niedziela, 18 sierpnia 2024

Obłudna pobożność radnych Tuszowa Narodowego (z Michałem Archaniołem za publiczne pieniądze w tle).

 

Zdjęcie ze strony na Facebooku - Andrzej Głaz Wójt Gminy Tuszów narodowy

Są w Ewangelii Mateusza takie słowa: Jezus powiedział do swoich uczniów: «Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

 

I tak mi się te słowa przypomniały, kiedy przeczytałem w Korso, że pan wójt sąsiedniej gminy Tuszów Narodowy zaproponował swoim radnym przyjęcie uchwały o sfinansowaniu i postawieniu przed budynkiem Urzędu Gminy rzeźby Archanioła Michała, opatrzonego zbędnym, bo oczywistym, przedrostkiem „świętego”. Wszak wiadomo od wieków, że każdy archanioł, a i anioł, świętym jest z natury swojej. Ale nich tam.

 

Zapyta ktoś: a co mi się nie podoba w pomyśle budowy takiego pomnika, który – oprócz Urzędu Gminy i samego w nim wójta Głaza – „będzie strzegł nasze dzieci, młodzież, nas wszystkich, całą gminę przed wszelkim złem, które próbuje wdzierać się drzwiami i oknami” – jak to zdefiniował sam wójt Głaz w czasie sesji Rady Gminy Tuszów Narodowy?

 

Ano nie podoba mi się, Panie Wójcie, Pana, za pieniądze podatników czyniona, pobożność na pokaz. Czyli, jak to mówił Jezus, wykonuje Pan uczynek pobożny (choć co do tego faktu to można by dyskutować) przed ludźmi, aby Pana widzieli.

 

Zapewne oburzy się Pan, że insynuuję, bo Pan robi to z przekonania płynącego z głębi Pańskiego religijnego serca.

Mam prawo oceniać, co czynię, nawet gdybym się mylił, ale oczywiście nie mam prawa sądzić. To może tylko sąd Boży, kiedy nie ma materialnych, pisanych czy mówionych, a tylko myślowe, dowodów, czy Pana zamiar i uczynek płynie z głębi serca, czy jest zimną kalkulacją, którą Jezus potępia jako obłudną.

 

A jeśli są takie dowody, to już może sprawę rozstrzygać sąd zwykły, bardzo niezreformowany przez pana Ziobrę, np. w kwestii czy publiczne pieniądze Gminy Tuszów Narodowy można wydawać na takie przedsięwzięcia, zupełnie nie związane z zadaniami własnymi gminy, przynajmniej na gruncie obowiązującego prawa.

 

Ja zaś mogę Pana czyn ocenić na bazie tej moralności, którą - pospołu z Panem – wyznaję i praktykuję.

Bo widzi Pan – dla mnie szczerość intencji uczczenia Pana Boga w jego Archaniele (a i samego Archanioła także) wyrazić można by nie przez kupno za gminne pieniądze rzeźby świętego, ale poprzez kupno takiej samej rzeźby za prywatne pieniądze Pana Wójta. To by pokazywało, że Pana intencje są szczere aż do bólu żołądka, gdyby trzeba ograniczyć wydatki na jedzenie (choć zapewne przy Pana pensji nie byłoby takiej konieczności).

 

Oczywiście równie przekonująca mogłaby być akcja zebrania pieniędzy u wszystkich tych radnych, którzy ochoczo głosowali za wydatkowaniem pieniędzy gminnych, kierowani czy to oportunizmem wobec wójta, czy może jednak miłością do Boga, która była łatwiejsza w wyrażeniu, kiedy nie musieli sięgać do swoich kieszeni.

 

No i trzecia możliwość, równie piękna, to zebranie tych pieniędzy u wszystkich mieszkańców gminy. Skoro w gminie mieszka ok. 8 tys. ludzi, to na każdego mieszkańca przypadłoby 10 złotych. Słownie dziesięć złotych. Czy to za duża kwota, by pokazać, ze się jest wiernym Bogu, Kościołowi i Archaniołowi? Moim zdaniem nie.

