poniedziałek, 22 stycznia 2024

Ewakuacja Stali Mielec i ucieczka prezydenta

 

Co to jest pasztet po mielecku? Poczytajcie

Stoję sobie z boku polityki – na szczęście – ale patrzę i myślę: zaczyna się niezły bajzel. A im większy bajzel uda się głównym rozgrywającym wywołać, tym łatwiej zwycięży najmniej pożądany.

Od razu zaznaczę, że to tylko wyniki moich obserwacji, wsparte usłyszanymi na ucho informacjami, które mogą być w części plotkami, więc mogę się mylić.

Zaczęło się od ewakuacji głównego rozgrywającego Stali Mielec, pana posła Poręby. Różne informacje towarzyszyły Panu posłowi, niekoniecznie korzystne, choć nie wiem, na ile prawdziwe. Przypuszczam, ze przewidywana, a potem faktyczna przegrana PiS i rozpoczynające się rozliczenia, tylko przyśpieszyły decyzję o rejteradzie ze Stali Mielec.

W ślad za panem posłem Porębą ewakuację zapowiedział drugi w skali ważności rozgrywający naszego fabrycznego zespołu piłkarskiego, czyli pan prezes Klimek. Skoro jako prezes zarabia wiele więcej, niż będzie zarabiał jako ewentualny prezydent Mielca, trudno nie pomyśleć, dlaczego sam siebie chce zdegradować finansowo, biorąc sobie na dodatek na głowę o wiele więcej problemów, niż miał jako prezes Stali Mielec.

Wytłumaczenia mogą być dwa.

Pierwsze, to fakt kończenia się finansowej kroplówki, jaką dla Stali Mielec, za pośrednictwem państwowych firm, zapewniał poseł Poręba. A jak się utnie finansowanie, to i prezesowanie będzie niezwykle trudne. Tym bardziej, że kolejna osoba, na której głowę spadnie Stal Mielec, czyli pani Poseł Krystyna Skowrońska, Mozę nie zechcieć współpracować z prezesem tak silnie związanym z PiS.

Ale jest i drugi powód. Jak głoszą plotki, pana Klimka w kandydowaniu mają wspierać najbogatsi ludzie Mielca. Jeśli tak będzie faktycznie, to zapewne nie zrobią tego za darmo. A ponieważ mają bardzo ważne interesy w Mielcu, w których czy to Urząd miasta, czy jego spółki odgrywają i odgrywać mogą bardzo ważną rolę, to swój człowiek na stanowisku prezydenta Mielca, nawet jak związany z PiS, może być bardzo pomocny. W kandydowaniu zarówno dotacje finansowe jak i wsparcie propagandowe ma niezmiernie doniosła rolę.

Choć nie decydującą, o czym przekonał się ostatnio PiS.

Tylko co będzie ze Stalą Mielec? Na pohybel z nią? No chyba że chce ją pan finansować z budżetu Mielca, przed czym  tak bronił się, i słusznie, prezydent Wiśniewski?

Właściwie niczemu nie należy się dziwić, nawet temu, że bogaci ludzie popierają człowieka PiS. Bo nie PiS jest ważny, a kasa.  A każdy lubi kasę.

 Mniejszym zaskoczeniem w tej sytuacji jest informacja, choć może też plotka, że pan Swół, przez lata pewny kandydat PiS na prezydenta, ma wystąpić w roli kandydata Suwerennej Polski. Niezłe jaja, jeśli to prawda. Ale on nie musi liczyć na bogatych biznesmenów, bo chyba w pieniądze zdążył się zaopatrzyć jako prezes państwowej spółki.

No i do tego kogel-mogla wyborczego dołączył pan Prezydent Wiśniewski. Najpierw swoją działalnością spowodował rozbicie klubu (a może i samego stowarzyszenia) RdZM, kiedy nie potrafił zatrzymać, albo nawet zraził i wypłoszył, radnych tego klubu, a teraz ogłosił, ze sam ze Stowarzyszenia wychodzi, rezygnując z bycia wiceprzewodniczącym i członkiem, oraz zakłada swój komitet wyborczy.

Panie Prezydencie, niech się Pan jednak zastanowi, czy to była właściwa decyzja. Moim zdaniem robi Pan wielki błąd. To nie jest ucieczka do przodu. Biegnie Pan donikąd.

