poniedziałek, 26 stycznia 2026

Czy nauczycielom i rodzicom jest wygodne, gdy dzieci korzystają ze smartfonów i platform społecznościowych

 

zdjęcie za Nowyświat24.com

Lewicowa minister Nowacka, tarcza strzelnicza prawicy i Kościoła (zresztą i ja ją krytykowałem, ale z innych pozycji), wyszła z inicjatywą, przed którą stchórzył choćby superprawicowy minister Czarnek z PiS, wytrącając tym samym oręż (przynajmniej z jednej ręki) jej najzagorzalszym krytykom.

Postanowiła przedstawić projekt ustawy, zabraniającej dzieciom do lat 15 korzystania z platform społecznościowych.

 

Ta inicjatywa spowodowała, że z dnia na dzień  stała się moją ulubioną członkinią rządu Tuska.

Zakazać dzieciom korzystania z Tik Toka i innego badziewia! Skierować zainteresowania dzieci ku innym dziedzinom! Uratować społeczeństwo przed całkowitym rozpadem.  Piękna idea. Ale jak to z ideami bywa, niesłychanie trudna do realizacji. Z wielu powodów. Poniżej trzy z nich.

 

Pierwszym, choć ostatnim w kolejce do protestów, jest ambasador USA pan Rose, który, w trosce o interesy koncernów amerykańskich zapewne namówi (czytaj: zmusi) pana prezydenta do zawetowania tej ustawy pod byle pretekstem. Zresztą zapewne część opozycji zagłosuje tak jak chce uwielbiany pomarańczowy prezydent zaprzyjaźnionego kraju.

 

Tym niemniej nie uważam powyższej przyczyny za najistotniejszą. Bo ważniejsze moim zdaniem są dwie kolejne.

Większość rodziców będzie przeciwna wprowadzeniu takich regulacji z dwu powodów. Jednym z nich jest głęboka niewiedza i bezrefleksyjność (nazwijmy to delikatnie)  w podejściu do katastrofalnego wpływu mediów na młode umysły, ich psychikę, rozwój dzieci i na katastrofalne skutki tego stanu dla społeczeństwa. W wielu aspektach, nie będę ich tu wymieniał by nie zaciemniać sprawy. Widomym objawem tego stanu jest wręczanie smartfonów do zabawy już dzieciom w przedszkolach, a dopełnieniem dawanie jako prezentów komunijnych, dziś w miejsce słynnego dawniej roweru,  na którym obecnym dzieciom nie chce się jeździć.

Cześć rodziców ma świadomość, ze smart fon jest szkodliwy, ale dla swojej wygody godzi się na sytuację, gdy ich dziecko, w zastępstwie innych zajęć, których rodzice nie umieją, nie mogą lub zwyczajnie nie chce im się z braku czasu, ma zgodę na korzystanie ze smartfonów. Dla zabicia czasu i dania świętego spokoju rodzicom.

 

Z podobnego powodu, choć na innej płaszczyźnie, za smartfonami dla dzieci są dyrektorzy i nauczyciele szkół, wraz z organizującymi ich pracę kuratoriami, którzy byliby zmuszani do zaoferowania dzieciom innych zajęć w miejsce odstawionego na siłę narkotyku sieci społecznościowych. A wszyscy wiemy, jak dzisiaj jest z namówieniem nauczycieli do większej aktywności.

Oj, kiedyś to byli nauczyciele, ale to se ne wrati.

 

No i doszliśmy z powrotem do Sejmu i Pani Minister Nawrockiej, która pewnie wielkiego wsparcia nie dostanie w swoich działaniach. Bo wprowadzenie tej ustawy to tylko wielki kłopot dla ospałego, rozleniwionego społeczeństwa, które tylko patrzy , by pójść na wcześniejszą emeryturę, nie zastanawiając się nad tym, zę te dzieci, wychowane na smart fonach, których jest z dnia na dzień mniej, nie będą w stanie utrzymać rosnącej rzeszy starych ludzi. Seniorów. Takich jak ja.

