poniedziałek, 27 lipca 2020

Kto ma się troszczyć o mieleckich seniorów – miasto czy ich dzieci?

 

Samotni seniorzy oddają swoje mieszkanie, a w zamian zamieszkują w wygodnych domach przystosowanych dla osób starszych – zaproponowała w czasie dyskusji o strategii dla miasta Mielca pani Stanisława Rzeźnik, przewodnicząca Mieleckiej Rady Seniorów. – Nie jest to działanie na rok czy dwa, ale od czegoś trzeba zacząć. Trzeba się wczuć w sytuację tych seniorów, bo ich życie jest naprawdę marne – dodała jeszcze.

 Całkiem niewesołe jest życie staruszka, w przeciwieństwie do tego co śpiewał kiedyś Wiesław Michnikowski. Szczególnie wtedy, kiedy na starość opuszczą go dzieci i oddadzą na (ostateczne) przechowanie do tzw. „domu spokojnej starości”. Jeden taki dom poznałem, ale nie wymienię nazwy, bo pewnie miałbym sprawę sadowa. Przypuszczam, że jest ich wiele w całej Polsce.

 To takie „umieralnie w samotności”, przy pielęgniarkach pracujących najczęściej na drugim lub trzecim etacie i nijak nie związanych z „obsługiwanymi” osobami.

Ale to także objaw katastrofy moralnej społeczeństwa i jego poszczególnych członków, prywatnie dzieci ludzi „oddanych na ostateczne przechowanie”.

Jeszcze jak kto ma szczęście i pieniądze i trafi do powiatowego DPS - u, świeć mu Panie.

 No cóż, jest jak jest. Sam nie wiem, co mnie czeka, jak już przestanę się w miarę sprawie poruszać. Tym niemniej nie mogę pozostawić sprawy bez komentarza. Nawet jak narażę się seniorom. Bo akurat mam odmienne zdanie w tym temacie niż moja szacunku godna koleżanka z Mieleckiej Rady Seniorów (kiedyś byłem jej członkiem).

I nie po to zabieram głos, bu polemizować z Panią Przewodniczącą, która prywatnie bardzo sanuję i mam dla jej pracy wielkie uznanie, ale by zastanowić Asię publicznie nad problemem strasznej samotności ludzi starych i opuszczonych.

 Bo sprawa jest poważna, chociaż propozycję Pani Przewodniczącej można obalić  już na samym początku. Nawet bez zastanawiania się nad najważniejszym: a kto da na to pieniądze?

Bo prawnie to wygląda dziwnie: Samotni seniorzy oddają swoje mieszkanie, a w zamian zamieszkują w wygodnych domach przystosowanych dla osób starszych.

1.     Komu oddają mieszkania? Miastu? Deweloperowi domów dla starszych? Jakiemuś funduszowi?

2.     Co mają za to oddanie mieszkania?  Kto sfinansuje różnicę pomiędzy kwotą uzyskaną z oddania mieszkania, a kosztem budowy nowego lokum? 

 Czyją własnością będą lokale w budynkach dla seniorów, które zajmą? Może na rok, a może na 20 lat.

5.     Co z tymi lokalami po ich śmierci?

Pytania można by mnożyć, a nie zadaliśmy najważniejszych: gdzie by to miało być wybudowanie, kto da grunty, kto będzie zarządzał, kto zapewni obsługę etc.

 Kilka powyżej postawionych pytań obnaża słabość tej propozycji, która tak naprawdę można by skwitować jedną finalną: to miasto/państwo winno wziąć na siebie do realizacji zapewnienie seniorom na starość godnego życia. Choć można jeszcze zapytać: godnego czyli jakiego? Bo dla każdego to co innego znaczy.

 No tak: miasto/państwo! Ale przecież i tak zapłacą za to ludzie młodzi i młodsi od seniorów, ale jeszcze pracujący, którzy na to państwo/miasto muszą zapracować.

 Powiem tak: miasto i państwo powinny wspierać ludzi młodych, którzy chcą w Polsce/mieście pracować, zakładać rodziny, rodzić dzieci, płacić podatki.

To dla tych ludzi miasto winno czynić jak najwięcej. Żeby zostali, nie wyjeżdżali, żeby było z ich podatków na bieżącą działalność i rozwój, i żeby ich dzieci utrzymywały ich na starość.