Czekamy teraz na kolejny ruch mieleckich sił politycznych. A może tylko kolejnych grup biznesowych, Kto następny?

Myślę, że faceci są bardziej nieprzewidywalni w swoich działaniach i obietnicach niż kobiety.

Stąd w poprzednim felietonie proponowałem mieleckim kobietom, by jedna z nich została prezydentką Mielca.

I nadal, i coraz bardziej, i coraz mocniej, tę propozycję podtrzymuję.

Pani Adriano, nich Pani pokaże tym męskim, nadętym, wierzącym w swoją niepowtarzalność, swoją sprawczość,  swoje możliwości,  kandydatom, że kobieta na fotelu prezydenckim to nowa szansa dla Mielca, nowa jakość. Niech Pani kandyduje.

 Mielczanie! Olejmy tę męską konfraternię kandydatów. Wybierzmy kobietę. Pani Adriana Miłoś, obecna Zastępczyni Prezydenta Mielca to najlepsza , jeśli zgodzi się kandydować, alternatywa dla męskiego tabunu głośno krzyczących o dobru miasta, kandydatów.

 

wtorek, 16 stycznia 2024

Mielec był beneficjentem tzw. Funduszu Sprawiedliwości. Bodnar go wreszcie rozlicza

 

Gest pokazywany do niedawna Państwu Polskiemu przez min. Ziobrę (16.01.2024)

 

2 październik 2019

W felietonie „Mielczanie pokrzywdzeni przestępstwem” z września 2019 roku podjąłem temat przekupstwa wyborczego, jakie usiłuje zastosować wobec mielczan jeden z kandydatów PiS, pan minister Warchoł, bliski współpracownik ministra Ziobry.

Podjąłem, i nic.

Obserwuję czytelnictwo moich felietonów, niekiedy dość wysokie, a ten felieton prawie nikogo nie zainteresował. Przekupstwo, które polega na tym, że pan minister Warchoł ofiarował mieleckiemu szpitalowi 380 tys. zł na zakup ultrasonografu, pieniędzy wziętych – nie wiadomo dlaczego, albo wiadomo – z funduszu przeznaczonego na wsparcie pokrzywdzonych przestępstwami.

Jednocześnie prawie możemy się dowiedzieć, że dyrektor mieleckiego szpitala otrzymał od NFZ 55 tys. złotych jako rekompensatę za tzw. nadwykonania. A spodziewał się kilku milionów.

Smaczku całej sprawie przydaje fakt wielkiego wsparcia, jakie otrzymuje pan minister Warchoł, nie tylko od innej frakcji PiS niż reprezentują panowie Kapinos i Tymuła, ale nawet od – do niedawna SLD – owskiego – prezydenta Rzeszowa Ferenca.

A wszystko po to, by zmniejszyć szanse wyborcze rodowitych mielczan.

To nie moja spraw. Niech się w PiS kłócą. Ale moją sprawą jest fakt dziwnych działań przedwyborczych.

A jeszcze bardziej moją i wszystkich sprawą winno być jakieś dziwne skundlenie wyborców, w tym wypadku mielczan, którzy nijak nie reagują na takie działania.

Pewnie po chłopsku powiedzą dziękczynnie o darczyńcy: DOBRY PAN. Niech mu będzie chwała za to, co dla nas robi.

Taak. Dobry pan! A my sami siebie sprowadzamy do roli wdzięcznych włościan, ciemnych chłopów. Potomków pańszczyzny. Nie mających sami do siebie szacunku. Byle coś dostać jak najmniejszym kosztem.

 Że nie jest tak? Na pewno?

A w szpitalach zamyka się kolejne oddziały, bo brakuje lekarzy. A my dostaniemy ultrasonograf. I w podzięce wybierzemy darczyńcę. Jako pokrzywdzeni przestępstwem? Nie. Jako pokrzywdzeniu przez samych siebie. Przez swoją małość, służalczość, wewnętrzne zniewolenie.


 

A poniżej ten wzmiankowany powyżej felieton. Mielczanie pokrzywdzeni przestępstwem

Szacunek dla Pana Starosty Lonczaka za załatwienie środków na zakup ultrasonografu. Przyda się mieleckiemu szpitalowi i mielczanom także.