Ale kto by się tym martwił.

 

A garstka świadomych, zatroskanych rodziców, którzy chcą ratować nie tylko swoje dzieci, ale także, przy okazji, mniej rozumne, ale potrzebne nam wszystkim do egzystencji wspólnej  społeczeństwo, zostaną bez wsparcia razem z panią Nowacką, której będzie się zarzucało likwidację lekcji religii i z tego kolejny być może rząd będzie chciał ją rozlicząć.

 

No i oczywiście z próby wprowadzenia edukacji seksualnej. Bo niby po co, jak dzieci wszystko, i więcej, mają w smartfonach.

 

I to by było na tyle

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 15 stycznia 2026

Czy artysta ma duszę?

 


Gustav Klimt Death and life

 

Miałem dzisiaj ciekawe zdarzenie, które sprowokowało mnie do postawienia sobie pytań o duszę. Duszę artysty i duszę jego dzieła.

 

Odpowiedź na pytanie o duszę artysty może być dość prosta. Artysta, jak każdy człowiek, albo wierzy w duszę i ją ma, albo nie wierzy i jej nie ma (choć teolog i tak by powiedział, że ma).

Oczywiście można duszę artysty potraktować metaforycznie, abstrahując od jej religijnej definicji i postaci. Wtedy oczywiście mamy większy problem, bo jak już ktoś się zapuści w takie, indywidualnie ocenne rejony, to łatwo może wejść na pole dowolnych interpretacji, z których nic nie wynika.

 

Ale zostawmy artystę z jego duszą lub bez, a skoncentrujmy się na jego dziele.

Bo dzieło artysty, także tego, który w istnienie swojej duszy nie wierzy, może mieć duszę lub jej nie mieć.

I tu wkraczamy w obszar tak trudno definiowalny, że właściwie nie powinno się go dyskutować.

 

Dusza dzieła. Jest czy nie ma? I kto to może stwierdzić? Czy istnieje jakaś kategoria krytyków artystycznych, którzy mają prawo zdecydować, czy dane dzieło ma duszę, czy jej nie ma?

Trudna sprawa.

O ile z duszą artysty jest łatwo, to z duszą dzieła niesłychanie trudno. Tym bardziej, że ludzie doszukują się często duszy w działach artystów zupełnie duszy pozbawionych, ba zdecydowanie krytykujących taki zabobon jak dusza.

 

Mogę na swoją odpowiedzialność powiedzieć, że z dziełem artysty jest tak, że dla jednych ma ono duszę, a dla innych nie ma. I nie ma żadnych kryteriów, które by ułatwiały identyfikację takiej duszy.

Pomocna w tym możę być jedynie artystyczne (i nie tylko) wykształcenie i ogólna wrażliwość.

Ale obie te cechy jednemu podpowiedzą, że duszę w dziele widzi, a drugiemu wręcz odwrotnie.

 

I jak ma zareagować artysta, któremu ktoś powie/napisze, że w jego dziele nie widzi/słyszy/czuje duszy? Ano może odpowiedzieć, że dla ciebie nie ma w moim dziele duszy, a dla wszystkich innych jest. No i tyle.

I będzie to absolutna prawda. Ale tak odpowie tylko ten, kto jest pewien swojego dzieła, który nie ma ukrytych kompleksów, zahamowań etc.

 

Dlaczego o tym piszę?