Zresztą młody człowiek może zawsze zapytać – a niby dlaczego mam łożyć na utrzymanie nie swoich rodziców? Tym bardziej, kiedy ich dzieci wyjechały z Polski, z Mielca i nie płacą tu podatków? Już i tak łoże na nie swoje dzieci.

 

Nie oznacza to, że nie powinno dbać o seniorów.  Zresztą i tak będzie to w jakimś stopniu robiło, bo to ich głosy coraz bardziej ważą na wynikach wszelakich wyborów. 

Ale nie należy obarczać państwa i miasta jeszcze dodatkowymi, utopijnymi czy socjalistycznymi marzeniami. Fakt, PiS przyzwyczaił ludzi w okresie prosperity gospodarczej do tego, że mogą czy nawet powinni żądać, nie czyni tych przyzwyczajeń realnymi na ciężkie czasy.

 

No ale jest źle. Fakt. I coś należałoby zmienić. No i od czegoś trzeba zacząć. Ale od czego trzeba zacząć? Może od zmiany świadomości społeczeństwa? To nie jest działanie na rok  czy dwa, ale od czegoś trzeba zacząć.

 Może zacząć od wychowywania swoich dzieci w świadomości, że los ich starych rodziców leży w ich rękach? Nawet jak sami nie mogą się rodzicami opiekować, to przynajmniej musza na to łożyć. Na ich godną starość. Nie na niegodne wegetowanie.

A może zacząć uświadamiać starym ludziom, żeby jak najdłużej pracowali, bo jak zostaną sami z większa jednak emeryturą, choć bez opieki dzieci, to łatwiej im będzie znaleźć się w dobrym domu spokojnej starości, a nie w umieralni?

 

Może od tego trzeba zacząć ten program na lata? Program, który życie starych ludzi uczyni nieco lepszym, bardziej godnym?

 

 

piątek, 24 lipca 2020

Wszyscy o was zapomną…..mielczanie!



Każdy człowiek pewnie chce, aby jego życie jakoś się zapisało w pamięci potomnych. Większość z nas może liczyć jedynie na pamięć swoich bliskich, ale i ona najczęściej przeminie w trzecim, czwartym pokoleniu.

Na dzisiaj trudno powiedzieć, czy wielość środków rejestrujących nasze życie, z jaką mamy do czynienia od 20 lat, pomoże tej pamięci czy nie za bardzo.

Bo to, czy człowieka chcemy pamiętać, nie zależy od ilość zdjęć z jego podobizną, ale od tego, co zostawił potomnym prócz odbitki swojej twarzy. Niby to takie oczywiste, ale chyba do niewielu ta prawda dociera.
Jak patrzę na te setki czy tysiące zdjęć, które mam w swoich albumach, to wiem, że większość z nich po mojej śmierci dzieci wyrzucą, bo niczego im nie będą przekazywały. Jakieś nieznane miejsca, jacyś nieznani ludzie, niezrozumiałe fascynacje.

Tak będzie. Wielością zdjęć elektronicznych nie przejdziemy do historii, nie zapiszemy się w pamięci. Zresztą jedno „off” wszystkie je unicestwi.

Te oczywiste dla mnie refleksje wróciły do mnie w tych dniach z dwu powodów.
Jednym z nich jest nieustająca wymiana poglądów o historii (ale i ludzkich postawach) z moim fejsbukowym znajomym, dawnym mieleckim opozycjonistą. Wywodzącym się z dawnej WSK PZL Mielec.

Jest człowiekiem nieprzejednanym, niewybaczającym, twardym, o skrajnych często, ale jednoznacznych, mocno konserwatywnych, katolickich poglądach, zdecydowanym. Pewnie takie cechy musi mieć ktoś, kto kiedyś walczył z władzą komunistyczną. A teraz władzę prawicową mocno popiera.