 

Pewnie nie powinienem tego pisać, ale uprzedzając ewentualne ataki hejterskie poinformuję Pana, że lat temu ponad 10 wybudowałem, całkowicie za swoje pieniądze, murowaną kapliczką Chrystusa Frasobliwego. Stoi sobie na mojej działce i strzeże (mam nadzieję) mojego domu. Kosztowała mnie, na dzisiejsze pieniądze, pewnie z pięć tysięcy złotych. Jak to się ma do 10 złotych na człowieka na Pańskiego Archanioła?

 


Nie wiem, czy Pan przy swoim domu już kapliczkę, za swoje pieniądze, zbudował, czy tylko  świętymi artefaktami obdarza Pan budynki użyteczności publicznej, oczywiście na koszt gminy. Jeśli Pan nie ma, zapraszam do obejrzenia mojej.

 

Bardzo cenię prawdziwą pobożność i zawsze i wszędzie ją wspieram i jej bronię. Nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, gdy niektórzy moi znajomi mówią, że człowiek wierzący, katolik, jest przeciętnie mniej inteligentny.

 

Zapewne obywatele gminy nie powiedzą Panu wprost, co myślą o tym pomyśle. O tym że może lepiej byłoby za publiczne zbudować chodnik lub kupić coś biednym dzieciom, których prezentami Archanioł raczej nie obdarzy.

Ale jam nie obywatel gminy, tylko rzymski katolik, któremu nie podoba się dawanie ośrodkom walczącym z Kościołem takich prezentów, jak budowa za publiczne pieniądze rzeźb świętych w przestrzeni publicznej.

 

Szczególnie kiedy dowiaduję się, że Gmina nie taka święta, jaką by Pan chciał mieć.   

Bo jakoś przypadkiem znalazłem na stronie https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP43CD&fbclid=IwZXh0bgNhZW0CMTEAAR3a4bF0H52nxdkSzN_se5sUI90jmSqdaIeibnXD4AIPYFnuoc-MFa-UhgU_aem_jPjet888ximyatcfCZlHBQ

 informację o cmentarzu ewangelickim w Sarnowie. Cmentarz ewangelicki znajduje się na niewielkim wzniesieniu w lesie, około 250 metrów od głównej drogi prowadzącej przez Sarnów. Jest drogowskaz. Stan cmentarza wywołuje mieszane uczucia. Miejscowa ludność zniszczyła go po II wojnie światowej. Aktu zniszczenia i dewastacji dokonano w ramach rewanżu za straszliwe lata terroru niemieckiego.

 

Miejscowa ludność tak go zniszczyła, że w części domostw do dzisiaj można odnaleźć płyty nagrobne z tego cmentarza, służące głównie jako duża „kostka brukowa”.

 

Może te 80 tysięcy złotych publicznych pieniędzy lepiej byłoby przeznaczyć na zbieranie starych nagrobków i przewiezienie ich na miejsce „wiecznego spoczynku”? Czy nie sądzi pan, że Bóg bardziej by się z tego ewangelicznego faktu ucieszył?

 

W tym miejscu był mem wzięty z internetu, który chyba niepotrzebnie zamieściłem, więc go usunąłem.

Pozdrawiam ewangelicznie

Andrzej Talarek

 

 

 

 

PS.

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę.

Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę.

Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».

Fragment Ewangelii: Mt 6, 1-6. 16-18

 

wtorek, 13 sierpnia 2024

Stadion Miejski im. Grzegorza Lato naszym wspólnym domem

 


Przez zupełny przypadek uczestniczyłem na Facebooku w wymianie zdań na temat mieleckiego stadionu, który od niedawnej uchwały Rady Miasta nosi nazwę Stadion Miejski im. Grzegorza Lato.

Na fejsbukowej stronie FKS Stal Mielec ukazał się wpis o poniższej treści: ” Jesteście z nami, gdy odnosimy zwycięstwa. 💪 Wspieracie nas zawsze w momentach porażek. 🫶

#S1 to dom nasz wspólny dom. Spotkajmy się 19 sierpnia i wspólnie wygrajmy mecz z Piastem”.

Ja, ciemny, nie wiedziałem co to jest S1, więc zadałem pytanie: „Co niby jest wspólnym domem? Stal Mielec?”

I otrzymałem odpowiedź od jakiegoś Pana Łukasza K., lidera wśród fanów: „Nie umiesz Pan czytać? Przecież wyraźnie jest napisane.” A pani Agnieszka L. jeszcze mi dokopała: „przecież trzeba się do czegoś zawsze przyczepić a czytać po co”.

