskowanych informacji, które odnoszą się do ewentualnego zamierzenia inwestycyjnego planowanego przez spółkę Elektrociepłownia Mielec Sp. z o.o. w Mielcu, w której Gmina Miejska Mielec posiada co prawda mniejszościowy pakiet udziałów, ale która nie jest spółką komunalną.

 

Chciałem zauważyć, że ja znajduję się w posiadaniu informacji, iż Pierwszy Zastępca Prezydenta Mielca Pan Krzysztof Szostak jest Zastępcą Przewodniczącego Rady Nadzorczej Elektrociepłowni Mielec Sp. z o.o.. Wiem też, że z racji pełnienia tak ważnej funkcji ma dostęp do bardzo wielu (choć zapewne nie wszystkich)  informacji na temat funkcjonowania Spółki, a o te, które nie ma, może dopytać.

Zapewne zdobędzie te informacje znacznie łatwiej niż Radna Gorazd, której na zakończenie swojego pisma proponuje: „Wobec powyższego w celu uzyskania informacji w powyższym zakresie  proszę o ewentualne odrębne wystąpienie do Spółki”.

 

Moim zdaniem, Szanowny Panie Prezydencie, pańskim obowiązkiem jest uzyskiwanie informacji tak ważnych dla mieszkańców Mielca, jak i dzielenie się nimi z mieszkańcami, a nie zwalanie tego na radną Gorazd.

 

Obowiązkiem Pana jest także prowadzenie analiz, czy w świetle nadchodzącej ewentualnej katastrofy ewentualnego wyłączenia ogrzewania mieleckich bloków mieszkalnych, istnieje alternatywna możliwość zapewnienia ciepła mieszkańcom i dzielenie się takimi analizami z mielczanami.

 

To tyle, by nie zanudzać czytelników.

 

 

 

 

PS. Dla dociekliwszych podaję poniżej pytania, które Pani Radna Mirosława Gorazd zadała Prezydentowi i na które (z wyjątkiem piątego) nie uzyskała odpowiedzi. Sami oceńcie, czy one są ważne i czy Prezydent Szostak takiej odpowiedzi winien udzielić, a przynajmniej próbować to uczynić.

 

1.     Dlaczego EC Mielec w przestrzeni publicznej podaje informacje o „poszukiwaniu alternatywnych źródeł energii”, skoro wcześniej spółka ta złożyła bardzo rozbudowany
i kompletny wniosek o wydanie decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych dla projektu budowy spalarni – instalacji termicznego przekształcania odpadów?

2.     Jaki był koszt sporządzenia wniosku o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach wykonanego przez Savona Project na zlecenie EC Mielec? Skoro spółka „nie podjęła jeszcze decyzji o budowie spalarni”, jak sama przekonuje w materiale na swej stronie internetowej,to czy takie koszty i ich ponoszenie jest uzasadnione?

3.     Skoro spółka EC Mielec „nie podjęła jeszcze decyzji”, to dlaczego złożyła ona wniosek
o dofinansowanie „Budowy Instalacji Termicznego Przekształcania Odpadów (RDF/pre-RDF) w Mielcu: wydajność 109 920 ton na rok; koszt całkowity 940 820 850 zł; wnioskowana kwota 100 000 000” do NFOŚiGW w ostatnim, kwietniowym naborze – nabór nr 2 Programu Priorytetowego 2.1.3.? W jakim celu został złożony ten wniosek, skoro „nie zapadły” jeszcze żadne decyzje?

4.     Jeśli do budowy spalarni miałoby ostatecznie dojść, to czy potencjalny koszt poniesiony przez EC Mielec (i jej właściciela, grupy Remondis), w wysokości 840 820 850 zł
(z uwzględnieniem ewentualnego dofinansowania NFOŚiGW) nie będzie przerzucony na mieszkańców miasta? Skoro firma ponosić miałaby koszty inwestycji, to zakłada jej zwrot; zatem, czy budowa spalarni nie spowoduje wzrostu opłat za odbiór odpadów oraz wzrost kosztów ogrzewania dla mieszkańców miasta?