Dostałem od jednego z artystów, nie mieleckiego, ale z Mielcem związanego, po moim krótkim komentarzu, nie żadnej analizie, taką wiadomość.

pisze mi Pan , że moje rysunki nie mają duszy, a na okładce swoich wypocin umieszcza Pan z dupy wycięcty fragment obrazu Klimta, jakim prawem, ma Pan pozwolenie, pewnie nie, ale ukraśc zawsze można, żenada, że trzeba się podpierać znanymi dziełami, bo pewnie Pańskie banalne wynurzenia muszą czymś przyciągnąć....piszę tak, bo skoro Pan nie dostrzega duszy to jest Pan płytkim ignorantem, nudnym , banalnym i bez żadnego polotu i pewnie takie są Pańskie wypociny podpierane powszechnie znaną ikonografią; więc wnoszę stąd, że nie ma Pan nic , ale to absolutnie nic do powiedzenia, poza zwykłym pierdoleniem

 

Jak pisałem powyżej, jeden widzi w czymś dusze, drugi nie. I obaj mają rację. Ale tak zareagować może ten, kto jest pewny swego dzieła.

Nie napiszę, od kogo tę wiadomość dostałem. Dla mnie facet ma po prostu kompleksy. I na tym skończę

 

 

Ps

Dodam tylko, że jako malarz winien wiedzieć, że istnieje coś takiego, jak domena publiczna i obrazy Klimta też do niej się zaliczają i można z nich korzystać. I jeszcze dodam, że przeładowanie obrazów dziwnościami niekoniecznie – w mojej opinii – czyni je bardziej tajemniczymi, a przez to uduchowionymi.

Wystarczy pójść do BWA w Rzeszowie i wejść na wystawę obrazów Beksińskiego. Tam człowiek wchodzi jak do świątyni i odruchowo mógłby się pomodlić. A już na pewno dotyka transcendencji.

I to tyle

 

 

 

wtorek, 25 listopada 2025

Olejmy Rzeszów i Kongres Kultury Podkarpacia. Zróbmy Mielecką Zbiórkę Kulturalną

 

Zdjęcie ze strony Kongresu Kultury Podkarpacia

Na początku słowniczek pojęć - zbiórka nie oznacza zbierania pieniędzy, tylko zgromadzenie się ludzi, np harcerzy, celem wykonania jakiegoś zadania.

 

W Rzeszowie miał miejsce urzędniczo - polityczny I Kongres Kultury Podkarpacia. Piszę, że jest on urzędniczo polityczny, bo zarówno wśród prelegentów jak i prowadzących warsztaty(?), dominują różnej maści dyrektorzy instytucji państwowych i samorządowych. Lista na końcu felietonu.

Na 18 prelegentów aż 13 to różnej maści wysocy urzędnicy, dyrektorzy, zastępcy, czy wiceprezydenci.

Na 34 prowadzących warsztaty, aż 19 to także różnej maści dyrektorzy, chociaż zdarzają się też kierownicy, różnych placówek kulturalnych.

A pomysłodawcą Kongresu był pan poseł Kowal.

 

Powie ktoś: ale oni mają doświadczenie z organizacją kultury dla ludu, wiedzą co i jak i dlaczego. I będzie tu dużo prawdy. Ale nie cała.

Bo dla mnie ten urzędniczy Kongres to podbijanie urzędniczej wartości i wagi oraz (przede wszystkim) wołanie o pieniądze dla zorganizowanych instytucji. Dajcie nam, dyrektorom, kierownikom, prezesom więcej pieniędzy, to wam zrobimy taką kulturę, że palce lizać.

 

Pośród prelegentów Kongresu da sie znaleźć nazwiska autentycznych organizatorów niekonwencjonalnej, lub w niekonwencjonalny sposób serwowanej kultury.

Dla mnie to Krzysztof Czyżewski, reżyser, i animator działań międzykulturowych, współtwórca Ośrodka Pogranicze – sztuk, kultur, narodów w Sejnach.

Na Kongresie był też pan Szymon Burek, również prelegent i jedyny mielczanin biorący oficjalny udział w Kongresie, kiedyś współtwórca ciekawego Stowarzyszenia Kulturalnego Jarte, obecnie, z przykrością to trzeba stwierdzić, będącego w uwiądzie starczym.