Pan Łukasza K., który umie czytać, nie odpowiedział na kolejne moje pytanie: „taki Pan mądry? Więc co znaczy P1”?.

Na szczęście trafił się dyskutant, nie operujący logiką stadionową, Pan Bernard Miśkiewicz, który wyjaśnił mi, że chodzi o Stadion na Solskiego i z którym merytorycznie ustaliliśmy, co znaczy pojęcie „dom” i czy stadion może być dla mielczan - kibiców domem.

Po tym przydługim wprowadzeniu przechodzę do „ad rem”, czyli do rzeczy samej. A jest nią sprawa odsłonięcia na Stadionie przy Solskiego tablicy, które będzie informowała, że nie jest to już Stadion przy Solskiego, ale Stadion Miejski im. Grzegorza Lato.

No i tu się zaczyna najciekawsze.

Zawsze mówiłem i pisałem, że na sporcie się nie znam, więc o nim nie piszę. Więc dlaczego wtrącam się w sprawy Stadiony przy Solskiego, zapyta ktoś?

Ano dlatego, że w tym wypadku jakby mniej chodzi o sport sam, a bardzo o historię. A w tych sprawach mam prawo się wypowiadać, jak każdy, kto przeżył parę lat więcej.

Z Grześkiem Lato nigdy nie byłem bliżej, co nie zabrzmi dziwnie, gdy powiem, że wychowaliśmy się na jednym podwórku bloku na Osiedlu, najpierw noszącym nr 95, a potem nr 11 przy ulicy 22 Lipca. Ja mieszkałem w drugiej klatce, a Grzesiek w szóstej.

Jest o rok starszy, on rocznik 1950, ja 1951. Chodziliśmy do szkoły podstawowej nr 5, potem do Technikum Mechanicznego MPC, które wykreślono z historii mieleckiego szkolnictwa za sprawą dyr. Myśliwca (i mimo moich protestów do kronik Technikum Mechanicznego nie przywrócono).

Bliżej już byłem ze św. pamięci Ryśkiem Lato. Jeszcze pamiętam różne zabawy pod jego przywództwem.

Ja w piłkę nie grałem, bo wolałem czytać, a Grzesiek ogrywał w „nogę” wszystkich chłopaków „pod blokiem” jak chciał, gdy jeszcze miał na to czas. Bo później mu się i nie chciało (różnica poziomów) i nie miał przez treningi czasu. I jakoś tak z podwórka dość naturalnie w pewnej chwili zniknął.

Tak więc nasza znajomość pozostała jedynie formalna. Tym niemniej jest z mojego podwórka, coś tam razem jednak przeżyliśmy, a to zobowiązuje.

 

Tak jak Stal Mielec sprzed lat, Grzesiek Lato był, jest i pozostanie mielecką legendą. Wpisał się na trwale w historię nie tylko mieleckiego sportu, ale i Mielca.

Naprawdę niewielu mamy mielczan tak sławnych w Polsce, ale i w świecie (pośród zainteresowanych futbolem i Polską).

Co z tym mogłaby zrobić mielecka władza? Ano wykorzystać tę świadomość Polaków do promocji Mielca. A co robi mielecka władza? Ano jest przeciw. Przynajmniej część władzy.

Gdy głosowano nad uchwałą o nadaniu stadionowi przy Solskiego imienia najsławniejszego chyba mielczanina, pan radny Swół nie był za. Dlaczego? Nie wiem. Ale tak sobie myślę, że chyba dlatego, iż pan Grzegorz Lato grał i zdobywał dla Mielca i Polski sławę w czasach komuny. A przecież Polski wtedy (dla niektórych) nie było. Mielca może też. Więc kogo rozsławiał? Może mieć Pan Swół, obecnie Prezydent Mielca, dylemat.

No ale uchwała przeszła i doczekaliśmy czasów, gdy na stadionie przy Solskiego trzeba zawiesić tablicę z informacją, że teraz nie jest to Stadion Miejski przy ul. Solskiego, ale Stadion Miejski im. Grzegorza Lato. Bardzo jestem ciekaw, co uczyni Pan Prezydent: weźmie udział w odsłonięciu tablicy, czy nie weźmie?