W fejsbukowej dyskusji nad wierszem Herberta „Przesłanie Pana Cogito” padły m.in. takie zdania:
·       „Dzisiaj wszelkiej maści towarzysze mają odwagę. Nie widziałem jej, gdy nas pałowano i wsadzano do więzień”.
·       A ilu was zostało z tych 10 mln członków?  Może oni winni mieć odwagę was bronić?
·       Bronić nas powinien każdy przyzwoity Polak. Bo to właśnie "kwestia smaku" nad, którą się tak dzisiaj wszyscy rozczulają,
·        (…) A co do pomocy tym nielicznym odważnym w stanie wojennym, nielicznym, bo część internowanych też była odważna, gdy była w tłumie, a po aresztowaniu, gdy zostali sami, to im przeszło: jak sobie Pan wyobraża taką pomoc? Ja o Panu po raz pierwszy dowiedziałem się od Pana. W 2019 roku. Czy to moja wina?

Mój internetowy mentor bardzo popiera upamiętnianie żołnierzy wyklętych, nawet często z nim się o to ścierałem.
I dlatego pomyślałem: a dlaczego nikt nie chce jakoś tam uczcić mieleckich opozycjonistów, ludzi, którzy w latach osiemdziesiątych walczyli z socjalistycznym państwem, którzy za to wiele osobiście wycierpieli, którym zniszczono czy uniemożliwiono kariery, zmuszono do emigracji, którym może ta działalność spaprała życie osobiste?
Tam uczcić! Chociaż ich przypomnieć! Wymienić z nazwiska! Podać, co zrobili dla Mielca. Uhonorować choćby odznaczeniem państwowym! Zapisać w jakiś miejskich kronikach!

Kronikach? Mamy takie? Mamy w ogóle jakąkolwiek politykę historyczną? Coś tam napisze Gąsiewski, czego przeciętny obywatel i tak nie przeczyta, Krempa pisze o wojnie, Wanatowicz przypomina Żydów, a Skrzypczak wysoki patriotyzm.

A o mieleckich opozycjonistach nikt nie pisze, prócz jakiś na wpół podziemnych, prawie powielaczowych wydań dla swoich.
Dlaczego tak się dzieje? Czy dlatego, że ich zasługi – niezależnie od poniesionych cierpień, poświęcenia, życiowych katastrof – są tak mało znaczące dla historii miasta, że niewato o nich mówić?
A może dlatego, że teraz cały splendor bycia zasłużoną prawicą i dziedzicem działań opozycyjnych przejęli ci, którzy z działalnością opozycyjną nie mieli nic wspólnego i bardzo nie chcą, by koło nich plątali dawni opozycjoniści, którzy się naprawdę dla niepodległości przysłużyli, a teraz odstawiono ich do kąta historii?

Ja stawiam na tę drugą wersję.
Dlatego bardziej niż opozycjoniści zasłużeni dla dzisiejszej prawicy są wyklęci, bo oni byli dawno i oni nie pamiętają, bo ich nie ma.  A opozycjoniści są i pamiętają.

Może nie mam w swoich sądach racji. Jak  nie mam, niech mnie ktoś z opozycjonistów poprawi.

Zbieram podpisy poparcia dla nazwania ronda przy dawnej WSK imieniem Tadeusza Ryczaja. Zbieram podpisy i potwierdzam swoje sądy, wyrażone niedawno w felietonie, o rychłym wykreśleniu z naszej zbiorowej pamięci, z naszej mieleckiej historii całej epoki. Tej epoki, której nienawidzi dzisiejsza prawica, której nienawidzą dawni opozycjoniści.
Epoki powojennego Mielca.

Moi pracownicy mają nie więcej niż 40 lat. I gdy pytam, czy poprą inicjatywę, nikt z nich nie wie, kto to był Tadeusz Ryczaj. Czasami jakoś tam zaświta, że to ktoś, coś z WSK.

Cieszycie się, dawni opozycjoniści? Cieszysz się mielecka prawico?
Dobrze mu tak! Nich zniknie z pamięci Mielczan! – mówicie.

Nie cieszcie się. Wasza debilna polityka historyczna daje efekty. Ale nie tylko wasza. Jak bardzo szanuję dorobek prezydenta Chodorowskiego, to muszę stwierdzić, że on ją zapoczątkował. Mógł wiele spraw załatwić, nie załatwił. Także niczego nie zrobił prezydent Kozdęba. Dużo złego natomiast zrobił jego zastępca, jeszcze jako dyrektor Zespołu Szkół Technicznych, który wykreślił z pamięci szkoły i mielczan historię Technikum Mechanicznego, zastępując ją przedwojenną fikcją. No bo jak mówić o komunistycznej szkole. Dobrze że go dosięgła zemsta Losu. Fatalnie wpisał się w politykę historyczną  Mielca prezydent Kapinos, swoją decyzją o zmianie lokalizacji pomnika wyklętych. Teraz kolej na prezydenta Wiśniewskiego. Zobaczymy.