 

Nie było niestety ani wśród prelegentów, ani prowadzących warsztaty pana Krzysztofa Urbańskiego, dla mnie człowieka, który uczynił kulturalny cud w Przecławiu. Cud, który nadal trwa. No ale kto by się tym w Rzeszowie przejmował. No, chociaż jedna osoba by mogła, a nawet powinna.

Nie było wielu innych osób z Mielca i powiatu, które mają istotny wkład w tworzenie mieleckiej (a więc i podkarpackiej) kultury, ale nie wymienię ich z nazwiska, bo może by sobie tego nie życzyły.

 

I teraz przechodzę do drugiej sprawy, tej bardziej mnie wkurzającej.

Niech sobie Rzeszów, panowie Kowal i Fijołek z pomocą pani Minister Kultury i wspierającej ją pani Agaty Diduszko-Zyglewskiej, radnej warszawskiej i członkini bardzo lewicowej  Krytyki Politycznej, autorki publikacji o relacjach państwo kościół i prawach kobiet, organizują takie kuriozalne, urzędnicze kongresy kultury. Niech olewają resztę województwa, a nade wszystko lekceważą wielki amatorski, podkarpacki ruch artystyczny.

Nie wiem, czy przyczyną tego, że tak ogólnie olano Mielec, i że wśród oficjalnie zaproszonych realizatorów Kongresu nie było Mielczan (jeśli nie liczyć Pana Marszałka Ortyla, Partnera Głównego Kongresu, co by to nie znaczyło i w.w. Pana Burka), była niechęć Rzeszowa do Mielca, czy może jednak – czemu przeczą fakty – przekonanie organizatorów, że w Mielcu kultury nie ma, że nic ważnego się w nim w sferze kultury nie dzieje, że nie ma u nas ludzi, którzy by cośkolwiek do kultury Podkarpacia wnieść mogli.

 

A może zawinił brak stałych kontaktów mielczan odpowiedzialnych za naszą kulturę z ich ważnymi odpowiednikami w Rzeszowie, a może zawiniło przekonanie „kulturalnych” Rzeszowian, że w Mielcu to jest kultura, ale pisowska, więc nie warto z nią się konfrontować?

 

Nie wiem. Różne propozycje odpowiedzi przychodzą mi do głowy i może żadna nie jest prawdziwa.

 

A jednak fakty są takie, że Mielec olano.

I trzeba sobie postawić pytanie, co dalej.

Czy nie przejmować się tym stanem rzeczy i robić swoje. Każdy na swoim podwórku.

Czy może jednak jednoczyć nasze działania kulturalne, by zacząć mówić na forum województwa jednym silnym głosem.

 

Są pierwsze, bardzo pozytywne działania w jednoczeniu sił mieleckiej kultury. Jest porozumienie o trójstronnej współpracy instytucji kultury Mielca, Przecławia i Radomyśla. I to jest duża sprawa. Przynajmniej w warstwie deklaratywnej.

Może należałoby stowarzyszyć we wspólnym działaniu, wspólnym froncie, wszystkie gminy naszego powiatu? Wiem, że Wadowice nie mają takich możliwości jak Przecław, nie mówiąc o Mielcu, działają, bywałem tam i mi się podobało. Podobnie jest chyba z innymi gmiami. A jak nie jest, to może być.

 

Jeszcze będąc w Zarządzie TMZM zaproponowałem cykliczną imprezę kulturalną „Z nurtem Wisłoki”. I ona się odbywa co roku. Może powinno się z niej uczynić wielką, coroczną imprezę wszystkich gmin i ośrodków kultury powiatu Mieleckiego, z zaangażowaniem Prezydenta, Starosty, wójtów i ich instytucji kulturalnych? No i z zaangażowaniem także często anonimowych, amatorskich, ale wartościowych, a często wspaniałych twórców kultury.