No bo czego się dowiaduję (jako osoba zaangażowana w pracę Komitetu organizacyjnego)? Ano tego, że Pan Prezes Klimek wystosował pismo, że nie godzi się na powieszenie tej tablicy na murze Stadionu przy wejściu głównym do siedziby Stali Mielec – przypominam, że stadion nie jest własnością Stali Mielec, tylko Miasta Mielec, czyli nas wszystkich.

Zamiast tego proponuje się powiesić tablicę koło kas biletowych, na bocznej ścianie pomieszczeń i trybun stadionowych, za którą są jakieś ubikacje czy coś innego gospodarczego.

Z kolei władze miasta, póki co, nie zgadzają się na powieszenie napisów „Stadion im. Grzegorza Lato” na obu trybunach, zamiast na jednej, tak by kamery telewizyjne widziały ten napis w czasie transmisji.

Ludzie, huknijcie się w głowy. Oprzytomnijcie. Jest jeszcze czas.

Nie wiem, czy domem dla kibiców lepszy będzie Stadion przy Solskiego, czy jednak Stadion Miejski im. Grzegorza Lato i co o tym napisze pan Łukasz K. lider wśród fanów i jego koledzy kibice. Ale tak sobie myślę w swojej naiwności, że kibice Stali Mielec jeszcze Grześka Lato nie zapomnieli, nawet jak nie przeżyli tamtych meczów tamtej Stali Mielec, z tamtym, ale i dzisiejszym, Grześkiem Lato. I że się Go nie wstydzą.

Mnie kibice Stali Mielec chyba nie lubią ( podobnie jak i Pan Prezydent). Tym niemniej zaapeluję do ich rozsądku i patriotyzmu, wypranego, mam nadzieję, do białego z polityki, którą chcą nam narzucić niektórzy ludzie, gdy wspominamy Wielką Historię Stali Mielec, ale także Wielką Historię Naszego Miasta Mielca.

Nie dajcie się prowadzić na politycznym sznurku. Wybraliście sport, wybraliście Stal Mielec, wybraliście Mielec, odrzućcie te gówniane, kunktatorskie, polityczne kalkulacje.

Stal Mielec była wspaniała. Grzesiek Lato był wspaniałym piłkarzem. Mielec jest naszym wspólnym domem, którego Stadion Miejski im. Grzegorza Lato jest pokojem gościnnym, naszą wizytówką dla gości, którzy nas odwiedzają.

 

Trzymam za Was, Kibice, kciuki, nawet jeśli na mecze nie chodzę. Wierzę w Was.

 

 

niedziela, 14 lipca 2024

Stal Mielec czy Stal Rzochów

 


zdjęcie ze strony Stali Mielec

 

W jednym z postów na facebooku napisałem, że jakkolwiek nie znam się na meandrach biznesu piłki nożnej i nie chcę się wymądrzać, pisząc o sporcie, to mam prawo zadać pytania, które mnie nurtują.

Zawsze wydawało mi się bowiem podejrzane, że boiska treningowe dla Stali Mielec buduje się w Tuszowie. A dlaczego nie w Mielcu, pytałem sam siebie? Czy dlatego, że jeszcze niedawno prezydent Mielca był z PO i trzeba było Mielcowi dokopać?

A w Tuszowie buduje się dlatego, że wójt Głaz kumał się z politykami Solidarnej Polski i PiS, więc kasę mu załatwiono?

I czy zrobiono to po to, by upupić Mielec, a dać zarobić Tuszowowi?

 

Nikt, z tych, którzy wiedzą i są bliżej spraw, nie udzielił publicznej informacji, więc – nadal pozostając w nieświadomości -  ponawiam te pytania bardziej publicznie i może teraz ktokolwiek coś odpowie.

Bo, jestem przekonany, wielu ludzi w Mielcu, i kibiców Stali, i tych, którzy są jedynie Mielczanami i sportem niespecjalnie się interesują, bardzo by chcieli znać kulisy całej sprawy.

 

Bo może to normalka, że boiska buduje się niekoniecznie tam, skąd pochodzi zespół, bo przecież ponoć Stal Mielec wynajmuje podgrzewane boisko w Kielcach.

Ale nawet jeśli tak, to czy nie mogłoby być takiego boiska w Mielcu?