Piszę o debilnej mieleckiej polityce historycznej, bo za taką uważam antagonizowanie jednych przeciwko drugim. Sam przez moment w tym uczestniczyłem, czego żałuję. Ale ja jestem pojedynczym felietonistą amatorem, a wy jedną czy drugą siłą polityczną.

Skończcie u diabła z przymusowym zapominaniem ludzi i zdarzeń z historii Mielca. Jedna z osób, które podpisała listę poparcia, nie znając człowieka, zapytała swojej mamy, a ta jej powiedziała: Ryczaj? To był dobry człowiek.

Jakże inne zdanie niż ma mój internetowy mentor, który Ryczaja obarcza prawie wszystkimi swoimi krzywdami. Myślę, że ma takie prawo. Ale nich łaskawie weźmie pod uwagę to, co myślą o Ryczaju inni ludzie.

Brakuje wam bohaterów, prawico?
Przecież macie ich na kopy. Nie zapominajcie o nich. Nie twórzcie na siłę mitów, które z rzeczywistością często mają mało wspólnego.

Z okazji 99 urodzin księdza kanonika Hanka sprawiono czci godnemu jubilatowi fajną imprezę plenerową i w wielkim orszaku aut i rowerów, w asyście przebranych na partyzantów panów,  zawieziono go na Polanę wyklętych.
Nigdy o księdzu jubilacie nie słyszałem, więc poczytałem trochę o nim. Szczególnie zainteresowały mnie wywiady z nim sprzed 10 lat.
Czytając, nie mogłem oprzeć się negatywnym odczuciom w stosunku do przeprowadzającego wywiad redaktora, który na siłę usiłował z księdza kanonika, jeszcze jako młodego mężczyzny, uczynić partyzanta. Ksiądz bronił się jak mógł, że wcale partyzantem nie był, tylko uciekł do znajomego oddziału przed wywózką na roboty do Niemiec. Ale redaktora nie przekonał. I coś z tego przekonania redaktora chyba zostało.
A ja bym chętnie poczytał o pionierskiej pracy księdza na tzw. Ziemiach Odzyskanych, gdzie od podstaw tworzono polski Kościół, gdzie przyjeżdżali ludzie ze wszystkich stron, gdzie nie było tradycji i kultury, gdzie wiara była i jest bardzo słaba, a ksiądz mimo to działał, budował i odbudowywał kościoły, tworzył Kościół.
Ale to nikogo nie interesuje. Ważne jest, żeby był partyzantem.

Kilka lat temu byłem na otwarciu Inkubatora Technologicznego w Nowej Rudzi – Słupcu. Poświęcał go miejscowy proboszcz. Siedzieliśmy obok siebie. Skąd pan jest?  – zapytał. Z Mielca. A to tam jest ta największa parafia w Polsce – powiedział. Ile macie parafian i księży? – zapytał. Odpowiedziałem, że 28 tysięcy i 11 księży. I spojrzałem na jego buty. Zdarte, pokrzywione, biedne. To była naprawdę biedna parafia. Ale on tam działał.

Pewnie podobnie było i z naszym księdzem kanonikiem Hankiem. Ale czy to kogoś obchodzi? Czy go o to ktoś zapytał? Docenił?
Po co. Najlepiej gdyby był partyzantem.

Ludzie! Prawico i lewico! Opanujcie się. Może trzeba życie brać takim, jakie jest. Przestać nienawidzić, przebaczyć, zapomnieć.

Pozwolić na to, by uczcić sąsiada, który się dla Mielca zasłużył. Odłożyć, zniszczyć zawiść, nienawiść, jaka nam towarzyszy od lat. Bo od lat nie potrafimy docenić tego, co mamy.
Bo wszystkich was zapomną a kolejni będą burzyć pomniki, które zbudujecie i zmieniać nazwy ulicom. Tak dalej nie można.