Mówią, że pieniądz nie śmierdzi, a pieniądz który ratuje życie, to w zasadzie pachnie. Może szpitalem, może nadzieją, ale pachnie.

Przeczytałem na hej.mielec notkę, że Pan Starosta jakoś tam „wychodził” środki na zakup ultrasonografu i że otrzymał dofinansowanie z Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Ministerstwo Sprawiedliwości.

 Nie obyło się to bez wsparcia ministra Warchoła, który przypadkiem kandyduje do Sejmu z naszego okręgu. I jakoś bardzo nasze miasto (i okolicę także) polubił.

Te 380 tysięcy złotych dofinansowania powiększy jakoś tak nie za bogaty budżet NFZ, który na ten rok zaplanowano w wysokości 88,4 mld zł.

No i dobrze. No i na zdrowie. Dali, trzeba wziąć. Czego za to oczekują? Może tylko poparcia PiS – u w wyborach. To – w pierwszym podejściu – kosztuje tyle, co wyprawa do lokalu wyborczego.

No chyba że ktoś z wybierających nie zauważy, że trzeba popierać PiS i poprzez PSL i Pana Starostę.

Smaczku sprawie dodaje przedstawienie celów, jakim służy Fundusz Sprawiedliwości. Jest to państwowy fundusz celowy, ukierunkowany na pomoc pokrzywdzonym przestępstwami. Jedną z form wsparcia Funduszu jest szeroko rozumiana rehabilitacja pokrzywdzonych, w ramach której możliwy jest także zakup sprzętu medycznego.

No i tym sposobem mielczanie zostali potraktowani jako pokrzywdzeni. Pokrzywdzeni przestępstwami. Czyimi? Aż się prosi, by powiedzieć, że przestępstwami polityków. A przynajmniej ich karalnymi zaniechaniami. Zaniechaniami w prawdziwej trosce o służbę zdrowia.

Że się czepiam? Że nie warto tego podnosić? Myślę, że warto.

To pokazuje na jakich patologiach budowana jest polska służba zdrowia i nie tylko. Czy to jest normalne, żeby nie było innej drogi do zakupu potrzebnego sprzętu medycznego, jak uznanie się za pokrzywdzonego przestępstwem?

Czy nie ma innej drogi, by przedłużyć funkcjonowanie ważnego oddziału mieleckiego szpitala, jak petycja do ministra (sic!) sprawiedliwości w podróży przedwyborczej, żeby ten się wstawił u ministra zdrowia, żeby ten – zabierając innemu szpitalowi – uratował szpital mielecki? Toż to paranoja. 

Ale czego się nie robi, by ratować ten ważny dla mielczan kawałek egzystencji.

Paryż wart jest mszy, a bolące kolano rezonansu magnetycznego, a oddział zakaźny apelu do ministra, z dopowiedzeniem, że kiedyś było źle, a teraz na pewno będzie dobrze.

Trudno nie zrozumieć starosty, dyrektora szpitala, ordynatora, że chcą coś dla nas załatwić każdym sposobem. Nawet obiecując głosować na PiS.

Cel uświęca podobno środki. Zgadzamy się z tym? Czy tak?

Trudno przypuszczać, że to tylko sytuacja mielecka. Można raczej podejrzewać, że takie targi o poparcie trwają jak Polska długa i szeroka. Że przyciśnięci do muru dyrektorzy i ordynatorzy chwytają się brzytew. Politycznych.

Rozdaje się ultrasonografy, funduje się wozy strażackie, załatwia dofinansowanie działalności, składa obietnice na po wyborach. Że nie wspomnę już o zatrudnianiu wybranych (ludzi), choć niekoniecznie kompetentnych, na lukratywnych stanowiskach.

Powiem, że mi się to nie podoba. To jest chory, kliencki kraj, chore państwo, w którym wszystko, także głosy wyborców, usiłuje się kupić, albo i kupuje. W którym uzależnia się datki lub nagrody od bycia posłusznym.

I to jest Polska właśnie.


16.01.2024

Dobrze, ze ta Polska właśnie się kończy

 

czwartek, 11 stycznia 2024

Mielecka kobieto, zostań prezydentką Mielca!