 

Mielec jest miastem, który daje pracę także mieszkańcom gminy Tuszów, która z kolei grosza nie inwestuje w infrastrukturę naszego miasta. A tu jeszcze chce wyciągać pieniądze, które pomogłyby Mielcowi łatać bardzo nadwyrężony budżet.

 

Doczekaliśmy czasów, kiedy sytuacja zmieniła się w kilku aspektach.

Po pierwsze PiS już nie rozdaje pieniędzy i pewnie przez najbliższe lata nie doda na dokończenie boisk w Tuszowie. Można dyskutować, czy to dobrze, czy źle, ale takie są fakty. Ja uważam, że dobrze, bo może pieniądze ze Stali zostaną w Mielcu. Choćby w części.

 

Po drugie, nie ma już posła Poręby, który mógłby mieć wpływ, także na władze Mielca, o Prezesie Stali Mielec nie wspominając, a nie ma i chyba nie będzie miał.

 

No i po trzecie, jest nowy zarząd Mielca w osobach prezydenta i wiceprezydentów wywiedzionych z PiS. I niczego nie zmienią fajne medialne wystąpienia pana Prezydenta, jak nie będzie kasy. I jak zadołuje Stal Mielec

 

Przy okazji, a może dlatego ze przeczytałem długi wywiad z Prezesem Klimkiem, dowiedziałem się o dziwnych dla mnie, chyba świadczących o rozpoczynającej się walce o fotel prezesa Stali, przeróżnych podchodach i atakach na Prezesa. Ponoć najbardziej medialnie znane jest zdarzenie związane z nieudzieleniem akredytacji na meczach Stali dla  jakiegoś młodego chłopaka.

Robienie sprawy z takiego zdarzenia to dla mnie jakieś kuriozum , ale może tak będzie, bo jak z Sejmu relacjonuje dziewczynka 12 letnia to z meczów może 15-to latek

 

Nie będę pisał i innych zdarzeniach poruszanych w wywiadzie Prezesa Klimka dla portaluweszlo.com (zainteresowanych odsyłam do wywiadu  https://weszlo.com/2024/07/13/klimek-chca-mojej-kompromitacji-kolejny-artykul-uderzajacy-we-mnie-ma-byc-gotowy/?fbclid=IwZXh0bgNhZW0CMTEAAR0fg2EBVnTGDcEQz7ZfMyFtAzZCk9bQRKFEkkulROiecdlaQEQn5HK-Xo4_aem_H5UYQhpflH4b7wwz8N7-xQ ).

 

Powiem tylko, że dzieje się wokół Stali Mielec wiele ciekawego. Jako mielczanin, choć nie kibic, chciałbym, żeby Stal Mielec pozostała Stalą Mielec, by pozostała związana ze swoim matecznikiem Mielcem i jego mieszkańcami wieloma nićmi, także finansowymi. By w najmniejszym stopniu nie stawała się Stalą Rzochów.

 

I na koniec – może jednak ktoś powie Mielczanom, co jest grane w Stali i wokół niej? Bo jak gra Stal, to sami się przekonają, a bardziej będą rozumieli niuanse czy słabsze momenty w grze, gdy nie będzie się ich traktowało jak idiotów.

 

 

 

poniedziałek, 8 lipca 2024

Przewodnik po atrakcjach dla wnuków i dziadków w Mielcu i okolicy

 

zdjęcie za strona  myattractions

 

Do wielu mieleckich dziadków przyjeżdżają z tzw. świata, najczęściej z miast znacząco większych od Mielca, młodsze i starsze wnuki.

Nie wiem, jak inni dziadkowie, ale my z Żoną raczej się staramy, żeby po tygodniowym lub dwutygodniowym pobycie w mieście ich rodziców, wyjechały nie tylko z pamięcią o miłości dziadków, ale także pełni wrażeń, które mają im zapewnić atrakcje Mielca i okolicy.

 

No i tu zaczyna się problem. Co pokazać dzieciom, czym ich zainteresować, nie tylko po to, by ponownie i z radością chciały do Mielca wracać, ale także po to, by się w czasie pobytu czegoś nauczyły, coś poznały ciekawego, albo jeszcze dodatkowo historycznego, czy nowoczesnego.