5.     Ile ton odpadów komunalnych wytwarzanych jest rocznie na terenie gminy miejskiej Mielec? Jaka ilość odpadów (popiołów i żużli) byłaby wytwarzana przez spalarnię gdyby doszło do jej powstania?

6.     W swoich materiałach medialnych EC Mielec przekonuje, że proces dekarbonizacji jest konieczny ze względu na obowiązujące przepisy, cyt. „chcąc zachować ciągłość produkcji
i dostaw ciepła, ze względu na obowiązujące przepisy, niezbędne jest wdrożenie programu dekarbonizacji i zastąpienie obecnego źródła węglowego nowym – niskoemisyjnym”
oraz że „odejście od węgla jest niezbędne także dla zachowania statusu efektywnego energetycznie systemu ciepłowniczego przez miejską sieć. Jego utrata w 2028 roku skutkować będzie zakazem przyłączenia się do sieci ciepłowniczej oraz brakiem możliwości pozyskiwania środków finansowych przez miasto na modernizację i rozbudowę sieci.” – proszę o wskazanie dokładnych przepisów prawa, które miałyby rodzić skutki prawne opisywane przez EC Mielec.

7.     Dekarbonizacja to przejście na bezemisyjne źródło energii. Czy w związku z tym spalarnia będzie wyposażona w instalację CCS do wychwytywania i magazynowania CO2? O ile zmniejszy się ilość CO2 emitowanego przez EC Mielec po wybudowaniu spalarni, biorąc pod uwagę, że obecnie kotły węglowe pracują jedynie przez część roku (w okresie grzewczym), a spalarnia będzie działała przez cały rok?

8.     Na stronie EC Mielec czytamy, że „dla podkreślenia otwartości na merytoryczny, konstruktywny dialog  w celu wdrożenia niezbędnego procesu dekarbonizacji, w maju br. zawiesiliśmy postępowanie środowiskowe”. Jako mielczanie mamy prawo do klarownych
i prawdziwych informacji odnośnie środowiska, w którym żyjemy; plan budowy instalacji przetwarzającej 110 tysięcy ton śmieci rocznie może budzić obawy i uzasadniony sprzeciw. Czy w ramach „merytorycznego, konstruktywnego dialogu” spółka może przedstawić rzetelne informacje i dane o wszystkich alternatywnych źródłach energii, na które powołuje się w przekazach medialnych? Czy wspomniane przez EC Mielec „analizy finansowe, środowiskowe i formalno-prawne związane m.in. z wykorzystaniem silników gazowych, biomasy, geotermii czy miksu paliw” zostaną przedstawione samorządom i opinii publicznej oraz czy wszelkie dalsze kroki będą przedmiotem szerokich konsultacji społecznych?

 

 

 

 

sobota, 7 grudnia 2024

Gdy polityk zabija polityka..... nie karać!

 

 

Starzy ludzie zawsze narzekali na „dzisiejsze czasy”, że są złe, że będzie katastrofa, że … Bo młodzi są dzisiaj inni, znacznie gorsi, niż oni byli w swej młodości.

Zauważcie, że zawsze kiedyś starzy narzekali na młodych.

 

My żyjemy w takich czasach, że młodzi są jacy są, ale to starzy zupełnie zgłupieli i swoją głupotą zarażają młodszych. Nie wiem, czy wszystkim starym ludziom odbiło, ale na pewno odbiło naszej klasie politycznej, szczególnie jej starej części, która albo już powinna być na emeryturze dla dobra Polski, albo na tę emeryturę powinna odejść jak najszybciej, nawet na przyśpieszoną. Także dla dobra Polski.

 

Tego co się dzisiaj dzieje, tego potopu nienawiści, jaki zalewa media, nie da się już wytłumaczyć inaczej, jak bezdenną głupotą naszych polityków, ich brakiem instynktu zachowawczego, zupełnym zaślepieniem na superniebezpieczną, otaczającą Polskę rzeczywistość.

 

Gdyby to szaleństwo było zamknięte w tym wąskim, politycznym kręgu, może byśmy jakoś trwali. Ale przecież wszyscy doskonale wiemy, że ta polityczna nienawiść, to pragnienie zniszczenia przeciwnika,  wdeptania go w ziemię, ośmieszenia, splugawienia, splucia, wręcz rzucania na niego swoich fekaliów, zaraża szerokie kręgi społeczeństwa.