 


Zdjęcie ze strony facebookowej Miasto Mielec

Jak już  skończyło się władztwo prezydenta Chodorowskiego nad Mielcem, to mieliśmyw ciągu dwu kadencji czterech włodarzy miasta, panów prezydentów Kozdębę i Wiśniewskiego i dwóch pełniących obowiązki czyli Myśliwca i Kapinosa.

Mężczyźni sobie rządzą Mielcem, ale jakiś zasadniczych zmiany nie widać. Odległość  pomiędzy Mielcem i Rzeszowem, kiedyś tak mała, że wydawało się nam wtedy, iż możemy Rzeszowowi dorównać, drastycznie się w ostatnich 20 latach zwiększyła i nikt nie ma pomysłu, co robić, by tak nie było.

Bo może tak jak jest, tak być musi już na zawsze? Bo młodzi wykształceni ludzie przenoszą się z małych miast do większych, jak to się dzieje na całym świecie i nie zatrzyma ich w Mielcu nawet bezpłatna komunikacja miejska, z której i tak nie korzystają.

Ten beznadziejny pomysł radnych PiS, ale także brak sensownych pomysłów innych herosów naszej lokalnej, mieleckiej polityki na gonienie uciekającego świata, utwierdził mnie w przekonaniu, że trzeba coś zmienić w naszym myśleniu o przyszłości Mielca, a przez to o jego przyszłych władzach.

I tak sobie myślę, że skoro trzeba dać sobie spokój próbami stworzenia z Mielca centrum wielkich technologii lotniczych czy innej doliny krzemowej (kiedy Dolina lotnicza, byt papierowy, cichutko sobie umarła) i pozostać przy pielęgnowaniu tego materialnego, co osiągnięto za prezydentur Chodorowskiego i Kozdęby, to trzeba teraz wprowadzić w naszą mielecką egzystencję coś bardziej duchowego, co czyniłoby Mielec miastem, w którym warto się zatrzymać, choćby na jakiś czas, jeśli nie na dłużej.

Uczciwie powiem, że nie wiem, co by to mogło być. Podobnie jak nie wiedzą polscy biskupi, co zrobić, by powstrzymać upadek wiary w Polsce, choć przecież pewnie wiedzą, ze brak zmian tylko przyśpiesza upadek.

I gdy biskupi bronią się przed diakonatem kobiet, co i tak jest nieuchronne, bo za parę lat wystąpi drastyczny brak księży, a odwlekanie  tylko potęguje problemy, pomyślałem, że może to kobieta – prezydentka wniosłaby w życie Mielca coś nowego, coś, co mogłoby powoli stwarzać nową jakość.

Bo jak patrzę na Przecław, którym rządzi kobieta, (a kolejna szykuje się do walki o bycie starościną (starostką?)), to wydaje mi się, że po latach (dobrych) rządów mężczyzny, jednak w Przecławiu pojawia się nowa jakość. Zapewne nie ubyło problemów przenoszących się z kadencji na kadencję, zapewne tak też będzie w Mielcu, ale chyba rodzi się coś nowego, jeszcze trudnego do ściśle naukowego zdefiniowania. Coś, co wniosła kobieta.

 Mamy już  co prawda zastępczynię prezydenta Mielca, panią wiceprezydentkę, do której, nie ukrywam,  czuję pewną sympatię (dała pieniądze na wydanie rocznika literackiego Mieleckiego Towarzystwa Literackiego), ale ona realizuje politykę zwierzchnika, nie swoją.

Więc zwracam się do mieleckich pań, które czują w sobie wiele siły i mają pomysł na miasto, by się nie wahały, jak panowie (niestety, nadal) z mieleckich stronnictw politycznych zaproponują im kandydowanie.

No chyba, że jak pani poseł Burkiewicz mają na tyle niezależną finansowo pozycję, ze same sobie kampanię sfinansują.

To jedyna droga do zmiany sytuacji w Mielcu.

Bo jak czytam przymiarki męskich kandydatów na urząd prezydenta Mielca, to się boję, że będzie jak dotychczas, tylko bardziej.

Jak słyszę, że pan Klimek chce zostać prezydentem, opuszczając świetnie (ponoć) prosperującą Stal Mielec, którą już opuścił czołowy rozgrywający, pan poseł Poręba, to zaczynam  się bać. Bać się tego, że Mielec będzie Stalą Mielec, tylko bardziej i że będzie PiS- owski, tylko bardziej. I oby się nie okazało, że to odejście głównych rozgrywających Stali ma jakieś dodatkowe uzasadnienia.