 

Nasze wnuki na razie są w wieku idących do szkoły, ale intensywnie edukowane przez rodziców, mają już dużą ciekawość świata. A co począć ze starszymi lub nawet nastolatkami? Przy założeniu oczywiście, że smartfony nie są podstawowym ogniwem do kontaktu ze światem dla tych dzieci.

 

Gdy nasze wnuki zaczęły zostawać same u dziadków, szukaliśmy miejsc, w które można je zabrać, by pokazać coś interesującego, co na dodatek mieści się w kółku o promieniu ok. 50 km.

Poniżej przedstawiam wykaz takich miejsc, prosząc, by zainteresowani dziadkowie dopisywali inne atrakcyjne miejsca, a może kiedyś stworzymy wspólnie taki przewodnik dla dziadków. Może także zachęcimy władze, jak coś wymyślimy, do realizacji specjalnej atrakcji dla dzieci-wnuków, przyjeżdżających do dziadków w Mielcu

 

Niestety, rodzinne miasto rodziców naszych wnuków ma na teraz do zaoferowania stosunkowo niewiele atrakcji. Te, które mi się przypomniały, wymieniam poniżej:

1.     Place zabaw o różnej komplikacji. Tu rejestrujemy znaczący postęp w porównaniu do Mielca prezydenta Chodorowskiego, gdy placów zabaw było jak na lekarstwo, a zaczął je budować dopiero prezydent Kozdęba. Dzisiaj jest ok, chociaż takich placów jak w Warszawie niestety w Mielcu brakuje

2.     Kina są atrakcją nawet dla tych dzieci, które oglądają sporo filmów w domu i z tym w Mielcu jest w sam raz.

3.     Dla naszych wnuków wielką atrakcją jest Biblioteka Samorządowego Centrum Kultury przy ul. Kusocińskiego. Lubią tam iść, buszować bez przeszkód pomiędzy półkami. Nawet najmłodsze dwulatki znalazły tam dla siebie doskonałe miejsce.

4.     Muzea mamy jakie mamy. Ale w Dworku Oborskich są co jakiś czas wystawy, które starsze wnuki czasami kupują. Jak jest ciepło, można jeszcze pójść na wały Wisłoki, co także jest atrakcyjne, albo pobawić się na placu zabaw.

5.     W Mielcu kiedyś żywe zwierzaki można było oglądać w Majstrze, którego już nie ma. Sklep zoologiczny przy RegBenzie ma tylko akcesoria do chowu zwierzaków, więc takiej atrakcji brak.

6.     Obok Hotelu Rado jest bardzo fajny tor przeszkód, ale cena za bilet dla jednego dzieciaka  za jedno przejście zwala z nóg. Nie podam jej, bo znam cenę sprzed dwu lat, ale wtedy mnie poraziła.

7.     Można wejść na stadion sportowy, natomiast do hali sportowej chyba nadal nie.

8.     Atrakcyjna dla dzieci jest wycieczka na Stawy Cyranowskie i wyjazd do nieczynnych kopalni piasku w Biesiadce

 

To były atrakcje Mielca.

A teraz wyjeżdżamy za Mielec

9.     Jakby chcieć mieć kontakt ze zwierzakami, można pojechać do Woli Baranowskiej, a tam oglądać alpaki na RanczoAlpaka.

10.  Na koniach można pojeździć chyba w paru miejscach koło Mielca, my akurat jeździmy do Pustkowa do Uczniowskiego Klubu Jeździeckiego Ostoja

11.  W Tuszymie można oglądać prowadzoną przez Nadleśnictwo rezerwatową hodowlę konika polskiego. Koniki akurat raz się pokażą dzieciom, dwa razy nie. Ale jak nie, można iść nad staw pożarowy , który jest tuż obok, tyle że dla dzieciaków to akurat atrakcja średnia.

12.  Nadleśnictwo Tuszyma urządziło także od nowa kładkę po Przecławskim Bagnie. Dzieciom tam się spodobało.

13.  Jak już jesteśmy przy konikach, to kilometr dalej jest Park Historyczny w Bliźnie (Bliznej), a w nim największa dziecięca atrakcja, czyli samolot AN2, do którego się wchodzi i kabinie pilotów robi co chce.

14.  Jak już jesteśmy w tej okolicy, to rzut beretem do Skansenu w Kolbuszowej. To naprawdę duża atrakcja dla dzieciaków, szczególnie na wejść do środka młyna wodnego i do środka wiatraków. No i marne 30 km od Mielca.