 

Na szczęście wiemy, że są jeszcze politycy nie wpisujący się w tę obłędną narrację, szczególnie politycy lokalni, nie warszawscy, którzy widzą, jak jest na dole, którzy żyją z ludźmi i nie dają się do końca zawładnąć „przekazom dnia”. Wiemy, że są obywatele, nie zainfekowani jeszcze złem i nienawiścią, którzy trzeźwo patrzą na ten polityczny cyrk wszelkiego zła, w którym chętnie wypuściłoby się na arenę lwy, by rozszarpywały przeciwników.

 

Patrzę na to wszystko ze zgrozą, z przerażeniem. Tak moim, jak wszystkich ludzi „dobrej woli” (to za Czesławem Niemenem obowiązkiem, jest głośne mówienie o tym, co się dzieje, wskazywanie palcami siewców nienawiści, piętnowanie ich jako ludzi, którzy niszczą naszą wspólnotę. A nie bezmyślne likowanie nienawistnych artykułów w Internecie, które, jeśli są pełne nienawiści, na 100 % są kłamstwem. Bo sama nienawiść jest kłamstwem i zbrodnią.

Dajmy odpór takim postom, takim ludziom. Zastanówmy się przez chwilę, gdy coś piszemy, gdy coś linkujemy, czy stajemy się siewcą zła, siewcą nienawiści, która zniszczy nasz wspólny jednak świat.

 

I nie chodzi o to, by nie krytykować przeciwników, To należy zawsze czynić. Chodzi o to, by zachowywać się w krytyce jak człowiek, a nie jak ludzka świnia (by nie obrażać zwierząt, których mięso zjadamy).

 

 

Dzisiaj promocję miał rocznik Mieleckiego Towarzystwa Literackiego. Jednym z wierszy, jakie opublikowałem w tym roczniku, był mój „Poemat dydaktyczny – Radio Nienawiść”.

Każdy czytał swoje wiersze, ja wybrałem właśnie ten, chociaż jest bardzo długi.

 

Powiedziałem tam tytułem wstępu, że należało by zaproponować na jeden dzień dyspensę dla polskich polityków: moralną i prawną. Taką od papieża Franciszka i od Prymasa (nomen omen) Polaka. Jak polityk nazwie drugiego polityka bandytą, oszustem, złodziejem, kanalią, hersztem bandy, idiotą, manipulatorem, siewcą nienawiści, itd., (do wyboru jak kto chce) należałoby takiemu politykowi dać prawo potwierdzenia jego słów możliwością zabicia tego, którego tak nazwał, albo prawo do zabicia dla tego, który tak został przez innego nazwany, zawieszając ważność piątego przykazania i kodeksu karnego.

 

I wtedy albo pozbylibyśmy się polityków - siewców nienawiści, niszczycieli życia społecznego, dekonstruktorów naszej Polski, która, póki co, w miarę  działa, bo by się pozabijali, albo, co raczej pewniejsze, ochłonęliby ze swej nienawiści i w Polsce zapanowało by w miarę cywilizowane życia polityczne.

 

Na dodatek, w ramach pokuty, uchwaliliby ustawy, zabezpieczające nasze dzieci przez złem, nienawiścią dzisiejszego świata.

 

Przeczytałem słuchaczom ten mój długi Poemat dydaktyczny. Starałem się to uczynić emocjonalnie, by jego przekaz kogoś poruszył. Jak skończyłem, obecna na spotkaniu Pani Doktor, nasza literacka koleżanka, pochyliła się ku mnie i powiedziała: Panie Andrzeju, ja jestem z czasów, gdy poeci jeździli po szkołach i recytowali dzieciom swoje wiersze. Często rewolucyjne. A pochodzę spod Warszawy, więc było to dość częste. Pamiętam, jak Broniewski czytał z pasją o rewolucji, partii. I w pana czytaniu tego wiersza słyszałam ten sam ogień, który cechował tamtych poetów, walczących o swoje ideały.

Ja bardzo dziękuję Pani Doktor i bardzo jestem dumny, że tak ten poemat udało mi się przeczytać. Bo nienawiść jest tym zjawiskiem, z którym musimy wszyscy się zmagać, wobec którego nie możemy przechodzić obojętni. Za który wszyscy odpowiadamy.