 

Bo to, co mi się w tym porozumieniu instytucji kulturalnych jednocześnie podoba i nie podoba, to fakt, że wśród celów porozumienia zapisano „Wspieranie amatorskiego ruchu artystycznego”, ale amatorów potraktowano tak, jak ich potraktował Kongres Kultury Podkarpacia.

 

Ale moim zdaniem amatorski ruch kulturalny ta bardzo ważna, jedna z kluczowych dla rozwoju kultury dziedzin ludzkiej, kulturalnej działalności. I Mieleckie instytucje kulturalne mają w tym zakresie naprawdę duże doświadczenie i osiągnięcia.

Może więc, nie czekając na II Kongres Kultury Podkarpacia, który, mam nadzieję, nie będzie miał miejsca w urzędniczym wydaniu, a na który może znowu Mielca by nie zaproszono, stwórzmy swój odpowiednik mielecki takiej kulturalnej zbiórki, z której mopze coś sensownego wyniknie..

 

I może nie nadymając się jak Rzeszów, nazwijmy to porozumienie mieleckich kulturalnych gmin Pierwszą Mielecką Zbiórką Kulturalną. Albo jakoś podobnie swojsko.

 

 

 

 

 

Ps. Kongres Kultury Podkarpacia

 

Prelegenci

dr Wojciech Broszkiewicz

Socjolog, właściciel firmy badawczej Explicator, współpracownik Centrum Kulturalnego w Przemyślu w ramach Programu Bardzo Młoda Kultura

 

Olga Brzezińska

Wicedyrektorka | Instytut Adama Mickiewicza

 

Szymon Burek

Stowarzyszenie Kulturalne Jarte z Mielca

 

Krzysztof Czyżewski

 

Agata Diduszko-Zyglewska

Doradczyni Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Alina Gałązka

Dyrektorka finansowa | Teatr Komuna Warszawa

 

Donata Jaworska

Dyrektorka Departamentu Narodowych Instytucji Kultury | Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Ewelina Jurasz

Dyrektorka | Biuro Wystaw Artystycznych w Krośnie

 

Katarzyna Olesiak

 

Robert Piaskowski

Dyrektor | Narodowe Centrum Kultury

 

Piotr Piech

Dyrektor | Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa

 

Jacek Purchla

profesor zwyczajny nauk humanistycznych; członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności

 

Michał Rydzewski

Zastępca Dyrektora | Narodowe Centrum Kultury

 

Krystyna Stachowska

Zastępca Prezydenta Miasta Rzeszowa

 

Monika Szela

Dyrektorka | Teatr Maska

 

Marta Wierzbieniec

Dyrektor | Filharmonia Podkarpacka im. Artura Malawskiego w Rzeszowie

 

Dorota Woźnica

Dyrektorka | Miejska Biblioteka Publiczna w Jaśle

 

Hanna Wróblewska

Historyczka sztuki, kuratorka

 

 

 

Prowadzący warsztaty

 

Monika Adamiec

 

Dorota Bacher

Kierownik | Rzeszowski Dom Kultury

 

Zuzanna Bąk

 

Alina Bosak

 

Katarzyna Buczek

 

Zakia Cieślicka-Majka

Kierowniczka Referatu ds. Upowszechniania Kultury | Wydział Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Rzeszowa

 

Joanna Dul-Cichy

Zastępca Dyrektora | Estrada Rzeszowska

 

Marcin Dziedzic

Dyrektor | Estrada Rzeszowska

 

Dominika Gil

Kierownik | Rzeszowski Dom Kultury

 

Sławomir Gołąb

 

Jakub Hader

 

Robert Homicki

Pełnomocnik Prezydenta Miasta Rzeszowa d/s Rozwoju Gospodarczego i Przedsiębiorczości

 

Jakub Izdebski

Dyrektor | Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie

 

Magdalena Janicka-Rzeszutek

 

Bogdan Kaczmar

Dyrektor | Muzeum Okręgowe w Rzeszowie

 