Trudno wyobrazić sobie idealnego prezydenta. Kiedyś myślałem, że  prezydentami powinni być inżynierowie albo ekonomiści. Sam kiedyś przedstawiałem propozycję z osobą z tej grupy.  Teraz sobie myślę, że nie profesja czyni prezydenta. Może i inne zawody plus osobiste zalety, potrafią uczynić człowieka dobrym na tym stanowisku.

Jednak żaden z panów nie będzie kobietą i nie będzie miał jej zalet.

Może byśmy spróbowali?

 

 

PS. Poparcie mieleckiego PiS, zwiększone przez rzesze kibiców Stali i sława, jaką Panu Klimkowi przyniosło dość skuteczne kierowanie spółką Stali Mielec, daje mu spore szanse na wygranie wyborów. Nie będę pytał, co w takim przypadku z panem Swółem, który też pewnie ma ochotę być prezydentem.

Jednak dalej podtrzymuję swoje zdanie, że nic taki wybór nie zmieni w sytuacji Mielca.

 

 

 

środa, 27 grudnia 2023

Ulica Deweloperów

 

Jak idę na spacer po Mielcu, to mam dużo czasu na myślenie i na patrzenie wokół, jak się zmienia miasto. W święta wybraliśmy się z żoną na taki odchudzający, ośmiokilometrowy spacer po Mielcu. Niby niewiele można w nim już zobaczyć nowego, bo w ostatnich latach miasto przyhamowało w rozwoju, gdyby nie liczyć wyrastających jak grzyby po deszczu, to tu, to tam, bez ładu i składu, różnych form obiektów mieszkalnych, najczęściej, ostatnio, czworaków i różnorakich szeregowców z mieszkaniami.

Z zewnątrz wygląda to nie najgorzej. Gorzej, jak się wejdzie do środka niektórych szeregowców i próbuje wąskimi schodami dotrzeć do mieszkania na piętrze. Myślę, że przepisy p.pożarowe, tak ważne w budownictwie mieszkaniowym, w nich niespecjalnie obowiązują.

Idąc ulicą Stanisława Padykuły, ważnym traktem komunikacyjnym Mielca, zbudowanym za prezydentury pana Chodorowskiego, widzimy, że po tych kilkunastu latach eksploatacji powstało przy niej tylko kilka firm, a żadnego budownictwa mieszkaniowego. Gdy doszliśmy do nowobudowanej ulicy, łączącej ul. Padykuły z Al. Kwiatkowskiego, postanowiliśmy w nią skręcić, by zobaczyć nowo udostępnioną część Mielca, do niedawna poza percepcją przeciętnego mielczanina.

Ulica ta, chyba na razie bez nazwy (proponuję nazwać ją ulicą Deweloperów, najaktywniejszych na dzisiaj mieleckich przedsiębiorców), poprowadzona jest slalomem pomiędzy różnymi własnościami gruntowymi. Ten slalom, wynikający pewnie z trudności z wykupem ziemi pod drogę, może dodatkowo okazać się symbolicznym dla całej inwestycji i pomysłu jej przeprowadzenia. Oby nie

Bo o ile budowa ul. Padykuły było w interesie i Mielca i powiatu, o tyle – mam wrażenie - budowa ulicy Deweloperów leżała wyłącznie w interesie właścicieli gruntów przy niej położonych. Czy to są właściciele „z dziada pradziada”, czy już właśnie deweloperzy, którzy wcześniej i taniej te działki wykupili, to wiedzą tylko władz i oni sami.

 

Jakby jednak nie było i jedni, i drudzy zarobią spore pieniądze, czy to sprzedając działki, czy gotowe  mieszkania w  czworakach i szeregowcach.

 

Kiedyś, za komuny, planowano tam (wtedy jeszcze były plany przestrzennego zagospodarowania i instytucja, która je robiła) budowę osiedla Cyranka Południe. Miało być dużo szeregówek, ale budowanych przestrzennie, z zapleczem dla mieszkańców, o których teraz deweloperzy nawet nie pomyślą. Widziałem nawet mapę z planowaną zabudową. Było i się zbyło. Nie wyszło. Po prawie 40 latach nowa droga między otworzyła wielkie możliwości zabudowy mieszkaniowej.