15.  W Brzezówce koło Kolbuszowej w sąsiedztwie skansenu, jest park z dinozaurami i zespół kąpielisk. Dobre na lato, na dłuższy wyjazd, nie na zwiedzanie, bo to, dla takiej rodziny jak nasza, to koszt 300 złotych, a na to nas nie stać.

16.  Dalsza, ale ciekawa wypraw, to Zamek Krzyżtopór. Mało które dziecko oprze sięę jego urokowi, szczególnie gdy na trasie podziemnej opowiemy im kilka bajek o białych damach, rycerzach w kajdanach, duchach.

17.  Byliśmy w Pacanowie z dzieciakami. To już ponad 50 km, wieć wyprawa na cały dzień, ale oprócz Koziołka Matołka, którego dzisiejsze dzieci zupełnie nie znają, jest bardzo ciekawy park zabaw z dość atrakcyjnym torem przeszkód i małym zoo z jakimiś zwierzakami.

18.  Sandomierz to też ponad 50 km. Atrakcją dla dzieci jest trasa podziemna i wąwóz Królowej Jadwigi. Także różne stragany, których mnóstwo, brama Opatowska, i pizzerie.

19.  W Tarnobrzegu atrakcją jest jezioro tarnobrzeskie. Latem. Ale zimą też chwile można popatrzeć. Przez chwilę.

20.  Po drodze (albo specjalnie), można pojechać do Zamku w Baranowie Sandomierskim. Dla dzieci raczej tam wiele ciekawego nie ma, prócz lodów w kawiarni. Czasem są wystawy tematyczne i może się trafić jakaś, która naszych najmłodszych zainteresuje.

21.  Podobnie z zamkiem w Przecławiu. Póki co można go oglądać z zewnątrz.

22.  Trochę dalej jest do Muzeum Lalek w Pilźnie. To dla dziewczynek, mniej dla chłopców.

23.  Muzeum ozdób choinkowych w Nowej Dębie zalic zyliśmy z dziećmi i wszystkim polecamy

24.  W Stobiernej koło Dębicy mamy Osadę Słowiańską, którą nasze wnuki zaliczyły

25.  Obok, w Stobiernej,  jest także Park Owadów i Pajęczaków .

 

No i to właściwie wszystko, co mi się przypomniało, z atrakcji, które znaliśmy i odwiedzaliśmy.

Kto zna inne, proszę o dopisywanie.

 

 

 

czwartek, 4 lipca 2024

Mówił dziad do Obrazu, czyli o komunikacji Prezydenta Swoła z mielczanami.

 


26 kwietnia tego roku, powodowany troską o stan mieleckiego powietrza i pomny faktu, że właściciel mieleckiej Elektrociepłowni Remondis może Mielcowi zafundować zakład spalający śmieci, napisałem felieton zatytułowany: Czy Pan Prezydent Swół (obecnie jeszcze ) Prezes od „śmieci” pozwoli na budowę spalarni śmieci w Mielcu  kij-w-mrowisku: Czy Pan Prezydent Swół, (obecnie jeszcze) prezes „od śmieci”, zezwoli na budowę spalarni śmieci w Mielcu? (andrzejtalarek.blogspot.com)

Nie miałem wtedy pojęcia, że trzy dni wcześniej, 23 kwietnia, Elektrociepłownia złożyła w Urzędzie Miasta wniosek o wszczęcia postępowania administracyjnego w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla „Instalacji termicznego przekształcania odpadów w Mielcu”, czyli mówiąc zrozumiale dla budowy spalarni śmieci w Mielcu.

W dniu 26 kwietnia zarząd Elektrociepłowni mówił, że „Podchodzimy w sposób odpowiedzialny do kwestii bezpieczeństwa energetycznego, produkcji dostaw ciepła w Mielcu. Trwają analizy finansowe, środowiskowe i formalno-prawne związane m.in.z wykorzystaniem silników gazowych, biomasy, RDFu, geotermii czy miksu paliw. Wiążące decyzjew tej sprawie zapadną w II kwartale 2025 roku. Poprzedzą je konsultacje z władzami miasta, dystrybutorem i odbiorcami ciepła - zapowiada Marek Mirosz, członek Zarządu EC Mielec.