Paweł Kamiński

Dyrektor | Ośrodek Postaw Twórczych Zamek we Wrocławiu

 

Natalia Kertyczak

 

Agnieszka Kielar

Kierowniczka Referatu ds. Mecenatu Kultury | Wydział Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Rzeszowa

 

Katarzyna Komar-Macyńska

 

Marta Kraus

Kierownik | Podkarpacka Komisja Filmowa

 

Janusz Łukasiewicz

 

Katarzyna Madera

Kierownik działu organizacji imprez | Estrada Rzeszowska

 

Maciej Majewski

 

Monika Marković

Prezeska | Podkarpackie Stowarzyszenie dla Aktywnych Rodzin (PSAR)

 

Marcin Michalski

 

Rafał Paśko

 

Katarzyna Pawlak

Dyrektor | Wydział Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Rzeszowa

 

Kornel Pieńko

 

Marta Puka

Rzeszowskie Piwnice

 

Jagoda J. Skowron

 

Marzena Styga-Durak

Dyrektor | Rzeszowski Dom Kultury

 

Piotr Szopa

Dyrektor | Muzeum – Zamek w Łańcucie

 

Agata Warywoda

 

Mateusz Werner

Dyrektor | Departament Kultury i Ochrony Dziedzictwa Narodowego - Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego

 

 

 

 

środa, 19 listopada 2025

O tym jak urzędnicy Magistratu w Mielcu zbudowali 555 letni Mielec

 

Za Muzeum Jadrnówka


 

Półuśmieszki, niedopowiedzenia, żarciki, wzruszenie ramion, czasami brzydkie słowo, ale wszystko na dystans. Na dystans od władzy. Padają też retoryczne pytania: po co im to było i odpowiedzi są dość jednoznacznie podobne, nawet jak nie są wypowiadane.

 

Po co im, władzy, a tym samym nam, Mielczanom, było czczenie 555 rocznicy założenia Mielca?

 

Właściwie czy to ważne? Pewnie nie bardzo. Chce sobie władza świętować, niech świętuje.

Jak mawiał mój zmarły kolega Darek, LEPIEJ ŚWIĘTOWAĆ, NIŻ PRACOWAĆ.

A jak przy okazji zapewni się ludowi taką wspaniała rozrywkę, jak występ zespołu Mazowsze, szczególnie wtedy, gdy za bilety na ten występ zapłacą swoim pracownikom formy, to hulaj dusza.

Nic to, że na co dzień mamy równie wspaniały zespół Rzeszowiacy, bo co szkodzi popatrzeć na konkurencję.

 

Więc po co im to było? Wszak zdjęcia i filmiki na Instagram zrobiła sobie władza kilka dni wcześniej, 11 listopada. I wyszła na nich bardzo dobrze. Ale przecież co za często, to się przyje. Więc po co? Jak ktoś publikuje co dnia na Instagrami i Fejsbuku kilka filmów i kilkadziesiąt zdjęć, to jedyną reakcją na nie, jest ich pominięcie.

 

No fakt, 555 rocznica bywa raz na 555 lat, a to jest dość rzadko. Ale przecież można czcić 556 rocznicę założenia Mielca i 557 rocznicę, i nawet 560. Czy nie są równie dobre do świętowania? Przecież LEPIEJ ŚWIĘTOWAĆ NIŻ PRACOWAĆ. I powód aż tak istotny nie jest.

Tak jak dla mnie najlepsze okazje do świętowania są wtedy, jak się wybuduje coś ważnego, nie 30 metrów chodnika. Nowy miejski artefakt, jeśli jest okazały, ważny dla miasta, dodaje otwierającym splendoru. Wtedy nawet najbardziej nieżyczliwi władzy nie będą się wyśmiewać, że wstążkę przecina osiemnastu dostojników, biskup i dwójka proboszczów.