I teraz nie sposób nie zadać pytania, co miasto będzie miało z tego, że wybudowało tę drogę za kilka milionów złotych? Bo co będą mieli właściciele gruntów i deweloperzy nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Jak pisał w Internecie pod moim postem jeden z internautów, ta droga nie wpływa w zasadniczym stopniu na system komunikacyjny miasta, otwiera natomiast duże możliwości inwestycyjne. Miasto nie ma pieniędzy, to oczywiste i powinno ustalić opłatę za zgodę za przyłączenie się do ruchu np,100 zł za m2 powierzchni użytkowej zaplanowanej inwestycji. Jest to łatwe do uzasadnienia, podatki płacimy wszyscy, zysk uzyskują tylko mądrzy inwestorzy którzy w czas kupili tam grunty. Czy to socjalistyczne podejście ??? Nie wiem ale miasto/gospodarze/ powinno tak działać by myśleć też o ogóle mieszkańców. Sielskość tego terenu się kończy. Miasto powinno utulić starych mieszkańców tego rejonu. Mamy przykłady z innych rejonów Mielca gdzie drogi otwierające inwestycje, przez lata mimo przekazania do miasta, to wiejskie gliniaste trakty.

Ze swojej strony dodam tylko, że wg mojej wiedzy istnieje tzw. opłata adiacencka, którą może uchwalić Rada Miasta, gdy wzrosła wartość działek budowlanych poprzez np. budowę drogi, zapewniającej dojazd do tych działek. Może ona wynieść nawet 50% wzrostu wartości działki, a płacą ją właściciele działek.

Nie jest to proste, bo musi być wycena wzrostu wartości działki przez rzeczoznawcę majątkowego. Nie wiem także, jakie są, a zapewne są, możliwości obchodzenia tego prawa. Powinien o tym wiedzieć Urząd Miasta, gdy podejmował decyzję o budowie drogi, jak też winien być świadomy innych zagrożeń związanych z możliwością pozyskania od właścicieli działek dodatkowych pieniędzy.

Powinien, choć nie mogę wykluczyć, że albo nie wiedział, a może nawet nie chciał wiedzieć.

O tym wszystkim powinna być poinformowani mielczanie.

No i tu rola Rady Miasta, w tym panów radnych z PiS. Dostanie miasto jakąś kasę od właścicieli działek przy ulicy Deweloperów,  i jaką kasę, czy nie dostanie niczego?

Zamiast robić jakieś durne, przedwyborcze  konsultacje z mielczanami, z których ma wyniknąć, że jak wprowadzi się darmowe przejazdy komunikacją miejską, to młodzi mielczanie nie będą wyjeżdżać z Mielca, zainteresujcie się Panowie tym, ile Mielec zarobi, albo ile mógł zarobić, a nie zarobi niczego i dlaczego, po budowie przez miasto ulicy Deweloperów, do której to budowy, jako Rada Miasta zapewne się przyczyniliście.

Bo Mielcowi, który nie ma pieniędzy nie tylko na dekorację świąteczną, pieniądze są potrzebne jak człowiekowi tlen. I czas przestać debatować i tym, że jeszcze trzeba miasto pozbawić paru milionów, by ktoś wygrał wybory, a komuś było lepiej.

Do pozostałych stronnictw w Radzie Miasta, kierowanych przez panów Bieńka i Paprockiego, także  mam propozycję: o ulicy Deweloperów jak wyżej, a ponad to, by panowie także wyszli z jakimś sensowym programem przedwyborczym, bo jak na razie przedwyborczą kampanię prowadzi tylko PiS.

Ja wiem, że nie macie fundacji, które sfinansują waszą akcję, ale jakoś sobie poradzicie, tylko trzeba wysiłku intelektualnego i fizycznej aktywności.

 

 

 

 

poniedziałek, 18 grudnia 2023

Czy Milion Złotych Polskich pomoże czy zaszkodzi?

 

 Zdjęcie ze strony Urzędu miasta

KIEDYŚ, jeszcze przed ogólnokrajowym Referendum, z dwóch mieleckich, państwowych spółek wyprowadzono do fundacji Prometeo milion złotych. Uczyniono to w „świetle jupiterów”, publicznie, więc zainteresowanych milionem jest wielu.