 

Wierzę, że zaczęliśmy mieć dość tej polsko polskiej wojny i że prezydentem zostanie polityk niosący pokój.

 

PS. Jeśli ktoś ma cierpliwość, poniżej ten poemat.

 

 

Radio Nienawiść.

Poemat dydaktyczny.

 

 

Stworzona

kiedy Kain Abla

zabił

już nigdy nie umarłam
jakbym istniała wirtualnie
nieusuwalna
niezniszczalna

wciąż dokarmiana

hołubiona

sycona krwią i świeżym mięsem

mąż żonę albo męża żona

wróg niespodziany lub przyjaciel

fałszywy gest i pocałunek

Judasz i spółka

i ratunek już niemożliwy

śmierć w ampułkach

uduś obsmaruj oczy wydrap…


o wielu życiach niby hydra
źródło wymyśleń zadziwienia
kłamstw ku serc małych pokrzepieniu

stwarzanych bredni i oskarżeń

pięknych w nieprawdzie opowieści


źródło głupoty

unisono

i nigdy mnie nie wyłączono

nakręconego automatu
kreacji prawd całemu światu
wciąż wykrawanych z sukcesami
z trzewi kłamstw
głośno powtarzanych
by je przekształcić
milion razy
cyzelowanych barokowo
lub ociosanych tępą głową
potrzeba chwili decyduje
jak dużą trwałość Nienawiści
należy nadać
by się ziścił

cel założony

droga prosta

 

tu mówi Londyn
tutaj Moskwa
tu mówi Wolna Europa
tutaj Warszawa
wieści potop

Radio Washington
I Hate Radio

 

nienawiść wszystkich nas dopadła
kiedyś

gdy jedna informacja
wykreowana prawda nacji
była pożywką dla milionów
minęło
znikło bezpowrotnie
dzisiaj gdy
prawdo-kłamstw miliony
są dla każdego z ogłupionych
do pięt od głowy

połaskotaj

tworzony z nich jest twór-idiota
bytu niebytu podobieństwo
czy podobieństwo czegokolwiek
nie obraz choć to dalej

człowiek

 

złych ludzi w złym
utwierdzam mocą
dobrych ośmieszam i przerażam
ze stopni strącam ich ołtarzy
przedsionki świątyń zamigocą
przedzawałowo
serce jedno
dla rozrzewnionych oczu wielu
przeszłości śpiew
mój przyjacielu
zamierający
kostniejący
martwy jak żółty trawnik latem
dla obojętnych jest ochłapem
słodkim jak słodka jest trucizna
obojętności
znieczulenia
obżarcia się
i podupczenia

 

i nigdy mnie nie wyłączono

teraz zmieniłam nieco zonę
z milionów herców w gigabajty
z fal długich w krótkie 4G
świat propagandy
nie-na-żarty
koło zatoczył
nad poziomy
z promieniem słońca
wzleciał był
i ludzki ogrom dziś bez końca
przemienia
w pył

mentalny pył

 

gdzie dobro a gdzie zło
nieważne
liczy się tylko moc przekazu
prawda jest tylko
innym kłamstwem
innego życia uwzniośleniem
zgniłe przemieniam w ciepłą strawę
dobro wykrzywiam w twarze trupa
do niepoznania
zmieniam w ludziach
mentalność zaskorupionego płaza
kształtujęw ludziach
od poczęcia
do śmierci myśli

i do wzdęcia

 

wsączam w umysły dzieci jad
elektroniczny tworzę świat
szatańsko piękny
wymarzony
dostępny myślą i kliknięciem
szarości zwykłej
rwę zasłony
kuszę jak szatan
jak belzebub bezkarny jawnie
i bezczelny
odkształcam je jak plastelinę
znieczulam łamię wpędzam w porno
agresja lobbing w tłumie giną
straszenie szantaż
śmieszne filmy
zrobione skrycie
skrócą życie
wpędzą w depresję
anoreksję
i pedofile na pożarcie
mają ofiary w menu

w karcie

 