Tak sobie mówili, kiedy wniosek w sprawie spalania śmieci był już złożony.

Kto o tym wiedział w Urzędzie? Nie wiem. Pan Prezydent wtedy jeszcze nie musiał, bo zaprzysiężony został 7 maja.

Kto wiedział z mieszkańców Mielca? Chyba nikt.

I tak sobie żyliśmy w błogiej niewiedzy, aż ja z nagła dowiedziałem się pierwszego lipca, że Elektrociepłownia wniosek o warunki środowiskowe złożyła.

I wtedy napisałem dość dramatyczny apel do Prezydenta Swóła, oskarżając go i o to, że nic nie zrobił, by zablokować budowę spalarni w Mielcu, ani nawet nie poinformował mieszkańców, że Elektrociepłownia takie działania podjęła, że wystąpiła o warunki środowiskowe, że złożyła wniosek o dofinansowanie do NFOŚiGW.

Wniosek ten, pod datą 22 maja, można było znaleźć na stronie Urzędu https://mielec.bip.gov.pl/articles/view/919945?fbclid=IwZXh0bgNhZW0CMTAAAR1jzKGeJqLdfBBP-ZdPBuTDFl9HeHRIxJtYWF6hco9QAqpJL1FFcR8xy0E_aem_TtbFODBURnAzcNu4yXoyDA

Niewiele później dowiedziałem się, że sam inwestor ten wniosek w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach  wycofał z Urzędu i nie ma go na zbiorczej liście spraw Urzędu https://mielec.bip.gov.pl/obwieszczenia

Kiedy to zrobił, nie wiem.

Czy przestał się także starać o dofinansowanie z NFOŚiGW, tego też nie wiem.

Może być tak oczywiście, że zadziałał Pan Prezydent, i „namówił” Inwestora, by ten wycofał wniosek. Tyle, że mieszkańcy nie byli o tym poinformowani. A może też tak być, że Inwestora ruszyło sumienie, bo przypomniał sobie co mówił publicznie na konferencji, albo też przestraszył się podążających za nim krok w krok ludzi z Towarzystwa na rzecz Ziemi, które już mu jedną budowę spalarni zablokowało.  Może.

Swoją ścieżką Urząd Miasta Mielec ma wniosek Towarzystwa na rzecz Ziemi z 10 czerwca o dopuszczenie go do postępowania administracyjnego w tej sprawie, na który podobno nie odpowiedział w ustawowym czasie.

Jak więc widać, dzieją się jakieś dziwne rzeczy z cała sprawą spalania odpadów. Czy Inwestor wróci z wnioskiem do Urzędu Miasta, nie można tego wykluczyć. I trzeba na to być gotowym.

Co na to wszystko Pan Prezydent Swół, tego nie wiemy. Ale może się dowiemy

 

Bo piszę ten tekst także w sprawie komunikowania się władzy z mieszkańcami, z wielką prośbą o wypracowanie takiego stylu, by ludzie nie odnieśli wrażenia, że władza ma ich daleko gdzieś.

Że jak coś jest w BIP – ie, to każdy może sobie informację znaleźć i przeczytać, a jak sobie nie przeczyta, to niech nie ma pretensji do Urzędu, że jak o czymś mówili na Radzie Miasta, to każdy ma obowiązek śledzić obrady, odsłuchać nagrania i ma wiedzieć, a jak nie wie, to sam sobie winny, a gdy coś napisze w swojej niewiedzy, to jest hejterem.

Bo tak zasugerował mi pan radny Zalotyński, który na Messengerze podjął się obrony dobrego imienia Pana Prezydenta, mówiąc/pisząc: „Swół akurat ujawnił sprawę - w nagraniu z sesji to słychać”, a od którego za żadne skarby nie mogłem się dowiedzieć, co na radzie 29 maja ujawnił Pan Prezydent i jakie tego były dalsze konsekwencje.

Więc kończę, czekając i na dalszy rozwój wydarzeń ze spalaniem śmieci w Mielcu i na informację od Urzędu lub nawet samego pana Prezydenta.

 

PS. Ten tytułowy „dziad” to oczywiście ja lub inny petent. Kto jest obrazem, nie trzeba tłumaczyć.

 

 

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...