Pisząc „wyprowadzono” nie mam na myśli, że je skradziono. Broń mnie Panie Boże. Zapewne wyprowadzono je dla realizacji celów wyższych niż cele istnienia tych spółek, co w mniemaniu wyprowadzających zapewne usprawiedliwiało całą akcję i czyniło ją moralnie wyższą ponad otoczenie.

Na co „poszły” te pieniądze, nadal ich pośredni właściciele, czyli społeczeństwo, nie wiedzą.

TERAZ, gdy Referendum okazało się klapą, pozostały do wygrania wybory samorządowe.

Może być ryzykownym założenie, że wygra je PiS w swej czystej (kanonicznej) formie.

Należy więc powołać ruch obywatelski, czyli oddolny. To chyba szersza tendencja w PiS. Problem w tym, że te oddolne ruchy tworzone są od góry, nie przez obywateli, ale przez działaczy.

Dla wygrania wyborów powołano więc stowarzyszenie Teraz Mielec. Ma ono wygrać z innym stowarzyszeniem nazywającym się Nasz Mielec, które w różnych konfiguracjach współrządzi Mielcem od lat.

Czeka nas więc ciekawa rywalizacja Naszych z Teraźniejszymi.

Szczególnie TERAZ, gdy w przyśpieszonym tempie realizuje się zapowiedź działań, jaką wyraziłem w felietonie z 23 listopada, że „Nadchodzi czas wymiany prezesów i dyrektorów. W Mielcu także”.

Nie wiem, kto finansuje Nasz Mielec. Może jakieś prywatne spółki robią na Naszych zrzutki. Może finansują się, jak Teraźniejsi, ze swoich składek i darowizn osób prywatnych. Bo, jak stwierdził jeden z założycieli (tak myślę) Teraźniejszych, dla mnie autentyczny działacz społeczny, jedyny jakiego znam w tym stowarzyszeniu, pan Przybyło, Teraz Mielec tak właśnie jest finansowany i dlatego nie można  (i nie ma obowiązku) ujawniać publicznie darczyńców.

Ja się na prawie regulującym te sprawy nie znam i nawet mnie nie interesuje, kto prywatnie i czym wspiera Naszych i Teraźniejszych. Mnie interesuje, które państwowe, czyli także moje, spółki wspierają stowarzyszenia państwowymi, czyli także moimi, pieniędzmi.

Bo dopóki nie będzie jawne i powszechnie znane, na co wydaje pieniądze fundacja Prometeo, która w swym periodyku reklamuje Teraźniejszych, pozostanie wątpliwość, która będzie ciążyła nad przedwyborczymi działaniami Teraz Mielec.

W tym nad organizowaniem powszechnych mieleckich konsultacji w temacie jakiego Mielca chcemy, by młodzi ludzie nie wyjeżdżali z naszego miasta do dużych ośrodków.

Zajmijmy się wiec na chwilę tymi „największymi w historii Mielca” konsultacjami Stowarzyszenia Teraz Mielec z mieszkańcami Mielca. Sądząc po ruchu przy urnie, a takowy co dnia obserwuję w sklepie AK przy Szafera, mogę sądzić, że zainteresowanie nimi jest bliskie zera. Piszę tak, bo nie widziałem ani jednej osoby, która by do urny wrzuciła jakąś kartkę. Ale, jak pisałam powyżej, obserwuję codziennie, ale tylko przez chwilę, więc mogę się mylić.

Oczywiście żadnej karty konsultacyjnej od Stowarzyszenia nie dostałem, a mieli je dostać wszyscy mieszkańcy Mielca. Może koszt wysyłki przerósł jednak możliwości darczyńców?