stwarzam człowieka

spec od dusz

tęczowy leję w głowę tusz

wyzwalam go z niechcianych wad

w różnorodności chwalę świat

w wielości ras

mnogości płci

sen każę śnić co mi się śni

miłość to sex

marycha w nos

braterstwo won

kasa na stos

bo seks to dziś

opium dla mas

seks z destylarki

kupuj nas

kociak i lala

tanio masz

czy chcesz czy nie

kupujesz czas

wszystko uczynisz żeby mieć

ja wciąż ci szepcę

musisz chcieć

musisz pożądać

żądać wiele

chcieć mieć

wbrew innym

przyjacielu

nie ma przyjaźni

 

pieniądz jest

 

na Nienawiści stoi świat
szepcę Nienawiść
wsączam jad
truciznę słodką
daję ci
śnij drogi mój
niech ci się śni
żeś jest największy
żeś bez wad

 

że kiedyś to rozsadzi świat?

 

 

 

 

 

czwartek, 21 listopada 2024

Czego oczekuję od mieleckich posłów? Czyli słów parę o zarażaniu nienawiścią.

 


Patrzę, jak wielu z was, na polską scenę polityczną i, pewnie znowu jak wielu z was, ogarnia mnie obrzydzenie i przerażenie jednocześnie.

Od dłuższego już czasu staram się nie oglądać żadnych telewizyjnych dyskusji, w których biorą udział politycy, gdyż uważam, że traciłbym mój cenny czas, słuchając tych wyuczonych na pamięć przekazów partyjnych, bzdur i nonsensów, serwowanych nam przez dyskutujących. Wiedzmy, że każdy kto przychodzi do studia telewizyjnego,  ma zadane przez władze partii poglądy, które musi wygłosić, a prowadzący tylko udaje, że jest to dyskusja.

Ale jest i drugi powód, że nie oglądam występów tych politycznych trup teatralnych. To wstręt przed nienawiścią, którą są wypełnione i obawa, że ktoś jednak, mimo moich starań, zainfekuje mnie tą chorobą nienawiści.

Jak powiedział w jednym z wywiadów Jan Rokita, bycie dzisiaj politykiem jest często upokarzające. Wykształcił się w ostatnich kilkunastu latach nowy model polityka, który polega na tym, że jak się rano wstaje, pije kawę i wiąże krawat, to myśli się tylko o jednej rzeczy, która jest źródłem osobistej kariery polityka, jego sukcesu, mocy oddziaływania: jakie nowe wulgarne określenie wymyśleć wobec przeciwników, jak inteligentnie i cynicznie zwyzywać kogoś, w stosunku do tego, co było wcześniej, jak wymyślić jakąś nieprawdziwą historię, która kogoś skompromituje, i jak siebie samego uodpornić na analogiczne ataki z drugiej strony. To jest życie kompletnego pajaca, podsumował.

Ja wiem z obserwacji, że nie wszyscy politycy, na szczęście, tak się zachowują, że są tacy, którzy starają się zachować w tym teatrze nienawiści i absurdu zdrowy rozsądek i honor (co to dzisiaj znaczy?).

Ale prócz aktorów tej politycznej szopki są i widzowie. To zbiór ludzi, który można by nazwać Narodem, czego już politycy rzadko czynią, bo dla nich Naród powinien wyznawać ich poglądy. A skoro tak nie jest, to pozostaje lud,  ale który, podzielony na grupy według najróżniejszych, nie tylko politycznych, kryteriów.

Ten lud to ja i ty, i oni. Wszyscy

Lud jest pojęciem pozytywnym, jak obywatele, lud jest świadomy swych praw, swoich powinności, wspólnoty. Lud ma różne instynkty i właściwości: i złe, i dobre. . To jednak politykom za mało. On pragną lud uczynić motłochem

Motłoch to jest ten rodzaj ludu, który zostaje przez swoją elitę, przywódców, podbechtany, pobudzony namiętnościami, zarażony nienawiścią.

I teraz mamy ten czas, że politycy próbują – i się im to udaje - rozbudzać najniższe instynkty ludu, czynić go przez to motłochem. Przynajmniej w części.