 

Tylko skąd wziąć okazałe artefakty, ważne inwestycje i to nie zapowiedziane, ale skończone? No właśnie, skąd? Hala zbudowana, biblioteka też, dom kultury będzie gotowy za prawie trzy lata (akurat koniec kadencji) o nowej Sali koncertowej przy ul. Powstańców Warszawy, przestało się mówić.

Dziwnie jakoś nie mówi się o nowym źródle ciepła dla Mielca. Walczyliśmy, by nie było spalarni, prezydent się przyłączył i zablokował, i chwała mu za to, ale co dalej?

 

No, ale dość dygresji.

Wracając do uroczystych obchodów 555 rocznicy Mielca ciśnie mi się do głowy pytanie – dlaczego?

Dlaczego z okazji tej wspaniałej okazji, które miała uświetnić budowniczych naszego pięknego, choć obecnie stagnacyjnego, miasta, zdecydowano się odznaczyć jedynie urzędników – byłych i obecnych – mieleckiego magistratu, plus mieleckich radnych?

 

Czy to urzędnicy budują nasze miasto? Naprawdę? A przedsiębiorcy nie? A policjanci? A drogowcy? A deweloperzy? A działacze kultury i artyści nie? A robotnicy nie? A dziennikarze, którzy robią władzy i jej działaniom reklamę nie?

Tyle ludzi, nie licząc dwóch założycieli miasta, nawet żydowscy przedsiębiorcy w międzywojniu, rozwijali nasze miasto. I jest tak, jakby ich niee było.

 

Na placu boju zostali urzędnicy.

Odznaczono tylko urzędników.

 

Może te uroczystości rocznicowe powinniśmy nazwać świętem władzy mieleckiej, od Jana i Bernardyna Mieleckich poczynając, poprzez Janusza Chodorowskiego i Daniela Kozdębę, a na Jarosławie Swole kończąc? A do tego trochę szeregowych urzędników i szefów Rady Miasta, w której np. pan Wójcik trudził się aż 10 miesięcy. 10 miesięcy z 555 lat. To wystarczy na wyróżnienie? Serio?

 

No i na koniec gali były występy artystyczne. Nasza władza bardzo lubi pseudoludowe zespoły, skoro, po Mazowszu i Rzeszowiakach w niedzielę, wysłuchała we wtorek właśnie Zespołu Pieśni i Tańca Rzeszowiacy.

 

Szkoda, że nie dopraszano do pustawej Sali Widowiskowej szeregowych mielczan, bo jakby mnie zaproszono, to bym przyszedł, bo sala była pusta w połowie, darmowego biletu na występ Mazowsza nie miałem, to chociażbym na Rzeszowiaków się załapał.

 

Ps. Jak powiedział Pan Prezydent (cytuję za moim ulubionym hej.mielec) - Celem tych wydarzeń jest uświadomienie mieszkańcom, jak długą, piękną i bogatą historię ma miasto oraz przypomnienie o ojcach założycielach Janie i Bernardynie Mieleckich, którzy w 1470 roku aktem lokacyjnym powołali do życia miasto Mielec w miejscu istniejącej dotąd osady.

Wg mnie cel tych wydarzeń nie został osiągnięty.

Podobnie jak ich przesłanie, jakim jest (wg Prezydenta) troska o wspólne dobro, solidarność i współpraca. - Dzięki temu będziemy mogli nie tylko z dumą patrzeć w przeszłość, ale z ufnością, a nawet i pewnością patrzeć w przyszłość – zaznaczył Pan Prezydent. 

 

Bo mam wrażenie, że przesłanie zostało skierowane do urzędników i polityków.

A my? Szarzy obywatele.

 

 

 

 

 

 

Czy nauczycielom i rodzicom jest wygodne, gdy dzieci korzystają ze smartfonów i platform społecznościowych

  zdjęcie za Nowyświat24.com Lewicowa minister Nowacka, tarcza strzelnicza prawicy i Kościoła (zresztą i ja ją krytykowałem, ale z innych ...