Przypominam, że do najważniejszych pytań w „największych w historii Mielca konsultacjach” Stowarzyszenia już się odniosłem w felietonie  W odpowiedzi na (przyszłą) ankietę pana radnego Swóła i Stowarzyszenia Teraz Mielec więc do wszystkich nie będę się odnosił.

 https://andrzejtalarek.blogspot.com/2023/11/w-odpowiedzi-na-przysza-ankiete-pana.html

Odniosę się jedynie do propozycji darmowej komunikacji autobusowej w Mielcu. O tym także pisałem, tu cytuję swój felieton: „Wg Pana Swóła, żeby zatrzymać młodych w Mielcu trzeba zrobić „zupełnie bezpłatną komunikację miejską”. Może pan Swół nie wie, że po pierwsze młodzi pracujący mają samochody, które zasadniczo skracają czas dojazdu do pracy, a po drugie co najmniej połowa dojeżdżających młodych to ludzie z powiatu mieleckiego. Ci też najczęściej dojeżdżają samochodami prywatnymi, zbierając się po kilka osób, ale też w małej części prywatnymi autobusami”.

Myślę, że jednak nie przekonałem tym felietonowym wpisem liderów Teraz Mielec, bo niedawno obejrzałem film z Panem Swółem, w którym bezpłatną komunikację miejską reklamował.

Jestem oczywiście do bólu kości przekonany, że bezpłatna komunikacja nie ma żadnego wpływu na to, czy młodzi ludzie zostaną w Mielcu, czy z niego wyjadą. Może starszym ludziom taki luksus się przyda (oczywiście nie tak starym, że i tak mają darmową komunikację, ale tym nieco młodszym)

Ale chciałbym się teraz odnieść do meritum pomysłu, czyli do finansów, a nie do ideologii.

Komunikacja kosztuje miasto 17 mln zł. Taki przyjęto system opłat i organizacji ruchu autobusów, i tak mamy. Ja nie jeżdżę autobusami, patrzę na nie z zewnątrz, ale widzę, że autobusy jeżdżą zazwyczaj z niewielką liczbą osób. Może inaczej jest w godzinach dojazdu do pracy, ale tak wcześnie nie wstaję, więc nie wiem.

Ci, nieliczni, którzy kupują bilety, płacą za nie łącznie w ciągu roku 2 mln złotych.

Czyli suma summarum przewozy kosztują nas (miasto) 15 mln zł.

Z wypowiedzi Pana Swóła  we wzmiankowanym filmie (dość niejednoznacznych) zrozumiałem, że może on - po reorganizacji przewozów, czyli zapewne likwidacji części linii autobusowych lub częstości przejazdów – zorganizować za 17 mln całkowicie darmową komunikację miejską.

Od razu nasuwa się pytanie – dlaczego za 17 mln, a nie za 15? Albo za 14? Bo to wszystko nasze pieniądze.

Kolejne pytanie – jacy ludzie na tym skorzystają? Czy jest to grupa ludzi, której nie stać na bilet, nie mówiąc o jeździe samochodem prywatnym, czy może jednak są to osoby, dla których cena biletu jednorazowego czy też miesięcznego nie stanowi problemu?

Trzecie pytanie jest takie – czy proponowana reorganizacja przejazdów (linii, częstości kursowania) jest już opracowana i skonsultowana z zainteresowanymi mieszkańcami czy może rzucona jako hasło (bo ja wiem lepiej), które w realizacji tylko wkurzy jakąś grupę ludzi.

Pamiętam problemy z uruchomieniem linii autobusowej na ulicę Inwestorów, za czym łaziłem do prezydentów Chodorowskiego i Kozdęby i byłem dłuższy czas odsyłany z „kwitkiem”, bo „było za mało chętnych, żeby się to opłacało”.

Reasumując - z podkreśleniem moim, że nie widzę żadnej korelacji darmowej komunikacji z wyjeżdżaniem młodych mielczan z miasta, jak to twierdzi Pan Swół - pytam, jaki konkretny efekt, czyli ile komu, ma przynieść realizacja tego pomysłu Stowarzyszenia Teraz Mielec.

Bo łatwo się rządzi nie swoimi pieniędzmi, państwowymi czy samorządowymi, tu milion, tam milion. Uważajmy z tymi milionami. Skończyły się czasy łatwych pieniędzy. I jeśli dawać, to naprawdę potrzebującym. A nie po to, by wygrać wybory.

Bo ja, póki co, widzę tylko element kampanii wyborczej do władz Mielca, która już się rozpoczęła przez – chociażby – ujawnianie potencjalnych kandydatów w wyborach prezydenckich.

 

Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?

  Mielec się bawi, Polska się bawi … na Titanicu?   Skończyły się Dni Mielca. Ponoć były fantastyczne. A już występ pani Chylińskiej –...