Tyle.



czwartek, 16 lipca 2020

O tym, że takiego Mielca nie było. Felieton refleksyjny.


Tocząca się w mediach elektronicznych (choć, niestety, nie głównego nurtu mieleckiego) dyskusja o uczczeniu, lub nie, nowo budowanego ronda nazwiskiem byłego dyrektora WSK Tadeusza Ryczaja, skłania do innych, bardziej zasadniczych refleksji o kondycji naszego społeczeństwa.

O tym, że polskie społeczeństwo jest podzielona na pół, a mieleckie na „większą połowę” i „mniejszą połowę” (albo kilka części), zobaczyliśmy wyraźnie z okazji ostatnich wyborów.

Nie zaryzykowałbym przy tym twierdzenia, że te „połowy” są jednorodne w zasadniczych kwestiach, czyli np. że wszyscy głosujący na PiS mają te same poglądy na takie kluczowe kwestie stawiane przez te partię.

Jedną z nich, pozornie mało ważną w obliczu wspomożenia ubogich i szerokiego rozdawnictwa środków, jest sprawa pisania na nowo historii Polski ale i historii Mielca.

W  jednym z postów na Facebooku napisałem niedawno takie słowa: zabierają nam naszą historię.
A słowa te towarzyszyły zdjęciom z produkcji samolotów w byłej WSK PZL Mielec. Zdjęciom, których chyba w Mielcu nikt do tej pory nie publikował, a które niektórym przypomniały, a większość uświadomiły, jak wyglądała w Mielcu kiedyś produkcja samolotów i jak wielkie to było przedsięwzięcie.

Odpowiedziano mi, „że nikt nie wymazuje z historii Mielca tego że produkowaliśmy samoloty. Jesteśmy z tego dumni. Czym innym jest czynienie z śp. Ryczaja bohaterem tych czasów”.
Odpowiedziałem wtedy, że „Ryczaj był współtwórcą świetności Mielca. Nie używam słowa bohater, jak Pan. To słowo wojenne. A on był budowniczym. W historii Mielca największym.”

Dalej inny internauta zapytał mojego oponenta: a ja mam pytanie do Pana, kto zbudował w latach 70- tych ub. wieku piłkarską potęgę FKS " STAL MIELEC " ???
No i uzyskał demagogiczną odpowiedź: Zbudowali pracownicy WSK, których okradano z ich pracy, płacąc im nędzne pensje.

Ja nie chce się przerzucać słowami, że bardziej, że mniej, że godnie, że niegodnie, że zdrajca, że patriota.
Piszę o panu Tadeuszu Ryczaju od kilku lat, walcząc o jego upamiętnienie choćby w najskromniejszy sposób. Ostatnio pan pretendujący do miana czołowego antykomunisty w Mielcu – Rzochowie postraszył mnie, że propagowanie komunizmu jest karalne i że poniosę za to odpowiedzialność karną. Uznał widać, że wspominanie pana Dyrektora Ryczaja, upominanie się o jego pamięć, jest propagowaniem komunizmu. Nie powiem, że by w takim uważaniu był osamotniony, bo wsparło go jeszcze ze trzy osoby, z moim głównym adwersarzem na czele. Ale w zażartej dyskusji, która toczyła się na jednej z grup Facebookowych większość dyskutantów popierała pomysł uczczenia pana Ryczaja poprzez nadanie rondu jego imienia.

Nie, żebym się przestraszył groźby. Powiem tak: czekam.
Ale nie to uznałem za najważniejsze.
Doznałem olśnienia, że to wszystko, co się dzieje, to dopiero początek wielkiego zmieniania historii. Że tę historię będą zmieniać nie historycy, ale historycy domorośli, których będzie wspierało, albo bardziej wypuszczało państwo, co niedawno zapowiedział premier Morawiecki.
Tacy właśnie jak pan z Rzochowa, który uznał, że mówienie o Ryczaju jest propagowaniem ustroju totalitarnego, co jest ścigane z mocy prawa.
I w którym to twierdzeniu uzyskał wsparcie kilku innych osób.