Bezmyślny motłoch, podatny na manipulację, coraz bardziej wściekły na inny motłoch, coraz groźniejszy w atakowaniu przeciwnika, którego mu politycy tworzą, najczęściej kłamstwem i manipulacją, ale motłoch będący pod kontrolą polityków, jest marzeniem tychże. Tyle tylko, że jest z takim przemienionym społeczeństwem jak z dżinem wypuszczonym z butelki. W pewnym momencie zaczyna robić, co samo chce.

I znowu przywołam wypowiedź Rokity. Powiedział mniej więcej tak: Morawiecki  jest mądrym człowiekiem. Gdy nie jest politykiem. Jako polityk jest aktorem i ma do odegrania wyznaczoną rolę.  Oglądałem go w roli Papkina. W studio wyborczym na każde pytanie odpowiada: Tusk jest bandytą, Tusk jest bandytą, Tusk jest bandytą… Kompletny Papkin. Ale czy można mieć do niego pretensje, pyta sam siebie Rokita i odpowiada: nie można, on ma za sobą ludzi , którym PiS płaci, którzy powiedzieli mu, jak ma odpowiadać, i to, że robi z siebie wariata go nie interesuje, bo ma do odegrania rolę Papkina, po czym wychodzi ze studia i jest inteligentnym człowiekiem.

No tak. Można się zgodzić z Rokitą, można nie. Ja się nie zgadzam, bo mimo wszystko uważam, że jest jeszcze coś takiego, o czym większość polityków już zapomniała, jak honor.

A nie zgadzam się także dlatego, że ten jego język, ale także język Tuska czy Kaczyńskiego, obrażający , równający z glebą swoich przeciwników, przechodzi do motłochu i staje się językiem codziennego dyskursu w mediach. Co ja mówię? Jakiego dyskursu! Nawalanki!

Obserwuję na co dzień strony internetowe, ukierunkowane na zniszczenie inaczej myślących. Każda główna strona sporu takie ma. Obserwuję  i ogarnia mnie przerażenie.

Jak bardzo ogłupiono Naród. Jak bardzo zrobiono z niego nienawidzące się wzajemnie grupy walecznego motłochu. To widać szczególnie na forum ogólnopolskim.

 

To był przydługi wstęp. Teraz będzie o Mielcu. Na zakończenie.

No więc w Mielcu jeszcze pływamy powyżej dna. Przynajmniej gdy chodzi o naszych parlamentarzystów. Choć czasem mam wrażenie, że ciężar partyjnych obowiązków zaczyna niektórych do dna przyciągać. Ale póki co trzymają się dzielnie. I oby tak pozostało. Oby nie dołożyli do tego języka nienawiści, który także wśród części mielczan ogarnia coraz szersze grupy społeczne (nie chcę tu akurat używać pojęcia zdefiniowanego powyżej) kolejnych kalumnii i oszczerstw.

Bo w tym ciężkim czasie wojny obok, która może stać się wojną tutaj, ten język nienawiści, po zdefiniowaniu w nim swoich przeciwników jako bydło, mordercy, bandyci, etc, i uwierzeniu w te definicje, jak to uczynili Niemcy, definiując Żydów jako robactwo, będzie dobrą bazą do wzajemnego mordowania się.

Obyśmy tego uniknęli.

Dlatego bardzo proszę całą trójkę naszych mieleckich posłów, bez wskazywania na kogokolwiek, i chyba czynię to w imieniu większości mielczan, aby miarkowali się w podburzaniu społeczeństwa, w przekształcaniu go w motłoch, w rzucaniu kalumnii, które motłoch chętnie podchwyci i rzuci dalej. A najlepiej, aby się uroczyści i publicznie tego się wyrzekli.

Tego języka łączącego, a nie dzielącego swoją nienawiścią, życzę także naszym władzom miasta i powiatu. Co oczywiście nie oznacza, że nie można i nie należy spierać się o sprawy dla nas ważne.

 

 

PS. Chociaż, jak mówi Rokita, „dzisiaj zamiłowanie osób publicznych do prawdy, wolności i rozumu ociera się o szpital psychiatryczny”, bo ludzie tego nie potrzebują, ludzie tego się boją, to od czasu do czasu moją prawdę będę nadal Państwu publicznie przedstawiał.

 

 

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...