Jednocześnie chcę czytelników poinformować, że wszystkie rady osiedli przyjęły deklaracje, w których chcą upamiętnienia pana Dyrektora Ryczaja na nowym rondzie.
Setki ludzi składa podpisy na listach poparcia.

Chcę wszystkich uspokoić, że to nie panowie domorośli historycy z kompleksami decydują, co jest propagowaniem komunizmu, a co nie jest. Czyni to z mocy prawa IPN,  jeśli wojewoda zwróci się o to do niego z zapytaniem. Nie domorosły historyk, nie zapiekły antykomunista, nie sąsiad Ryczaja, mający do niego uraz, nie zwolniony kiedyś z WSK pracownik, może pijak, który nienawidzi myśli o Dyrektorze.

Spokojnie zbierajcie podpisy poparcia. Nic wam nie grozi, nawet jak tacy nawiedzeni będą was straszyli sądem.

Powiem więcej: jak teraz się nie odważymy, to za chwilę wszyscy, którzy żyli w tamtym czasie i nie byli w opozycji, a zechce im się wspominać tamte czasy, będą uznani za takich domorosłych lustratorów za propagujących komunizm i będą na nich donosili władzom..

Bo jeśli tego nie uczynimy, nasze wnuki będą żyły w innym Mielcu, w którym okres z  czasów wielkiej WSK, z czasów intensywnego rozwoju miasta,  jego sportu, jego kultury,  zostanie wykreślony z pamięci.

Powiecie, że to niemożliwe? Tak myślicie?
A pamiętacie, jak z naszej historii została wykreślona żydowska część Mielca. Jego połowa. Nigdy jej nie było. Wykreśliliśmy ją z naszej pamięci. Przy czynnym udziale władz komunistycznych oczywiście, ale czy tym, którzy mieli coś na sumieniu, którzy zamieszkali w żydowskich domach, którzy przed wojną nienawidzili Żydów, ba, nam wszystkim, nie było to na rękę?
I dopiero po 70 latach, dzięki prawdziwemu historykowi, jakim jest Pan Andrzej Krępa, dzięki panu Wanatowiczowi, dzięki mielczance z urodzenia, pani Sekulskiej, odbudowujemy pamięć o tamtym Mielcu. Czy chcemy, żeby to samo stało się z naszym Mielcem lat powojennych?
Przecież tamten Mielec pamiętają już tylko co najmniej pięćdziesięciolatkowie. Młodzi, urodzeni w latach osiemdziesiątych i później, patrzą na nasze spory, jak na spory starych dziadów. To dla nich świat niezrozumiały, niepojęty, na dodatek przekłamywany przez dzisiejsza politykę historyczną. Liczą się tylko wyklęci (cześć ich pamięci!), wszyscy inni, którzy budowali ten nasz Mielce mają być zapomniani. Potwierdza to dyskusja po felietonem o uczczeniu wybitnej mielczanki. Skoro nie mogły w tym rankingu z przyczyn oczywistych brać udziału córki AK – owców, wyklętych, nie powinno się takiego rankingu robić.

Fakt, ludzie pamiętający ten Mielec i WSK będą jeszcze długo żyli i powoli umierali. Nie tak jak Żydzi, których wymordowano i nie było komu pamiętać.
Ale czy nam nie grozi zapomnienie naszego Mielca, 50 lat jego historii, jeśli się temu nie przeciwstawimy na wczesnym etapie?


Bezobjawowo  przeszliśmy przez okres burzenia pomników znanych komunistów, jak Dzierżyński czy Lenin, zmian nazw ulic czy placów, mających za patronów innych równie lub nieco mniej znaczących ludzi dawnego systemu. I wydawał się nam to absolutnie oczywiste i sprawiedliwe.

Życie jednak nie składa się z wielkich zadęć. Kiedyś, 40, 50 lat temu, też się nie składało. Na życie składało się wiele małych działań, czynionych przez ludzi mniejszych i większych, bardziej i mniej znaczących, czasami zupełnie szeregowych, które to te małe działania składały się na wielkie dzieła.
A takim dziełem w naszej mieleckiej perspektywie była bez wątpienia kiedyś rozbudowa Mielca, który z małej dziury, niewiele znaczniejszej niż Rzochów, przekształcił się w prężne miasto i znaczący ośrodek przemysłowy. Były też taki dziełem, bo bez niego nie byłoby rozwoju Mielca, budowa i rozwój WSK PZL Mielec.

A tych spraw nie byłoby bez ludzi, którzy nimi kierowali. Bo wbrew pozorom to nie „centralny planista” to wszystko uczynił. Uczynili to ludzi tacy, jacy wtedy żyli. Lepsi, gorsi, mądrzejsi, głupsi. Robiący wybory, których ocenianie dzisiaj powinno być nacechowane dużą ostrożnością i znajomością tamtejszych uwarunkowań.

To nie robotnicy zbudowali mielecki sport, nawet jeśli go pośrednio finansowali. To zrobił pan Dyrektor Ryczaj.
I kiedy mówi to były opozycjonista, i pachnie mi to anarchosyndykalizmem, czyli czymś  gorszym w założeniach od komunizmu, to ja się niesłychanie dziwię, jak tak można zmienić poglądy.

Wtedy, za komuny, byli oczywiście karierowicze, jakich widzimy dzisiaj przy każdej partii rozdającej „konfitury”, obecnie PiS-ie, mający dzisiaj, chociaż mamy wolność, za nic swoją przeszłość i mówiący to, co im każe partia i zajmowane stanowisko.

Byli konformiści, którzy dla stanowiska godzili się na określone ustępstwa wobec rządzącej partii. Zarzuca się dyrektorowi Ryczajowi, że jako ówczesny członek komitetu wojewódzkiego partii, jest osobą symbolizująca komunizm. Komitet liczył około stu osób, więc tych symboli komunizmu mamy w naszym województwie starym rzeszowskim pewnie kilkaset. Powiem tak: albo by był w tym komitecie, albo by nie był dyrektorem. Na określone stanowiska posyłano z określonego szczebla władzy. Była to tzw. nomenklatura.
Niefajne to było bardzo, ale było.
A teraz ta nomenklatura wygląda tak, że na najwyższe stanowiska w gospodarce zatwierdza sam pan Kaczyński. Osobiście. Na te niższe zapewne miejscowi notable uzgadniają z panem min. Sasinem, najbliższym współpracownikiem prezesa.
Tak, to jest nomenklatura wolnej polski, nie takiej zniewolonej, jak za Ryczaja.

Ale gdyby nie to, to czym się ona różni od tamtej nomenklatury?

 Nie wiem, jak potoczy się polityka przez najbliższe 3 lata. Ja wierzę, że temu społecznemu porywowi nie przeciwstawi się pani wojewoda Ewa Leniart, nawet jak różni będą wywierać na nią naciski. Bo wierzę, ze jest mądrą kobietą.

Ale wszystko może się zdarzyć, jeśli polityka partii rządzącej ulegnie radykalizacji, a i takie głosy słychać.
Więc jeżeli dzisiaj nic nie zrobimy, to kto kiedyś powie naszym praprawnukom, że takiego Mielca nie było, jaki opisano im w książkach?



Ps.
Dz.U. 2016 poz. 744 U S T AWA z dnia 1 kwietnia 2016 r.
o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez
nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli,
obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki

Rozdział 1
Zakaz propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy
jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów
i urządzeń użyteczności publicznej
Art. 1. 1. Nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy,
budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów
i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać
osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój
totalitarny, ani w inny sposób takiego ustroju propagować.
2. Za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób,
organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny
i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989.
3. Za jednostki organizacyjne uważa się w szczególności szkoły i ich zespoły,
przedszkola, szpitale, placówki opiekuńczo-wychowawcze, instytucje kultury oraz
instytucje społeczne.
Art. 2. 1. Stwierdzenie przez wojewodę nieważności uchwały nadającej nazwę
jednostce organizacyjnej, jednostce pomocniczej gminy, budowli, obiektowi lub
urządzeniu użyteczności publicznej, w zakresie w jakim nadaje nazwę niezgodną
z art. 1, wymaga opinii Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu potwierdzającej tę niezgodność.






Czyja jest mielecka pamięć? Mielca czy Lockheed Martin-a

Zdjęcie z strony pzlmieelec.pl Czyja jest mielecka pamięć? Mielca czy Lockheed Martin-a   Właściwie sprawa mogłaby zostać marginalną i p...